Ladislav Fuks, „Myszy Natalii Mooshaber”

Wydawnictwo Literackie, 1983
Liczba stron: 360
Źródło: Biblioteka w Wołominie

Jedyna książka Fuksa, na której się zawiodłam. 

Powieść czytałam całkiem niedawno, ponieważ jest ona moją lekturą na warsztaty z „rozumienia literatury”, jak to nazywam. Zajęcia są fantastyczne, btw. Byłam szczęśliwa, ponieważ nie musiałam biegać do BUWu albo Biblioteki Narodowej, tylko wszystko miałam na miejscu u siebie w mieście. Spodziewałam się rewelacji, w końcu Fuks to jeden z moich ulubionych pisarzy… Cóż, rewelacji nie było. Ale po kolei.

Uważam, że autor streszczenia z tyłu okładki powinien dostać jakąś poważną nagrodę za to, co stworzył, ponieważ owo streszczenie genialnie podsumowuje fabułę książki. Pozwolicie, że zacytuję:

Akcja toczy się w państwie rządzonym przez despotę, gdzie prawowita władczyni ukrywa się lub została zgładzona, a społeczeństwo sparaliżowane jest lękiem. Dzieci recytują w szkole życiorys głowy państwa. Między Ziemią a Księżycem regularnie kursują gwiazdoloty, ale marzenia osobiste bohaterki nie wykraczają poza kiosk, w którym mogłaby sprzedawać sałatki, piwo i lemoniadę. Martwotę psychologiczną w świecie dotkniętym degradacją rozbija autentyczny przejaw życia: język. To on sprawia, że w kreowanych przez Fuksa marionetkach tli się jeszcze iskra ludzkiej egzystencji, zdolna przy sprzyjającej okazji wybuchnąć płomieniem.

Coś pięknego. Tymczasem martwota, w jakiej żyją postaci (bo nie jest ona psychologiczna, często jest też fizyczna) sprawiała, że przysypiałam.

To antyutopia (a musicie wiedzieć, że uwielbiam antyutopie) – każdy boi się powiedzieć to, co naprawdę ma na myśli, boi się, że jego czyny (często najbardziej zwyczajne i prozaiczne) zostaną źle zinterpretowane. Jeśli chodzi o zaszczucie obywateli państwa, to Fuks pięknie sobie poradził z przedstawieniem tego. Natomiast akcja toczy się tak wolno i wydarzenia dzieją się tak długo i rozwlekle, że podczas czytania gdzieś nagle zanika przyjemność obcowania z tematyką antyutopii.

Bohaterowie to rzeczywiście marionetki, które powtarzają w kółko bardzo podobne kwestie (zwłaszcza pani Mooshaber, której nawijanie o trutkach na myszy i o tym, że ten, kto się nie uczy, skończy w kryminale albo jako robotnik miejscami znałam już na pamięć). Nie da się lubić tych marionetek. Są irytujące, niektórymi aż chce się potrząsnąć lub przysłowiowo przyłożyć im w szczękę, by zobaczyć, czy zareagują. Dzieci pani Mooshaber są przebrzydłe, złe,  córka wyrzuciła ją z własnego wesela, a syn wkręca matkę w dziwne sytuacje (dodajmy, ze wrócił z kryminału). Do domu Mooshaber cały czas przychodzi policja, pytając jedynie, jak jej się mieszka, ona zaś w kółko robi te same czynności. A nawet, jak jakaś czynność jej się zdarzy po raz pierwszy, to czytelnik (pod postacią mnie) już zdąży smacznie usnąć.

Nuda zabija. W sposób naprawdę nieprzyjemny. Chwilami miałam ochotę rzucić książkę w diabły, nie potrafiłam się na niej skupić, wszystkie zebrane kawałki układanki rozsypywały się w mojej głowie, nie potrafiłam ich poskładać… A zakończenie odczułam tak, jakby dziecko wzięło te moje elementy i porozrzucało po wielkim pokoju, kilka ciskając za meble czy telewizor.

Jedyne, co mi się tutaj podobało, to język – tak, jak w przypadku Roku 1984 Orwella mamy tutaj do czynienia z nowomową i brakiem zastanowienia nad słowami, które się wypowiada. Chociażby krymi (kryminał) – wyraz od razu źle nacechowany, ale kiedy się go słyszy, nie zastanawia się nad jego znaczeniem.

Dochodzę do wniosku, że przeczytałam tę książkę w złym momencie swojego życia – kiedy zmagałam się z pracą licencjacką, na uczelni była masa roboty i kiedy nie miałam czasu na robienie czegoś dla przyjemności. Być może innym razem zrozumiałabym o wiele więcej i zdążyła ułożyć spory kawał układanki – nie wiem, jednak, czy i kiedy się zabiorę za tę książkę ponownie.

Mogę ją polecić. Tym, którzy lubią literackie wyzwania. Ja nie czuję się na siłach, by ponownie się z tym siłować, ale jeśli ktokolwiek z Was ma troszkę wolnego czasu i chce się pozastanawiać, proszę bardzo, Myszy Natalii Mooshaber są dla niego.

Moja ocena: 4/6 (naciągane, bo dam książce drugą szansę. W jakiejś dalszej przyszłości…)

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s