Marek Pernal, „Praga. Miasto magiczne”


Wydawnictwo AGORA SA, Warszawa 2013
Liczba stron: 478
Egzemplarz recenzencki

Podyskutujmy o przewodnikach! Praga. Miasto magiczne wydaje się być idealnym podłożem pod taką dyskusję! 🙂

Z przewodnikami papierowymi mam na ogół do czynienia zwykle przed lub w trakcie jakichś wyjazdów. Rzecz jak najbardziej normalna, zwłaszcza, że często przejmuję rolę oprowadzacza po danym miejscu (nawet, jeśli jestem w nim po raz pierwszy, co kończy się różnie xD). Niby dużo w swoim życiu nie podróżowałam, ale trochę książek turystycznych przejrzałam i zdążyłam wyrobić sobie własną opinię. Dlatego byłam ciekawa, jak będzie z Pragą. Miastem magicznym Marka Pernala – zwłaszcza, że w Pradze już byłam, spędziłam tam naprawdę intensywny tydzień.

Wpierw kilka słów o autorze: Marek Pernal to historyk i dyplomata, przez pewien czas był ambasadorem Polski w Czechach. Zajęcie owo nie zajmowało mu całego wolnego czasu, ponieważ jeszcze dużo spacerował po Pradze – sam bądź z przyjaciółmi. Efektem tego jest książka, która właśnie leży obok mnie. Na spotkaniu autorskim, jak już Wam zresztą opowiadałam, Pernal zaprezentował się jak człowiek oczytany i obeznany z miastem, które wręcz skradło mu serce. Tym bardziej byłam ciekawa książki!

To tak… Mam zagwozdkę, od czego zacząć. Praga. Miasto magiczne to bardzo obszerna pozycja, która wywołała we mnie ogrom przeróżnych emocji i mam teraz problem! Wybaczcie ewentualny chaos we wpisie!

Praga. Miasto magiczne to przepięknie wydana książka – pełna zdjęć z wyraźnymi detalami, nafaszerowana wręcz ciekawostkami i postaciami związanymi z Pragą. Lektura stanowiła dla mnie ucztę złożoną z kilku dań i deseru. Niektóre dania były bardzo smaczne, inne mniej, czasem przebijała się nuta goryczy… Do detali jeszcze przejdziemy.

Uczta dla oka – tak przyjaznej kolorystyki dawno nie widziałam w przewodnikach. Przewaga niezbyt jaskrawego pomarańczu przywoływała wspomnienia z mojego pobytu w Pradze, kiedy świeciło piękne, sierpniowe słońce. Do tego morze zdjęć, ilustracji, wyraźne mapki (bardzo ważna rzecz – ile razy źle zarysowana mapka wywiodła mnie gdzieś w pole!). Nie mam do czego się przyczepić od strony wizualnej…

…natomiast, jeżeli chodzi o inne detale techniczne, pojawiła się wiele razy nuta goryczy. Pierwsza sprawa – ten przewodnik wydany jest na bardzo dobrej jakości papierze i jest spory rozmiarowo. Ergo? Jest ZA CIĘŻKI, by z nim zwiedzać Pragę! Ja bym się nie podjęła takiego zadania, by wrzucić sobie książkę Pernala do plecaka i jechać na podbój czeskiej stolicy. Przy całym moim słynnym szaleństwie (co Czechożydek potrafi nosić w plecaku – to materiał na wpis na NSh). Myślałam podczas lektury: Nie, może tylko ja wydziwiam, popytam się. I przeprowadziłam badania na grupie chyba dziesięciu osób w sumie (wszystkich serdecznie pozdrawiam!): prosiłam grzecznie o wzięcie książki do ręki i powiedzenie, co się o tym myśli. Wszyscy jak jeden mąż powtarzali, że jest ona za ciężka i zwiedzanie z nią może być mordęgą. Niby można sobie skserować jedną z szesnastu tras i zwiedzać z kserówkami, ale co to za interes…

Kolejnym daniem jest treść. Składa się na nią m.in. to, co wszyscy znamy z innych przewodników (sztandarowe wręcz zabytki, jak Hradczany, katedra św. Wita, most Karola i tak dalej) oraz mniej odwiedzane zabytki i ciekawe miejsca. Dla mnie bomba, albowiem znana jestem z tego, że podczas zwiedzania często zbaczam z głównej trasy, by zobaczyć, co znajduje się za przysłowiowym winklem. Pernal przewidział istnienie takich czytelników, za co baaardzo mu dziękuję – panie Marku, dostarczył mi Pan wielu atrakcji, które muszę zobaczyć podczas następnej wizyty w Pradze!

