Helga Hošková-Weissová, „Dziennik Helgi”


Wydawnictwo Insignis, 2013
Liczba stron: 254
egzemplarz recenzencki

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że taka książka wyszła w naszym kraju!

Mi, jako bohemistce (jeszcze bez dyplomu), bardzo ciąży na sercu to, że w Polsce mało się pisało/pisze o getcie w Terezinie. Nie, żeby wcale się nie pisało, nic takiego nie insynuuję, ale… Mimo wszystko nie jest tego dużo. Sama wiem o trzech książkach (w tym o recenzowanym właśnie dzienniku). Dlatego też po Dzienniku Helgi spodziewałam się, że pogłębi moją niezbyt rozległą wiedzę o tym miejscu, o tym, jak funkcjonowało i jak wyglądało życie w getcie. I się nie zawiodłam, moi drodzy. 🙂

Z zapowiedzi mogliście się dowiedzieć, jak wygląda historia Helgi – jak na jej oczach rozpętuje się druga wojna światowa, jak jej rodzinę dotykają represje z racji żydowskiego pochodzenia oraz jak w końcu trafia do getta w Terezinie. Wszystkie te wydarzenia (do momentu opuszczenia getta) były spisywane przez dziewczynkę. Późniejsze wydarzenia dopisała kobieta; tuż przed odjazdem transportu do Birkenau udało jej się przekazać i dziennik, i rysunki powstałe w Terezinie wujowi, dzięki czemu ocalały.

Ciężko jest jakkolwiek oceniać tego typu książki. Zbyt wiele myśli mi przebiega teraz przez głowę, nie wiem, jak je sobie poukładać. Czytałam już sporo wspomnieć z okresu Zagłady, ale nad tymi się cały czas zastanawiam.

Po pierwsze – opowieść. Jako dziecko autorka miała całkiem ciekawy i przystępny styl. Nie rozumiem, czemu teraz narzeka, że niektóre zdania są zbyt rozbudowane. Dzieci tak mają, że potrafią długo coś opisywać. A tutaj opisy są po prostu szczere. Strasznym przeżyciem było dla mnie pierwsze zdanie o śmierci (epidemia tyfusu w getcie bodajże) – wcześniej nie gościła ona na kartach książki, a jeśli już, to były to bardziej odległe sprawy. Wyobraźcie sobie sytuację, że czytacie o życiu w zamkniętej społeczności, gdzie ludzie się przyjaźnią, załatwiają interesy, wspólnie walczą o przetrwanie i się uśmiechają do siebie. I nagle zdanie o epidemii i śmierci. Uważałam się za osobę zahartowaną, a wyszło, że jeszcze coś potrafi zrobić na mnie wrażenie. Kolejną, bardzo ważną sprawą moim zdaniem jest to, że czytelnik wie, że bohaterka przeżyła, że żyje nadal, ma rodzinę i tak dalej. Nie ma takiego napięcia, które odczuwałam, czytając Dziennik Anne Frank.

Po drugie – wydanie polskie. Jestem pełna podziwu dla tego, kto wymyślił okładkę (jest miła w dotyku i bardzo pomysłowo zaprojektowana. Brawo!) – po wielu spotkaniach z różnymi poczwarkami wydawniczymi mogłam z przyjemnością popatrzeć na okładkę. 🙂 Dalej – całość jest wydana na lekko żółtym papierze*, a litery są dość duże, co nie męczy oczu. Kolejnym plusem są wklejki. Pierwsza zawiera zdjęcia: zarówno te z albumu rodzinnego Helgi, jak i historyczne (fotografie więźniów Terezina, zdjęcia z różnych obozów oraz skany listów i stron dziennika Helgi), druga natomiast to prace autorki, które powstały w getcie. W większości są kolorowe, przedstawiają sceny z życia codziennego: kolejki po jedzenie, koncert, odwiedziny w szpitalu i tak dalej. Co innego czytać o tym, jak było w getcie, a co innego widzieć te obrazki, do tego jeszcze stworzone przez dziecko.

Tutaj mała dygresja, dotycząca prac dzieci z Terezina: w synagodze Pinkasa w Pradze jest wystawa tych rysunków. Niestety, nie mam żadnych własnych zdjęć, podczas mojej wizyty synagogę zwiedzało dużo turystów i nie było jak cokolwiek sfotografować. Nie pamiętam też, czy wśród tych rysunków były jakieś autorstwa Helgi Hoškovej-Weissovej. Ilość prac przytłaczała mnie, zwłaszcza, że miałam świadomość tego, że większość autorów nie przeżyła wojny. Jeśli ktokolwiek z Was będzie w Pradze i będzie się wybierał do tej synagogi, niech koniecznie obejrzy tę wystawę.

Co jeszcze mogę napisać… Jest to porządnie przygotowana publikacja, pełna przypisów wyjaśniających rzeczy nieznane polskim czytelnikom. Dodatkowym cennym materiałem są wymienione już wklejki.

Dziennik polecam każdemu, kto chciałby się dowiedzieć czegoś o wojnie z perspektywy dziecka (nie zawiedzie się). Według mnie Dziennik Helgi może wejść do kanonu dzieł o tematyce Holokaustu, jest naprawdę cennym świadectwem tamtych wydarzeń (zwłaszcza, że został uzupełniony o przeżycia z obozów oraz z burzliwego powrotu do Pragi).

Moja ocena: 6!/6

Za książkę pięknie dziękuję agencji Aim Media 🙂

* z góry przepraszam za niefachowe określenia, nie znam się na tym, opisuję to, co widzę. ^^’

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska, literatura o Holokauście, literatura wspomnieniowa (czeska), literatura wspomnieniowa (żydowska) i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s