Igor Ostachowicz, „Noc żywych Żydów”


Wydawnictwo W.A.B., 2012
Liczba stron: 253
Źródło: Empik

Spodziewałam się wszystkiego, dostałam całkiem przyjemną i skłaniającą do myślenia lekturę. O dziwo ^^

Moi drodzy, dzisiaj jest 8 marca, Dzień Kobiet. Teoretycznie powinnam napisać recenzję jakiejś miłej, babskiej książki, najlepiej napisanej przez kobietę… A tymczasem zdecydowałam się napisać o czymś, czego sam tytuł zapowiada niezłe zamieszanie. Prawda jest taka, że z godzinę temu obejrzałam krótkometrażowy film o tym samym tytule, który opowiada o Żydach zombie. Tak się załamałam, że postanowiłam napisać recenzję Nocy żywych Żydów, by odreagować 🙂

Zacznijmy od kontrowersji. Autorem jest Igor Ostachowicz, pracujący jako doradca premiera Donalda Tuska. Prywatnie lubi pisać powieści. Noc żywych Żydów jest jego oficjalnym debiutem (wcześniej wydał inną powieść pod pseudonimem). Premiera powieści narobiła mnóstwo szumu wokół jego osoby – nie dość, że urzędnik państwowy i wydał książkę, to ta jeszcze jest o Żydach! Nie spotkało się to z wielką radością, oczywiście. Kiedy ja po raz pierwszy usłyszałam o Nocy…, nie miałam pojęcia, kim jest Igor Ostachowicz. Zastanawiałam się tylko, co go podkusiło, by w tym kraju wydawać książkę o takim tytule. Czy chciał rozgłosu? Czy napisał jakąś chałę i chciał, by się sprzedała? Po przeczytaniu opisu z tyłu okładki moje myśli zmieniły tor – stwierdziłam, że MUSZĘ TO MIEĆ.

Tytułowi „żywi Żydzi” to ożywione ciała tych, którzy zostali pogrzebani na terenie getta warszawskiego. Nie pragną krwi ani ludzkiego mięsa. Są tacy sami, jak współcześni ludzie… Z tym, że od sześćdziesięciu lat nie żyją. Ich zmartwychwstanie jest związane ze „srebrnym sercem”, czymś w rodzaju artefaktu. W 2005 roku Żydzi powstają z martwych wskutek „burzy magicznej”. Pech chciał, że zaczynają wychodzić z piwnic do mieszkańców kamienic, które postawiono na grobach…

Ubawiłam się setnie. Patrzenie na to, jak główny bohater (trzydziestoletni glazurnik, mieszkający przy ul. Anielewicza) użera się z hordą ożywionych żydowskich nastolatków, było czymś fantastycznym. Pamiętam, jak czytałam powieść Ostachowicza w Pradze i towarzyszki podróży dziwnie na mnie zerkały, kiedy co i rusz wybuchałam śmiechem.

Bardzo podobała mi się podzielona narracja (historia jest opowiadana przez Bezimiennego oraz pewnego bardzo złego kolesia, który wprowadza sporo zamieszania). Podobał mi się również język powieści – współczesny, z odpowiednio użytymi wulgaryzmami. Było poważnie, miejscami zabawnie, miejscami powalająco (główny bohater co i rusz strzelał straszliwe gafy, np. proponując nieumarłej Rejczel posłuchanie Dead Kennedys).

Miejsca akcji były różne: piwnica, mieszkanie Bezimiennego, tereny byłego getta oraz centrum handlowe Arkadia! Zawsze, kiedy pojawiała się Arkadia, wiedziałam, że będzie wesoło. Tam bowiem bohater wraz ze swoją dziewczyną i jej przyjaciółką dokonują zakupów odzieżowych dla żydowskiej młodzieży, co wywołuje masę zabawnych (i chwilami żywcem wyjętych z czarnych komedii) sytuacji.

Moim zdaniem Noc żywych Żydów to udana próba odbrązowienia tematyki Holokaustu i warszawskiego getta. Nie mówię, że trzeba się śmiać z Zagłady; chcę tylko powiedzieć, że u nas w kraju tego typu tematy traktuje się śmiertelnie poważnie i nie umiemy się do niczego zdystansować. A trochę dystansu w życiu trzeba mieć.

Moja ocena: 6/6

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura o Holokauście, literatura polska o Żydach i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s