Petra Hůlová, „Plastikowe M3 czyli czeska pornografia”

Wydawnictwo Afera, Wrocław 2013
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Liczba stron: 153
Egzemplarz recenzencki

Autorka z książki na książkę coraz bardziej mnie zaskakuje! Po dołującej Stacji Tajga przyszedł dla mnie czas na zwijanie się w pufie ze śmiechu xD

Lubię Hůlovą. W sumie do niedawna nie wiedziałam, dlaczego… Nieważne, innym razem. Kiedyś (chyba na pierwszym roku) przeczytałam Czas Czerwonych Gór, który bardzo przypadł mi do gustu*. Później przyszła pora na Stację Tajga, powieść, która wywołała we mnie masę przemyśleń oraz lekki dół (co nie znaczy, że nie polecam, albowiem polecam bardzo). Potem długo, długo nic… Aż dostałam w swoje łapki Plastikowe M3.

Już sama okładka z tytułem wywołuje kontrowersje, a co dopiero treść! Rąbka tajemnicy uchyla opis z tyłu okładki:

Bohaterka – trzydziestoletnia praska prostytutka – w lekko postrzelonym monologu z wyjątkową fantazją słowotwórczą odkrywa tajemnice najstarszego zawodu świata.

Kto by się czegoś takiego spodziewał po autorce powieść o Mongolii i Tajdze? Kto?! Nie wiem, ja się nie spodziewałam. _^_ Obawiałam się, że zastanę tutaj dosłownie wszystko.

Tymczasem… Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek książka tak zawładnęła moją głową. Czytałam te 153 strony kilka dni (studia, praca, wszystko naraz się złożyło! Bywały dni, kiedy w ogóle do niej nie zajrzałam!), a gdybym miała możliwość, łyknęłabym ją w jeden wieczór. Tymczasem dzisiaj kończyłam czytać w tramwaju, kompletnie nie zastanawiając się nad tym, że ktoś mógłby się na mnie krzywo spojrzeć. Chociaż, skoro w metrze i pociągach czyta się Pięćdziesiąt twarzy Greya i nikt nic nie mówi… To czemu ktokolwiek miałby mi bronić czytać coś, co ma w podtytule czeską pornografię? xD

Wiecie co, ja bym najchętniej zobaczyła Plastikowe M3 na scenie. Jako monodram. Zresztą, powieść została już zaadaptowana, w Czechach można było obejrzeć spektakl pt. Czeska pornografia. Do Czech na razie mam nie po drodze (nie to, co Zwierz, która pojechała tam ostatnio w celach popkulturalnych), pozostaje mi chlipać w kątku i czytać książkę po raz drugi. I wyobrażać sobie, jak jakaś polska aktorka biega po scenie, przestawia żółtego plastikowego ptaszka, sprząta i pokazuje publiczności nowe fatałaszki, które kupiła w galerii handlowej za swoje ciężko zarobione pieniądze.

Co mnie rozbroiło – słowotwórstwo. O ile nad raszplą (penisem) oraz wtykaczem (pochwą) w miarę szybko przeszłam do porządku dziennego**, tak reszta cudacznych i mocno zakręconych słów była już wyzwaniem. Czemu? No cóż, moja lektura wyglądała tak: czytam, trafiam na nowe słowo, zapluwam się herbatą ze śmiechu, ocieram twarz, czytam dalej, znowu się zapluwam… I tak dalej. Czym potrafi uraczyć autorka (a wraz z nią tłumaczka)? No na przykład jebalnią, kurwim klientem, przedwtykaczowiem (ja to interpretuję jako zewnętrzne wargi sromowe, ale pewna do końca nie jestem), niekuchnioniesalonem (no ani kuchnia, ani salon, nie wiecie? xD), raszplowaniem, wstydziochem nadwstydziochowatym, mamusiojebakami… OK, limit wulgaryzmów na ten wpis się wyczerpał. Mogę się założyć, że podczas lektury każdego coś zaskoczy. 😉

