Izabela Czajka-Stachowicz (pseud. I. Gelbard), „Pieśni żałobne getta”


Wydawnictwo Julian Wyderka, 1946
Liczba stron: 58
Źródło: Biblioteka Narodowa

Myślisz, że trupy milczą? – że trwają w uśpieniu?
Że zasypani ziemią, ogłuszeni ciszą
Pochłaniają wieczność w mogilnym skupieniu?
Nieprawda! – pomordowanych żydów trupy głośno krzyczą…
Przeraźliwym jękiem, ponad ludzką mocą
Z trudem wyciągają kikuty i ręce,
Z grobów – cieniami się snują dniem, zmierzchem i nocą
Bełkocą, szepcą, o męce, o śmiertelnej męce…
I Ciebie nie ominą – znają wszystkie drogi,
Wszystkie ścieżki znaczone ich krwią i ich łzami
Krok, za krokiem wloką ciężkie, sztywne nogi,
Na rany wskazują martwymi oczami…

Ten niezwykle sugestywny fragment pieśni Krzyk cieni pochodzi ze zbioru Izabeli Czajki-Stachowicz, który udało mi się dostać w Bibliotece Narodowej (i po raz kolejny potwierdzają się moje słowa, że BNu nie warto się bać, bo kryje w sobie skarby).

Podczas lektury przypomniała mi się nierecenzowana jeszcze tutaj Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie Icchaka Kacenelsona. Obydwa utwory łączy to, że opowiadają zarówno o ogóle pomordowanych, jak i o jednostkach. Według mnie opowieści o jednostkach właśnie robią większe wrażenie. Z tym, że u Stachowicz jest więcej jednostek, niż ogółu – ogół to zazwyczaj tłumy pędzone na Umschlagplatz.

Najbardziej zapadły mi w pamięć pieśni o matce, która straciła swoje dzieci i złorzeczyła przeciwko Bogu (takie zaprzeczenie przypowieści o Hiobie, kontrast między jednym a drugim jest niesamowity), o handlarzu jarzynami, którego rodzinę zabrano na plac oraz o dziecku, które autorka przez pewien czas dokarmiała. Historie tych ludzi zwykle zaczynały się w miarę pozytywnie (to duże naciąganie z mojej strony, ale mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli) – pojawiają się momenty szczęścia, uśmiechy na twarzach bohaterów, radość z bycia razem (np. z powodu posiadania dzieci, bo dzieci to największy skarb). Każda z tych opowieści zmierza jednak ku zagładzie, ku stracie, ku cierpieniu. A temu wszystkiemu przypatruje się autorka, która cierpi, ale stara się zachować imiona pomordowanych, by po ich śmierci świat o nich nie zapomniał.

W przedmowie autorskiej Stachowicz sama przyznaje, że nie umie pisać pieśni. Nie jest poetką, nie ma odpowiedniego warsztatu, ale chce oddać to, co widziała. Według mnie taka forma pisania jest najlepsza, by wyrazić ogrom uczuć, który wtedy ją dręczył. Wystarczy spojrzeć na Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie, która niesie z sobą olbrzymi ładunek emocjonalny.

Piękna, wartościowa lektura, którą mogę polecić wszystkim (poza ludźmi o słabych nerwach i tymi, którzy się za bardzo wczuwają). Właściwie nie powinnam tego oceniać w kategoriach oceny, ale nie mogę sobie odpuścić wystawienia szóstki.

Moja ocena: 6/6

P.S. I czuję się zachęcona do kolejnych książek tej autorki. ^^ Szkoda, że Pieśni nie doczekały się jeszcze wznowienia, ale może kiedyś to nastąpi.

Źródło okładki: http://www.atticus.pl

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura historyczna (o Żydach, diasporze, Izraelu), literatura o Holokauście, literatura polska o Żydach, literatura żydowska pisana po polsku, Poezja i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s