Dirk Brauns, „Café Auschwitz”


Wydawnictwo Akcent, 2013
Tłumaczenie: Wojciech Włoskowicz
Liczba stron: 280
Egzemplarz recenzencki

Próba zrozumienia przeszłości i innych ludzi poprzez poszukiwanie pewnego nazisty.

Słyszeliście o tej książce? Przyznam się szczerze, o jej istnieniu dowiedziałam się niedawno i z miejsca zaczęłam się zastanawiać, co skrywa się za tym tytułem. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to „Boże, nie, może to dosłowne, może ktoś wymyślił sobie taką kawiarnię, nieeeeeee”, ale potem się zreflektowałam, przeczytałam opis na Lubimy Czytać i – po uspokojeniu się – postanowiłam zobaczyć, o co właściwie z tym Café Auschwitz chodzi.

Alex pracuje w Warszawie jako nauczyciel niemieckiego w niemieckiej szkole. Przed zajęciami lubi sobie wypić kawę w kawiarni przy placu Zbawiciela – ta prosta przyjemność sprawia, że przypadkiem poznaje Janusza, byłego więźnia Birkenau. Jest na swój sposób zafascynowany jego postacią do tego stopnia, że zgadza się odnaleźć pewnego nazistę, który pracował w Auschwitz. Przy okazji zgadza się również zostać wykonawcą testamentu Janusza…

Gdyby Alex był Polakiem, historia ta nabrałaby innego wydźwięku. Podczas lektury cały czas przychodziła mi do głowy ta właśnie alternatywa – że gdyby Alex nie był Niemcem z NRD, opowieść stałaby się… sztampowa? Przewidywalna? Pełna schematów? Nie mogłam pozbyć się tych myśli. Ale, jak już wiecie, Alex jest Niemcem. Jednym z tych, których oskarża się do tej pory, mimo, iż nie mają już nic wspólnego ze zbrodniami dziadków. Tym bardziej fascynujące były podróże Alexa po Polsce i Niemczech. Jego pierwsza wizyta w muzeum Auschwitz-Birkenau, jego wizyty u innych więźniów, wreszcie poszukiwania wspomnianego wcześniej nazisty, Wegenera.

Tym bardziej ciekawiła mnie postawa Alexa. I jego osobista historia. Nie będę Wam wszystkiego wymieniać, albowiem odkrywanie tego po kawałeczku to fajna sprawa – powiem Wam tyle, że aż się zdziwiłam, ponieważ narodowość bohatera nie była dla niego takim obciążeniem, jakim spodziewałam się, że będzie. Może to też kwestia tego, że Alex mówi całkiem dobrze po polsku, nie wiem.

Naprawdę dobrym wątkiem były wycieczki niemieckiej „trudnej młodzieży” do Auschwitz. Tutaj też byłam zaskoczona, albowiem tym chłopakom (wyciągniętym z naprawdę różnych rodzin i środowisk) nawet przez myśl nie przyszło, by coś zdemolować. Pomagali w sprzątaniu, odchwaszczaniu… Nie mówię, że byli grzeczni przez cały czas, ale widać było, że powaga miejsca miała na nich wpływ. Swoją drogą, ciekawa jestem, co na ich miejscu robiłaby polska młodzież… Ale to tylko dygresja. 😉

Powieść Braunsa ciekawiła mnie mniej więcej do trzech czwartych, albowiem później Alex jakby zatraca się w swoich poszukiwaniach. Nie wiem, jaką koncepcję autor miał na myśli, ale obserwowanie, jak poszukiwania Wegenera stają się swoistą obsesją, zaczęło mnie zwyczajnie usypiać. Gubiłam się w przemyśleniach bohatera, jego reakcjach, nie wiedziałam, skąd się biorą jego coraz dziwniejsze pomysły. Nie mówię, że było to złe, być może tylko ja to tak odbieram, ale zwyczajnie nie byłam w stanie się na tym skupić. Pojawiała się nuda i zmęczenie – a nic tak nie komplikuje przyswajania treści, niż nuda. Zwłaszcza w przypadku takiej powieści.

