Leopold Tyrmand, „Zły”


Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2001
Liczba stron: 492
Źródło: pożyczone

Gdyby ta książka powstawała dzisiaj, Zły niewątpliwie byłby wampirem xD

Zły prześladuje mnie od kilku lat. Wszystko zaczęło się od praktyk w bibliotece, gdzie swego czasu oprawiałam egzemplarz tej książki. Wielkie toto było jak stodoła (naprawdę porządne wydanie), z siedemset stron jak nie lepiej. Plus ta aura… Serio, ten jeden konkretny tom miał jakąś aurę, która mnie przyciągała. Zwłaszcza, że podpytałam znajomych, co to jest ten Zły i z czym to się je. Na zapoznanie się z treścią musiałam jednak poczekać dwa lata (tyle innych książek… Albo lenistwo, sama nie wiem).

Miałam wielki dylemat, czy w ogóle powinnam tutaj pisać o Złym. Tyrmand jest powszechnie uznawany za polskiego pisarza, sama dowiedziałam się o jego żydowskim pochodzeniu całkiem niedawno. Za specjalnie się z tym żydostwem zresztą nie obnosił… Nie, żebym nagle chciała uczepić się tego pochodzenia i tylko o tym pisać xD Po prostu myślę, że to stwarza dobrą okazję, abym się wypowiedziała o świetnie napisanej książce.

Przenieśmy się do lat pięćdziesiątych minionego wieku (nie, to nie było 50 lat temu, tylko 60, właśnie Kuba mnie uświadomił). Warszawa jeszcze nie powstała z ruin, w ocalałych parterach kamienic kwitnie życie mieszkańców stolicy. Przy okazji prężnie rozwija się środowisko przestępcze i kombinatorskie. Nagle na horyzoncie pojawia się Zły – tajemniczy osobnik, tępiący chuliganów jak zarazę za pomocą żelaznych argumentów (obie pięści). Ubrany na czarno, z wyróżniającymi się, białymi oczami przemierza Warszawę i pojawia się tam, gdzie jest potrzebny…

Nie, nie myślcie sobie, że to powieść o superbohaterze. Sama miałam kilka razy takie skojarzenie, ale to nie ten trop. Pomyślmy o Złym jako o mścicielu, nie superbohaterze.

Postać Złego i jego historia jest osią napędową całego utworu. Wokół tej osi kręci się cała masa najróżniejszych epizodów z życia społeczności warszawskiej, począwszy od podstarzałego kioskarza z Placu Trzech Krzyży, przez młodą historyk sztuki, na największych gangsterach skończywszy. Innym i słowy: autor przedstawia trybiki w całej tej wielkiej machinie, co się zowie stolicą Polski.

Zapewne jesteście ciekawi, co miałam na myśli, pisząc pierwsze zdanie tej notki. Otóż Zły spełnia wiele warunków bycia wzorcowym wampirem xD Serio, nie mogłam się pozbyć tej myśli podczas czytania – ubiera się na czarno, jest silny, szybki, ma bardzo jasne spojrzenie, wyróżnia się wieloma rzeczami… I jest prawie niepokonany. Normalnie współczesny wampir! (Tyrmand się w międzyczasie w grobie przewraca) ^^ Nie wiem, czy taka opcja by mi podpasowała, w każdym razie wizja jest bardzo kusząca.

Czytałam tę książkę chyba z miesiąc. Raz na jakiś czas musiałam ją odstawić, prawdopodobnie w celach przetrawienia treści, nie wiem dokładnie. Czasem męczyły mnie opisy handlu i interesów, jakie prowadzili mniej praworządni mieszkańcy Warszawy. Albo spekulacje, kim jest Zły… Na ogół nie czytam kryminałów, nie rozumiem ich, wolę powieści obyczajowe (nie romanse. Z góry sobie wypraszam); tutaj moje odczucia względem lektury przypominały sinusoidę. Raz te spekulacje i nagłe zwroty akcji bardzo mi się podobały, innym razem odkładałam książkę na później.

Mam od kilku miesięcy fazę na literackie obrazy Warszawy. Moja potrzeba czytania o stolicy jest ostatnio solidnie zaspokajana, albowiem Singer sporo pisał o urokach tego miasta. Teraz miałam okazję porównać jego wizję ulicy Próżnej z tym, co widział oczyma duszy swojej Tyrmand. Musicie wiedzieć, że część akcji Złego dzieje się właśnie w spółdzielni, która znajdowała się przy ulicy Próżnej. 🙂 Plus bazar Różyckiego i kilka innych opisów z Pragi!!! Musicie wiedzieć, że właśnie Stara Praga to moja najukochańsza dzielnica Warszawy*.