Dodatkowo dla wielbicieli historii i ciekawostek też coś się znajdzie 😉

I w tym daniu jednak znajdzie się gorycz. Błędy. Zarówno logiczne, jak i ortograficzne (mam na myśli literówki, źle użyte diakryty i tak dalej). Ktoś nie mógł się zdecydować, w jakiej miejscowości zginął święty Wacław. Raz jest Mladá, raz Stará Boleslav. Mnie uczono na wykładzie z dziejów regionu, że była to ta druga opcja… Rozumiem, umknęło korekcie. Tak samo, jak literówki. Od razu zaznaczam: nie każdy korektor musi znać czeski i wiedzieć, że przymiotniki pisze się z długimi samogłoskami na końcu (ile batalii miałam z własną rodzicielką, kiedy pomagałam jej w pracy…), ale tego typu pomyłki są w tej książce wręcz nagminne. Dla przykładu: otwórzcie sobie swoje egzemplarze na mapce metra (wewnętrzna strona tylnej okładki). Stacja metra Hlavni Nádraži to naprawdę Hlavní Nádraží (dwa razy przeoczono długie „i” na mapce), Masarykovo nádraži ma ten sam problem z ostatnim „i”… Námiestí Republiky to mój idol pod względem błędów, myślałam, że padnę (prawidłowa wersja to Naměstí Republiky), Národni třida też ma krótkie „i”; stacji metra Vltavská zrobiono wręcz krzywdę, bo na mapce stoi jak wół Vitavská (ulica też ma złą nazwę. To już może być duży problem komunikacyjny, jak Polak zapyta Czecha o to, w jaki sposób może dojść do Pałacu Wystaw!); Karlínské Námiestí to to samo, co z Placem Republiki… Moi drodzy, mówimy cały czas o jednej mapie. Wyobraźcie sobie, ile podobnych kwiatków znalazłam w tekście! Cały czas musiałam sobie powtarzać, że korektorzy nie muszą znać czeskiego… A tak na poważnie. To naprawdę psuje całościowy obraz przewodnika. Podobnie, jak polskie literówki, które też tutaj znalazłam. Jako dziecko korektorskie mam odruch, by chwycić za czerwony długopis i mazać po kartkach.

Tym bardziej byłam więc czujna i porównywałam co i rusz jakieś informacje historyczne zawarte w przewodniku z tym, co wyniosłam ze studiów i konsultując się ze znajomymi. Jeżeli chodzi o zgodność z realiami, Praga. Miasto magiczne otrzymuje bardzo duży plus, albowiem poza miejscem śmierci świętego Wacława nic bardziej drastycznego nie znalazłam 🙂

Deserem dla mnie były wszelkie wzmianki o Żydach, przy których byłam jeszcze bardziej czujna, niż zwykle. Wszystko jednak było w porządku, sprawnie napisane, mniam. Deser smaczny 🙂

Jeszcze jednym daniem (nomen omen) były opisy restauracji i kawiarń, znajdujących się na danych trasach. To dobry pomysł, ale… Ma bardzo krótką datę ważności. Podobnie, jak ceny biletów do zabytków. Byłam w Pradze w sierpniu 2012 i widzę, że w niektórych miejscach ceny spadły, a w innych podskoczyły. Na chwilę obecną możemy je potraktować jak orientacyjne, by zaplanować sobie wstępny budżet wycieczki. W dzisiejszych czasach tego typu sprawy mogą się zmienić w ciągu doby, także wcale bym się nie zdziwiła, gdyby podczas mojego kolejnego pobytu w Czechach sytuacja z restauracjami uległa zmianie.

Bardzo ładną ozdobą całego posiłku są polonika – nawet nie wiedziałam, że jest ich aż tyle w Pradze! Dowiedziałam się bardzo dużo ciekawych rzeczy, do których najprawdopodobniej sama bym prędko nie dotarła.

Długi ten wpis wyszedł. Także na zakończenie – czy mogę to polecić? Jak najbardziej! Mimo wymienionych przeze mnie wad Praga. Miasto magiczne ma swój urok, jest kopalnią informacji, dzięki tej książce można zaplanować swoje własne, fajne trasy i porządnie je urozmaicić. Widzę tutaj duże pole popisu dla osób kreatywnych. Mi osobiście ten przewodnik najprawdopodobniej wiele razy się przyda w życiu. 🙂

A Wy? Jakie macie doświadczenia z przewodnikami papierowymi? Co polecacie, od czego powinnam trzymać się z daleka? Piszcie 🙂

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura o Czechach, Przewodniki/turystyczne, wątek czeski, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Marek Pernal, „Praga. Miasto magiczne”

  1. marcinwinkiel pisze:

    Wczoraj kupiłem, zamierzam przeczytać przed listopadową wizytą w Pradze. Ale fakt, od razu rzucają się w oczy błędy widoczne bohemistycznym okiem 😉

  2. Anna pisze:

    mnie tam najbardziej bolą zdjęcia – panie, tyle fotoszopa to ja nie widziałam lata! kolory są na niektórych zdjęciach nieźle przegięte:)

    • czechozydek pisze:

      Na tym akurat się kompletnie nie znam, nie mogę się wypowiedzieć xD Różnie jednak ze zdjęciami bywa – ile razy mnie ktoś prawie oskarżał o fotoszopa, a po prostu miałam farta xD

      • Anna pisze:

        co by nie kłamac – strona 195 woda w sadzawce albo jeszcze lepszy przyklad 223 młyn – te kolory są naprawde nienaturalne, o kontraście nie mówiąc (mega wyciągniety kontrast widać szczególnie na małych zdjeciach gdzie budynki aż wydaja sie 3d). I muzeum miasta pragi na 393 to jest już kolorystyczny szał xD
        przyjrzyj sie tez zdjęciom niektorych barokowych budynków, szczególnie tych mniejszym. wiadomo, że barok jest kolorowy, ale naprawdę – są granicę tej cukierkowości:)

      • czechozydek pisze:

        Widzę, że się lepiej na tym znasz, będę do Ciebie uderzać następnym razem przy opisywaniu książek z tak dużą ilością zdjęć 🙂
        (przypomniała mi się wizyta w Pradze i spacery z koleżanką-grafikiem: co i rusz pokazywała na jakiś plakat i mówiła, że jest chamsko zrobiony w Ilustratorze, a ja nie wiedziałam, o co jde)

  3. Anna pisze:

    powiem ci tak – ja tam jedynie czasem poprawiam swoje obrazki na fejsa i to w bardzo prostym programie – takim co ma suwaki do nasycenia kolorow, kontrastu itp. wiec tak pi razy dupa wiem jaki to daje efekt. ale na te zdjęcia zwrócił uwagę M, który na obrabianiu zdjec sie zna jak ja na balecie – czyli chyba jednak miejscami przegięli:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s