Jan Procházka, „Kočár do Vídně”


Okładka pochodzi z innego wydania (jest tak piękna, nie mogłam jej nie wstawić)!
Dane mojego wydania:
Československý spisovatel, 1967
Liczba stron: 99
Źródło: biblioteka w Instytucie Slawistyki Zachodniej i Południowej Uniwersytetu Warszawskiego*

Krótkie, a wciągające nawet przy znajomości filmu!

Tej książki miało nie być w zestawieniu. Nie brałam jej pod uwagę z prostej przyczyny – nie miałam pojęcia o tym, że istnieje. Jednakże, moja praca licencjacka wymaga ode mnie znajomości pewnej ilości filmów z okresu czeskiej nowej fali, dlatego kilka tygodni temu sięgnęłam po Wóz do Wiednia (dla porządku: oryginalny tytuł to opowiadanie, przekład – film, byśmy się nie pogubili). Jedyne, co wiedziałam o filmie, to fakt, że bohaterowie podróżują przez las i wkoło szaleje druga wojna światowa. Trochę mało… Przynajmniej teraz tak sądzę.

Ekranizacja mnie oczarowała. Po dwóch dniach miałam już książkę w domu (chwała katalogom internetowym biblioteki ISZiPu!). Trochę się zeszło z czytaniem, już tłumaczę, dlaczego.

Raz, że czytałam po czesku (zawsze mnie to spowalnia, niestety), dwa, czułam, że muszę sobie dawkować tę opowieść.

Krista jest młodą wdową, pochodzi ze wsi. Niemcy zabili jej męża – dla przykładu, by reszta społeczności wiedziała, co ich czeka za nieposłuszeństwo. Do domu Kristy trafia dwóch żołnierzy niemieckich, którzy chcą uciec do Wiednia, rodzinnego miasta jednego z nich. Krista ma za zadanie ich tam zawieźć. Do czynienia ma właściwie z jednym żołnierzem, młodym Wiedeńczykiem, ponieważ drugi jest ciężko ranny i przez większość czasu jest nieprzytomny. I tak wędrują przez las, a Krista zaczyna obmyślać plan, jak się ich pozbyć…

Co niezwykłego jest w tej historii? Ano to, że żaden człowiek nie jest predestynowany do tego, by być złym. Zło wychodzi z człowieka tylko w określonych sytuacjach i okolicznościach. I tak okazuje się, że młody żołnierzyk (uwielbiam autora za czeskie określenie voják-vojáček _^_) wcale nie jest zły. Chce tylko wrócić do domu. W trakcie podróży odrywa od munduru guziki i wszelkie naszywki, po których ktoś mógłby go poznać. Próbuje zaprzyjaźnić się z Kristą, mimo, iż nie zna ani słowa po czesku, a ona po niemiecku. Wreszcie żołnierzyk troszczy się o swego towarzysza.

Krista boi się o siebie, początkowo chce zabić obydwu pasażerów. Dlatego, że się boi, ale również z chęci zemsty za śmierć swojego niewinnego męża, który nie walczył przeciw komukolwiek. Jest zagubiona, zwłaszcza, kiedy żołnierzyk Hans usiłuje się do niej zbliżyć. Czasem miewa przebłyski z przeszłości – wspólna praca z mężem, cechy męża, jej pierwsza, zakończona poronieniem ciąża… Pozbywa się przedmiotów, którymi mogliby posłużyć się przeciwko niej Niemcy – pistolet, kompas. Jest w ciągłym pogotowiu, ale zaczyna odczuwać coraz bardziej pozytywne uczucia w stosunku do Hansa. Żołnierzyka z mlekiem pod nosem.

Czułam się urzeczona i do tej pory nie potrafię przestać myśleć o tym opowiadaniu.

Słówko o ekranizacji: Wóz do Wiednia jest jednym z najbardziej znanych filmów z okresu czeskiej nowej fali. Pełen symboli, stanowi zgrabne odwzorowanie historii z książki (chociaż nie wszystkie wątki zostały tam ujęte, można to jednak wybaczyć reżyserowi).

Postąpiłam trochę głupio, oglądając ten film bez napisów, które tłumaczyłyby mi kwestie Hansa na czeski, angielski czy też polski. Nie znam niemieckiego, nie mam zamiaru się uczyć tego języka i postanowiłam pójść na żywioł, czyli spróbować cokolwiek zrozumieć. Wyszło średnio: niektóre rzeczy wywnioskowałam z kwestii Kristy, inne z zachowania bohaterów, a jeszcze inne z wydarzeń, które potem nastąpiły. To naprawdę zabawne doświadczenie, polecam. Podczas seansu przyszło mi do głowy inne wytłumaczenie mojego postępowania: dzięki oglądaniu bez napisów można się wczuć w Kristę i zrozumieć, jak wielkie były jej problemy z komunikacją z Hansem.

Ciężko jest mi to polecić polskiemu czytelnikowi, który nie zna czeskiego. O ile Kytice można zrozumieć, znając troszkę podstawy czeskiego (wiem z autopsji), o tyle z Kočárem do Vídně jest problem kolokwializmów. Nie wszystkie moje wątpliwości na płaszczyźnie językowej dało radę rozwiać spoglądanie do słownika. Niemniej jednak, jeśli ktoś z Was radzi sobie z czytaniem po czesku, to niech po to sięgnie, na pewno nic nie straci.

Moja ocena: 6/6

* Zauważyliście, że kiedy piszę o jakiejś lokalizacji po raz pierwszy, to podaję jej pełną nazwę? Nie złoście się na powyższą. Nie wszyscy muszą znać rozwinięcie skrótu ISZiP, a poza tym blog ma na celu popularyzację korzystania z bibliotek 😉

Źródło okładki: http://bookfan.eu

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekranizacje, literatura czeska, Miesiące tematyczne i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s