Karel Čapek, „Krakatit”


(Okładka pochodzi z innego wydania)
Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1974
Tłumaczenie: Emilia Witwicka
Liczba stron: 315
Źródło: biblioteka w Wołominie

Jedna z najbardziej znanych powieści Čapka, która zupełnie do mnie nie trafia.

Otóż tak: kiedyś, dawno temu (tj. na drugim roku), usiłowałam przeczytać inną powieść tego pisarza, mianowicie Meteor. Rzuciłam to po dwudziestu stronach, albowiem kilka razy usnęłam z nudów. Nie byłam w stanie się skupić na tej książce, trafiało do mnie co piąte zdanie… Tak więc zniechęciłam się do Čapka. Postanowiłam jednak spróbować jeszcze raz, a nuż mi się coś spodoba. Wybrałam Krakatit, bo słyszałam sporo dobrego o tej książce.

Moje uczucia w tej chwili wyglądają jak sinusoida – raz się zachwycałam, innym razem spałam i czytałam jedną stronę przez pięć minut. Ale po kolei.

Prokop jest chemikiem, któremu udało się stworzyć materiał wybuchowy o bardzo dużej sile rażenia. Nazwał go Krakatit (ewidentne nawiązanie do wyspy, na której znajduje się wulkan Krakatau). Spotyka swojego kolegę, Tomesza, któremu opowiada o tej substancji. Następnie Tomesz znika, a Prokop usiłuje go odnaleźć.

I mniej więcej do momentu wyjazdu Prokopa w poszukiwaniu kolegi rozumiałam, co się dzieje. Reszta powieści stanowi dla mnie jakiś dziwny, miejscami chory sen, którego nie jestem w stanie pojąć.

Kiedyś narzeczony mi powiedział, że mam problemy z rozumieniem niektórych rodzajów abstrakcji. Przypomniały mi się jego słowa podczas czytania Krakatitu, przy czym zachodziłam w głowę, jaka abstrakcja właściwie ma tu miejsce, że nie mogę się skupić na lekturze i zwyczajnie śpię.

Widzę, że ta powieść ma przesłanie. Wskutek działań na Krakaticie giną ludzie, można się zastanawiać, kto za tę śmierć jest odpowiedzialny – twórca czy ludzie, którzy pracowali potem nad tym materiałem. Widzę też rozpacz Prokopa, który nie ma już kontroli nad swoim dziełem i który czuje się winny. Co z tego, skoro lektura tylko męczy…

Co by nie było, że tylko narzekam – Čapek jest wizjonerem. Ponoć w swoich dziełach przewidział masę rzeczy, m.in. wojnę (nie miał okazji jej doświadczyć, zmarł bowiem w 1938 roku na zapalenie płuc), tutaj bombę atomową, której siła rażenia może zabić setki ludzi… Zastanawiam się, skąd bierze się w ludziach taka zdolność przewidzenia niektórych wydarzeń i tylko dlatego nie odstawię Čapka na dobre. Ze zwykłej, ludzkiej ciekawości.

Powiem Wam tak: do mnie Krakatit nie trafia. Podobnie, jak Meteor. Być może ja i Čapek nie jesteśmy kompatybilni. Ale nie będę Was zniechęcać do lektury. Nie tym razem 😉

Moja ocena: 3,5/6 (za to przynudzanie)

P.S. Powieść została zekranizowana, ale na chwilę obecną nie mam dostępu do filmu, a chciałabym opublikować wreszcie ten wpis, także wybaczcie 😉 O filmie będzie innym razem.

Źródło okładki: http://academia.cz

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekranizacje, literatura czeska i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Karel Čapek, „Krakatit”

  1. Anna pisze:

    na literaturę w tym roku przeczytałam trochę Tovarnę na absolutno oraz Bilou nemoc i obie mogę polecić, chociaż Bila nemoc podobała mi się mniej, ale zwyczajnie nie przekonuje mnie czytanie sztuk, sztuki są od wystawiania. Za to Tovarna, powieść-felieton jest cudowna. Polecam czytanie oryginałów, wszystko do ściągnięcia legalnie tutaj http://www.mlp.cz/cz/projekty/on-line-projekty/karel-capek/

    • czechozydek pisze:

      Jejuuuuu, dzięki!!! Niedługo będę miała własnego Kindle’a, będę mogła sobie poczytać 🙂

      • Anna pisze:

        na stronach miejskiej biblioteki w Pradze jest tego więcej, w sensie więcej darmowych autorów, oczywiście tych starszych, którzy już weszli do domeny publicznej ew decyzją aktualnych właścicieli praw majątkowych dzieła zostały upublicznione. ściagałam poetów generacji lat 90tych (wszystkie te symbolismy i impresje), ściągałam Wolkera, chyba wszystko Vancury jest dostępne
        plus wiesz, ulozto.
        daj znać jak dostaniesz kindelka, mój jest cudowny i kupuję przez niego mnóstwo książek (po polsku głównie)

      • czechozydek pisze:

        Mam Twojego maila, jakbyś chciała, to Ci podeślę jakieś ebooki 😉 Zaczęłam już zbierać.
        A stronę chętnie przegrzebię, często zerkam też na Wolne Lektury (pytałam, czy będą mieli Kafkę, ale nie mają żadnego tłumaczenia w domenie publicznej czy coś takiego. Smuteczek).

  2. Anna pisze:

    ja glównie czytam literaturę faktu i jestem bardzo szczęśliwa, że nie muszę czekać na wycieczkę do PL żeby coś przeczytać tylko szybciutko kupuję – używam głownie woblink.com, mają dobre promocje plus 50zł na zakupy w 10zł kuponach za rejestrację na newsletter i zwracają każdą dychę przy zakupach od 30zł, też w kuponach po 10zł, książka jest od razu w dwóch i trzech formatach (często też pdf z którego na komputrze łatwiej kopiować cytaty, znajdywać nr strony do cytowania). Czasem też publio.pl bo niektórych rzeczy woblink nie ma, tam glównie kupuję kindelkowe wydanie magazynu Książki – raz że nie muszę go szukac po kioskach będąc w W-wie, dwa, że są prawie połowe tańsze od druku:)
    co do samego kindelka kundelka to zdecydowanie radzę go rejestrować na Amazonie – ma się wtedy prawo do gwarancji, które polega na tym, ze jak mu sie co stanie to zgłaszasz problem, odsylasz starego i dostajesz nowego kurierem w ciągu kilku dni (ja miałam tego farta, ze nie dość że stwierdzili, że nie musze odsyłać to jeszcze dostałam wersję o numerek większą i wg Najlepszej z Zon droższą – bez reklam). Generalnie trzeba z nim uważać, jest to jednak delikatne stworzonko, najbardziej na swiecie psują się ekrany jednak – starczy że upadnie, przyciśnie się go czymś, uderzy się torebką w której jest o coś twardego. ale to miłe stworzenie.

    • czechozydek pisze:

      Mam zamiar zarejestrować go na Amazonie. Wiem, że to delikatne stworzenie, dlatego też postanowiłam zaszaleć i dokupić przy okazji etui (akurat wtedy była na Amazonie promocja, że etui było o 50% tańsze). Już nie mogę się doczekać, aż go dostanę (a będzie to pod koniec przyszłego tygodnia) ^^

  3. zapiskikrytyczne pisze:

    Mnie w Krakaticie męczyły te wątki miłosne (czy może bardziej „miłostkowe”).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s