Jaroslav Rudiš, „Niebo pod Berlinem”


Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2007
Tłumaczenie: Joanna Derdowska
Liczba stron: 141
Źródło: BUW

To Metro, Subway, czy U-Bahn
Byle pod ziemią, underground
To jak narkotyk na każdy ból
White Chapel, Aldgate, Liverpool!

Tytułowa piosenka z Metra cały czas brzmiała mi w uszach, kiedy czytałam Niebo pod Berlinem. Czułam, że inaczej się nie da, że się nie pozbędę tego tekstu z głowy, dopóki nie skończę książki. Ba, czułam się wręcz prześladowana 🙂 Czasem tak mam, nie przejmujcie się.

Na Metrze byłam tylko raz kilka lat temu. Jakimś dziwnym sposobem sztuka przemówiła do mnie, przepełniła czymś w rodzaju optymizmu. Niebo pod Berlinem odwrotnie. Wstyd się przyznać, ale te 141 stron męczyłam ponad tydzień. Nie byłam w stanie usiąść i przeczytać to za jednym posiedzeniem, dlatego też podczytywałam to w drodze do pracy.

Nasz bohater z zawodu jest nauczycielem, jednak w sercu jest niespełnionym muzykiem. Ucieka z Pragi do Berlina, sam nie wiedząc, czemu i po co. Tam zakłada z niejakim Pancho Dirkiem kapelę o nazwie U-Bahn (nazwa berlińskiego metra), grają „muzykę dla żywych i umarłych”. Zrzynają, z kogo się da, inspirują się takimi ludźmi, że aż dziw człowieka bierze (nie będę zdradzać, to trzeba przeczytać), żyją, piją, kochają się (można wstawić bardziej wulgarne słowo na ostatnią czynność). A wszystko to z opowieściami o metrze w tle.

Akcja rozgrywa się w latach dziewięćdziesiątych. Ameryki pewnie nie odkryję, pisząc, że wśród twórców tego okresu istniała tendencja do opisywania niezbyt ciekawej rzeczywistości po upadku komunizmu. Co i rusz gdzieś na to trafiam. Rudiš również tę tematykę porusza. Ciężko się czyta o tym, że ludzie nie mogą się odnaleźć w nowej sytuacji, tęsknią za starymi czasami, gdzie mieli stałą pracę, uporządkowane życie. Tę dziwną beznadzieję czuć nawet, kiedy członkowie zespołu rozmawiają ze sobą. Mimo, iż buntują się przeciw wszystkiemu, cały czas jest im źle, obecna rzeczywistość wcale im nie pomaga w życiu. Przynajmniej ja to tak odebrałam.

Kluczowym wątkiem są rozmowy o śmierci w metrze. Konkretnie o samobójcach, którzy z najróżniejszych powodów rzucają się pod nadjeżdżający pociąg. Jeden z omawianych bohaterów jest rekordzistą pod względem zabitych przez przypadek ludzi, ma ich na koncie aż pięcioro. Przy czym historia każdego wstrząsa tak samo. Mną również wstrząsnęły wierzenia ludzi wokół Machy (naszego Czecha) – że ludzie zabici w metrze zostają w nim na zawsze. I kiedy człowiek przystanie na moment i wsłucha się w odgłosy metra, to usłyszy ich głosy…

Powieść nikogo nie osądza. Po prostu realizuje pomysł autora. Nikt nie zostaje wytknięty palcem jako odpowiedzialny za ten cały bajzel. I to chyba mnie najbardziej zaskoczyło. Polacy często szukają winnych, tutaj tego nie ma.

Polecam Niebo pod Berlinem każdemu, kto chce dowiedzieć się więcej o Berlinie. Jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmi, w powieści sporo opowiedziano o tym mieście. Dodatkowym plusem są ilustracje, mapki… Szkoda, że nie były podpisane, z pewnością bym się dokształciła podczas lektury.

Moja ocena: 5/6

Inne dzieła tego autora:

Alois Nebel. Kreslená románová trilogie

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jaroslav Rudiš, „Niebo pod Berlinem”

  1. Ami pisze:

    Witam,
    Mam pytanie odnośnie książki. Wiem, że recenzję napisałaś 4 lata temu ale zwróciłam uwagę na pewne stwierdzenie przedstawione w twoim tekście. Piszesz, że akcja książki rozgrywa się w latach dziewięćdziesiątych. Ja po przeczytaniu książki nie byłam w stanie tego określić. Stąd moje pytanie, co według Ciebie przemawia za tą tezą?
    Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie 🙂

    • czechozydek pisze:

      Hej,
      powiem szczerze – nie pamiętam. Sądząc po wpisie sporo drobiazgów musiało mi to podpowiadać, nie wiem, być może odniesienia do komunizmu sprawiły, że wysnułam taką teorię.
      Jako, że nie mam książki w domu, spróbowałam znaleźć informację o czasie akcji w Internecie. Udało mi się, aczkolwiek cesky-jazyk.cz twierdzi, że to początek dwudziestego pierwszego wieku („Berlín, současnost (počátek 21. století)”), co może oznaczać lata dzewięćdziesiąte, ale nie musi, równie dobrze mogło to się dziać po dwutysięcznym roku.
      Link do strony tutaj: http://www.cesky-jazyk.cz/ctenarsky-denik/jaroslav-rudis/nebe-pod-berlinem-2.html
      Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłam. 🙂
      Pozdrawiam i zapraszam na nowego bloga, przeniosłam się na własną domenę.
      http://czechozydek.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s