Emil Hakl, „Zasady śmiesznego zachowania”


Wydawnictwo Afera, Wrocław 2013
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Liczba stron: 189
Egzemplarz recenzencki

Dla niektórych objawienie, dla mnie… Sama nie wiem.

Niedawno zapowiadałam wyjście tej książki, prawda? Zmotywowałam się do przeczytania, albowiem a) ciekawość mnie zżerała, b) zbieranie lektur do pracy magisterskiej jeszcze się nie zaczęło na poważnie, także można powiedzieć, że mam czas na czytanie. I co z tego wyszło?

Pisałam w zapowiedzi, że mam skojarzenia z Poradnikiem pozytywnego myślenia (filmem, książki jeszcze nie miałam w rękach). O ile film był dla mnie ciężkim przeżyciem – co różni mnie od masy moich znajomych – tak myślałam, że powieść Hakla będzie dla mnie książką lekką, łatwą i przyjemną. Tymczasem co i rusz zadawałam sobie pytanie, o co właściwie autorowi chodzi…

Główny bohater – Honza, raz pada jego imię – wpisuje się według mnie w definicję życiowego nieudacznika. Ma pięćdziesiąt lat, nie widać, by coś osiągnął w życiu (no przynajmniej ja nie widzę, może przeoczyłam, jakby co, to mnie poprawcie!). Zestresowany, bierze różne prochy i opiekuje się stareńkim ojcem, który walczy z rakiem. Honza jest irytujący, nie wiadomo, co chce od życia, nie jestem w stanie go polubić nawet wtedy, kiedy wspomina swoje przeżycia z wojska.

Powieść obejmuje trzy ważne wydarzenia z jego życia – lot na paralotni, opiekę nad umierającym ojcem i podróż w celu rozsypania prochów taty. Jedyna część powieści, która do mnie przemawia, to ta środkowa. O ile jestem w stanie zrozumieć wspomaganie siebie lekami uspokajającymi w czasie lotu na paralotni, tak potem mam wrażenie, jakby bohater cały czas jechał na tego typu środkach i wrócił do rzeczywistości w momencie zajmowania się chorym ojcem. Bywały takie zdania, które czytałam po kilka razy, albowiem nie miałam pojęcia, o co w nich chodzi.

Zdaję sobie sprawę z tego, że mam problemy ze zrozumieniem absurdu, staram się je rozwiązać od kilku lat, czytając literaturę wszelaką (w ramach ćwiczeń). Porządnym treningiem dla mnie są powieści Jáchyma Topola, którego bohaterowie mają często styczność z używkami różnego rodzaju i mam tutaj duże pole do interpretacji. Natomiast, jeśli chodzi o powieść Hakla, przyznam się bez bicia, że nie rozumiem, co się w niej tak naprawdę dzieje.

Mam wrażenie, że bohater nie umie odnaleźć się w rzeczywistości, ale brak mi argumentów na poparcie mojego rozumowania (pomijając branie stilnoxu i podobnych środków).

Zrobię tak: w Polsce wyszła inna powieść Hakla, mianowicie O rodzicach i dzieciach. Przy najbliższej okazji upoluję tę książkę i się z nią zapoznam, być może dzięki niej dotrę do sensu w Zasadach śmiesznego zachowania. Wydaje mi się to dziwne, że nie jestem w stanie się śmiać z opisywanej właśnie książki – ale być może mam ten sam problem, co przy Poradniku pozytywnego myślenia. Wszyscy inni się śmiali i kochali ten film, ja miałam ochotę go wyłączyć w połowie.

Za książkę pięknie dziękuję wydawnictwu Afera 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska, wątek czeski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Emil Hakl, „Zasady śmiesznego zachowania”

  1. Zaciekawiłaś mnie niesamowicie tą książką i mimo wszystko chyba po nią sięgnę, z ciekawości 😉

  2. pyk pisze:

    O, niemożliwe, komuś jeszcze nie podobał się „Poradnik pozytywnego myślenia” oprócz mnie? Hurra! W dodatku z oscarową rolą kobiecą – co jest zupełnie zupełnie zupełnie i jeszcze raz: zupełnie niezrozumiałe. Nie rozumiem tych wszystkich orgietek pochwalnych nt. tego filmu. Choć nie do końca w temacie – musiałam to napisać. 🙂

    • czechozydek pisze:

      To nie był zły film. Chodzi o mój odbiór xD Tak jak niektóre historie mnie zachwycają, tak ta odrzuciła.
      Natomiast Lawrence strasznie lubię i skakałam z radości, jak dostała Oscara xD

      • pyk pisze:

        Nie napisałam, że zły. Ale nawet jak na film mający rozerwać (w sensie: rozrywki) – zbyt słaby. Za słodki, za oczywisty. Od początku wiadomo, jak się skończy. No, a końcówka – stylówka hollywódzka. Klasyka gatunku! Ale co kto lubi. Ja mam trochę inne oczekiwania i w temacie rozbitków i pokaleczonych 30-latków jest chyba tylko jeden film, który jest zrobiony wyśmienicie – „Debiutanci”. 🙂

      • czechozydek pisze:

        Najlepsza scena z „Poradnika…” to ta, kiedy główny bohater wyrzuca książkę przez okno – myślałam, że spadnę z łóżka ze śmiechu xD

  3. Issue pisze:

    A moim zdaniem problem tkwi w osobie tłumacza, a raczej tłumaczki. Pani Julia się do tego po prostu nie nadaje. Zaprzepaszczona szansa. Wielka szkoda. Tak samo jest w przypadku „M3 czyli czeska pornografia” – przekład do niczego. Zdania nie mają sensu. Tłumaczenie nie polega na besensownym, dokładnym przekładzie słów!
    Pani Julia R. powinna się zapoznać z tłumaczeniami Rolanda Topora lub Irvina Welsha – może zrozumie na czym polega przekład z j. obcego na polski.

    • czechozydek pisze:

      Ciężko mi się wypowiedzieć, albowiem nie miałam jeszcze w rękach oryginału (ani Hakla, ani M3). Przyjrzę się temu jeszcze, być może jest to kwestia tłumaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s