Komu mogę polecić? Każdemu, kto ma dość psioczenia. Tutaj nie ma zbyt wyraźnego podziału na narodowość i dzięki temu mogłam odpocząć od tego, co mnie otacza w życiu codziennym (że wszyscy Niemcy źli i tak dalej). Może trochę uogólniam, ale Café Auschwitz, mimo naprawdę ciężkiej tematyki, pozwala na wytchnienie. Poza tym to ważna książka z racji narodowości samego autora – moim zdaniem dobrze by było, gdyby to właśnie Niemcy częściej zabierali głos w sprawie utrwalania pamięci o obozach i Holokauście.

Moja ocena: 4,5/6

Za książkę pięknie dziękuję wydawnictwu Akcent 🙂

Kilka słów o książce znajdziecie również na Forum Żydów Polskich: klik

P.S. (dopisane 30.08.2013) Ze względu na różne komentarze i feedbacki, które dostaję od czytelników, postanowiłam dodać do tego wpisu sprostowanie.

Doceniam wysiłek, jaki wkładają Niemcy w sprawy dotyczące rozliczeń i utrwalania pamięci o Holokauście. W ostatnim akapicie chodziło mi o to, że fajnie by było, gdyby Niemcy częściej zabierali głos w podobnych kwestiach za pośrednictwem literatury, czego przykładem jest opisana tutaj powieść. Bardzo mnie ciekawi ich punkt widzenia. Być może nie dotarłam jeszcze do części literatury niemieckiej poświęconej tej tematyce – ostatni akapit to tylko takie moje pobożne życzenie.

Do mnie docierają głównie książki albo polskie, albo angielskie/amerykańskie. Jeśli znacie inne tytuły, które pomogłyby mi poznać niemieckie stanowisko, bardzo ładnie proszę o podesłanie ich za pośrednictwem bloga, maila albo fanpejdża. Z góry serdeczne dzięki. 🙂

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura obozowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Dirk Brauns, „Café Auschwitz”

  1. Alenda pisze:

    każda książka o tematyce okołoobozowej ma u mnie swoje miejsce, na pewno kupię niebawem

  2. kierownik pisze:

    „moim zdaniem dobrze by było, gdyby to właśnie Niemcy częściej zabierali głos w sprawie utrwalania pamięci o obozach i Holokauście”

    – A moim zdaniem dobrze by było, by w Polsce wreszcie ktoś docenił ogrom wysiłku, włożonego przez znaczną część społeczeństwa niemieckiego w rozrachunek z przeszłością – ale do tego potrzeba minimum dobrej woli, otwartości umysłu, no i znajomości języka naszych sąsiadów nieco powyżej poziomu „Czterech pancernych”… Kombinacja warunków trudna do spełnienia dla większości przedstawicieli polskiego „narodu wybranego”, taplającego się uciesznie w prowincjonalnej megalomanii.

    • czechozydek pisze:

      Ja na przykład doceniam ten wysiłek, zwłaszcza, że często zajmują się takimi sprawami ludzie, których rodziny nie miały praktycznie nic wspólnego ze zbrodniami nazistowskimi. Tutaj popełniłam błąd w zdaniu, teraz to zauważyłam – miałam na myśli niemieckich bądź niemieckojęzycznych pisarzy. Gdyby tacy pisarze częściej zabierali głos, wtedy tematyka Holokaustu byłaby bardziej urozmaicona, znany by był jeszcze jeden głos w tej sprawie.

    • Kammilska pisze:

      Bardzo wartosciowy komentarz i postawa wciaz dosc rzadko w Polsce spotykana (sic).
      Moze latwiej bedzie nam, Polakom, docenic niemieckie wysilki odnosnie rozrachunku z przeszloscia kiedy porownamy je z zapomnieniem, ignorancja, i czesto oficjalnym nawet wypieraniem sie zbrodni z lat wojennych u Japonczykow. Niemcy jako narod nie tylko zostali za te zbrodnie ukarani – jako narod, wiec nie mowimy o jednostkach – ale tez nieustannie sami dokonuja prob zrozumienia i rozrachunku. I to jest cenne i warte zauwazenia.

  3. rysberlin pisze:

    Ja osobiscie nudy i zwatpienia nie znalazlem (w ostatniej czesci), ale moze dlatego ze autor zrecznie
    przemycil Gustava Radbrucha i to oczywiscie zmienia wiele, ale tez moze dlatego ze mieszkam od wiecznosci calej w Berlinie. 🙂

    Moge tylko napisac, przeczytac! warto!

  4. Kammilska pisze:

    Dziekuje za ciekawa i, mimo uwag odnosnie koncowki, zachecajaca recenzje ksiazki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s