Nie samym słowotwórstwem oraz kontrowersją powieść stoi***. Czy coś z tego wynika? Czy płynie jakaś nauka z wyznań praskiej kobiety biznesu, która ze swojego ciała uczyniła narzędzie, z mieszkania miejsce pracy, a z galerii handlowej raj? Moim skromnym zdaniem postać wykreowaną przed Hůlovą można traktować jako archetyp kobiety wyzwolonej. Ale tak maksymalnie. Bohaterka jest silna, nie potrzebuje mężczyzny do życia, sama spełnia wszystkie swoje potrzeby, dba o innych na swój sposób (fragmenty o chronieniu młodości czternastoletnich panienek trzeba przeczytać, nie śmiem o nich tu nawet opowiadać), można powiedzieć, że lubi siebie. W monologu wypływa z niej nawał różnych życiowych doświadczeń, z których można czerpać, czerpać i jeszcze raz czerpać. Mam wrażenie, że w tym zalewie informacji o jej pracy i mężczyznach każda kobieta znajdzie coś, co wyda jej się nie tyle bliskie, co znajome.

Komu mogę polecić? Uuuuu, tym paniom, które się nie boją 😉 Jeśli chodzi o panów, to jakoś nie wyobrażam sobie żadnego, pochylonego nad tą książką. Podczytywałam narzeczonemu fragmenty i nie był zbyt zachwycony, można powiedzieć, że się spłoszył… 😉

Za egzemplarz przepięknie dziękuję wydawnictwu Afera 🙂

PS W czwartek (24.10.2013) we Wrzeniu świata odbędzie się spotkanie z Petrą Hůlovą! Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy są w Warszawie i mają możliwość wpadnięcia chociaż na chwilę. Mieszkańcy innych miast nie muszą czuć się pokrzywdzeni, albowiem później autorka odwiedzi Poznań, Kraków i Katowice. Więcej informacji tutaj.

*podczas praktyk w bibliotece próbowałam nawet to wcisnąć czytelniczce poszukującej czegoś o Mongolii, ale potrzebowała publikacje historyczne. Smutne. 😦

**co prawda przeszkadzało mi słowo raszpla, albowiem u mnie na wołomińskiej dzielni określenie stara raszpla oznacza tyle, co stara krowa (czy. niezbyt miłe określenie na kobietę, która zasługuje również na miano wrednego babsztyla, biurwy oraz pani z dziekanatu), dlatego miałam przez pierwsze trzydzieści stron ciągłe minuty zawieszenia, by przetrawić właśnie przeczytane zdanie. To nie wina autorki, to bardziej moje pochodzenie ^^’

***w świetle tego, co napisałam wcześniej, to zdanie brzmi nadzwyczaj dwuznacznie…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii eventy, literatura czeska, Spotkania autorskie, wątek czeski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Petra Hůlová, „Plastikowe M3 czyli czeska pornografia”

  1. Jacek Szura pisze:

    …a jednak spróbuję. Jak się spłoszę to dam żonie… będzie wesoło. Dzięki za zachętę.

    • czechozydek pisze:

      Jacku, wypowiedz się o tym koniecznie! Bardzo ładnie Cię proszę, chcę poznać Twoją opinię (nawet, jeśli nie skończysz ^^)

      • Anna pisze:

        e, jak znam żeński pierwiastek Szurensowy, to się nie spłoszy:P
        ostatnio przeczytałam recenzję Czasu Czerwonych Gór na innym blogu (link gdzies w polecanych u mnie) i czego nie mogę przeżyć najbardziej to zrezygnowania z pięknego oryginalnego tytułu tej książki. w tym wypadku boli tylko podtytuł, tak jaskrawie reklamowy:P

      • czechozydek pisze:

        Właśnie ja też nie rozumiem, czemu zmieniono tytuł, dla mnie to niezbyt mądre, zwłaszcza, że oryginalny tytuł był piękny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s