Andriej Pogożew, „Ucieczka z Auschwitz”


Świat Książki, 2011
Tłumaczenie: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka i Piotr Chojnacki
Liczba stron: 221
Źródło: biblioteka w Wołominie

Książek o Holokauście i obozach koncentracyjnych nie wolno przedawkować. Dlatego trzeba czytać je od czasu do czasu. 

Mam taką zasadę, że nie wolno czytać naraz dużo literatury obozowej, bo – kolokwialnie rzecz ujmując – siada od tego psychika. Mi kiedyś siadła, to nie było miłe uczucie. Dlatego nie rzucam się na półkę z książkami o IIWŚ w bibliotekach, bo wiem, czym to grozi. Ucieczka z Auschwitz jest pierwszą od dość dawna pozycją, która traktuje o kacetach.

Esencją treści tej książki są podane niżej dwa zdania z tyłu okładki polskiego wydania:

W listopadzie 1942 roku siedemdziesięciu żołnierzy Armii Czerwonej zorganizowało ucieczkę z obozu Auschwitz. Wśród nich znajdował się więzień numer 1418, Andriej Pogożew.

Czytałam sporo o Oświęcimiu, ale nigdy o ucieczkach. Te były organizowane, zarówno w obozie macierzystym Auschwitz, jak i w Birkenau. Świadectwo Pogożewa rozszerza w tym momencie moją wiedzę, co mnie niezmiernie cieszy.

Z ucieczkami z obozów było tak, moi drodzy, że stanowiły zadanie praktycznie nie do wykonania. Straże, druty kolczaste, specyficzny wygląd więźniów (pasiaki, tatuaże z numerami, ogolone głowy, wychudzone ciała) nie sprzyjały takim przedsięwzięciom. Mimo to różni ludzie starali się uciekać z tego piekła na ziemi, jakie zgotowali innym hitlerowcy. Często równie wyczerpująca jak obmyślanie całego planu była świadomość, że po ucieczce mogą ucierpieć współwięźniowie (chyba najsłynniejszym przypadkiem ukarania za to, że ktoś zbiegł z obozu, była sytuacja z księdzem Maksymilianem Kolbe).

Ze wspomnień Pogożewa wypływa coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć na pierwszy rzut oka – solidarność narodu radzieckiego. To nie jest propaganda czy coś podobnego. Autor opisuje zachowania swoich towarzyszy – mieszkańcy ZSRR bardzo sobie pomagali w obozach. Trzymali się razem, dzielili tym, co mieli (często tylko dobrym słowem), każdy mówiący po rosyjsku mógł być potencjalnym przyjacielem.

Wiara w Związek Radziecki pojawia się co kilka stron. Więźniowie nie wierzyli oprawcom w to, że Moskwa upadła, że ZSRR zaraz też upadnie, że naziści zwyciężają. Wydaje mi się to zaskakujące, ponieważ polska mentalność i postrzeganie rzeczywistości było w tych czasach inne. Nie znam się na Związku Radzieckim, ba! na Rosji tym bardziej. Chyba trzeba się dokształcić.

Podczas lektury zastanawiałam się, co oryginalnego można znaleźć w tej historii. Wyszło mnóstwo książek o drugiej wojnie światowej, co jakiś czas na rynku u nas pojawia się coś nowego. Co takiego ma w sobie Ucieczka z Auschwitz, by nie zginąć w zalewie literatury okołoobozowej?

Według mnie tymi ciekawymi elementami są właśnie perspektywa radzieckiego żołnierza, opis solidarności nie tylko radzieckiej, ale ogólnosłowiańskiej (piękny wątek kontaktów z Polakami) oraz spora ilość nazwisk więźniów, zwłaszcza tych, którzy zginęli w obozie. Ofiary z nazwiskami stają się na powrót ludźmi.

Ucieczka z Auschwitz bardzo mi się podobała. Autor może nie miał zacięcia literackiego, ale ujął swoje przeżycia w bardzo zgrabną całość, którą się dobrze czyta. Mimo wszystkich okropieństw, jakie się dokonywały w obozie.

Moja ocena: 5/6

P.S. Okładka zrobiła na mnie ogromne wrażenie!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura o Holokauście, Literatura obozowa, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s