Całość jest według mnie świetnym materiałem na film, trochę się jednak boję, że polscy twórcy by sobie nie poradzili z tego typu materiałem. Mam wrażenie, że historia zostałaby spłycona i sprowadzona albo do kryminału, albo do romansu (a nic innego nie byłoby w stanie bardziej zaszkodzić Złemu!). Poza tym – gdzie można obecnie znaleźć miasto złożone z ruin?

Dla mnie Zły jest jedną z najbardziej warszawskich książek, jakie w życiu czytałam. Swoją drogą muszę kiedyś o tym nasmarować wpis na New Shadowlife, albowiem literackie obrazy Warszawy potrafią być naprawdę zaskakujące.

Polecam tym, którzy – w przeciwieństwie do mnie – uwielbiają kryminały i/lub chcą się zmierzyć z tytułem, który już się zalicza do szeroko pojętej klasyki polskiej literatury.

Moja ocena: 6/6

P.S. Do przeczytania Złego po części zachęcił mnie wpis u Zucha z udziałem Segritty – lepszej rekomendacji nie mogę znaleźć do tej pory.

* Śmieję się, że zarówno tam, jak i w Wołominie można dostać taki sam wpierdziel (to oczywiście żart xD)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii E-booki, pozostałe, Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Leopold Tyrmand, „Zły”

  1. Zgred pisze:

    Ej, ale ten przypis to zupełnie nie na miejscu jest, wiesz? Nie wiem, jak na Pradze, ale w Wołominie to masz jakieś konkretne przykłady z ostatnich dziesięciu lat chociażby? Czy to tylko taka zagrywka medialna? Że niby wołomińska mafia czy coś?

    Nie lubię, nie lubię…

  2. Anna pisze:

    Złego czytałam przed wyjazdem z Warszawy. Przejechał ze mną dużo kilometrów, bo trasę Warszawa-Białystok-Kraków, ale nie wydaje mi się, żebym czytała go długo. Miałam piękne stare ciężkie wydanie – ostatnio myślałam o kupieniu ebooka, była promocja, ale… nie. Dla dopełnienia obrazu Warszawy polecał też artykuły Tyrmanda z tamtych lat, wyszły jakiś czas temu (pisalam sobie o nich kiedyś tu: http://dziewczyna-zlego-chlopca.blogspot.cz/2011/04/warszawskie-trotuary-o-tyrmandzie.html )
    Co do filmu – nie dalej jak miesiąc temu slyszałam, ze własnie sie ktoś zbiera do tego, teraz oczywiście zapomniałam, który to reżyser – ale ja słaba z kina jestem, ja prosie panią to tylo bilety sprzedaje:)

  3. Paulina Ł. pisze:

    Nie mogę się zmusić do „Złego”, a już tyle osób mi to zachwala. Może kiedyś, może kiedyś…
    A wpis o literackich obrazach Warszawy byłby osomny! Czekam na taki, chociaż wybranie materiału to sporo roboty.

    • czechozydek pisze:

      To będzie temat na co najmniej trzy wpisy. Serio. Jeśli mówimy tylko o powieściach. Już zaczęłam liczyć xD

      • Paulina Ł. pisze:

        Yay, czyli coś takiego będzie? Ale super! Zastanawiałam się nad czymś takim u siebie, tylko nie wiem, jakie miasto wybrać. Na razie mam najwięcej do Warszawy, Berlina i Nowego Jorku, ale to chyba dopiero w przyszłym roku bym coś takiego robiła, jeśli w ogóle. W tym miesiącu i najprawdopodobniej w przyszłym będzie o teledyskach . Trochę muzyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło (chyba że zrobię płodozmian i w październiku wysmaruję coś o serialach. Tylko jeszcze nie wiem, jakie kryterium przyjąć, bo przecież nie napiszę o wszystkich, które kiedykolwiek widziałam). Tym bardziej, że pisanie o niemieckim kinie nie generuje aż tylu komci, ehehehehehe

      • czechozydek pisze:

        Będzie, tylko nie na Czechożydku (nie wszystkie książki są czechożydkowe).
        Napisz o serialach! ❤ Przyszła mi do głowy taka fantazja, że mogłabyś je jakoś pogrupować. Tak, jak teraz to robi zwierz z filmowymi chałami.

  4. Paulina Ł. pisze:

    To jest jakaś myśl, wcale niegłupia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s