Alice Hoffman, „Gołębiarki”


Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2013
Tłumaczenie: Bohdan Maliborski
Liczba stron: 592
Źródło: pożyczone od Wiecznie Zaczytanej 😉

Główne przesłanie: drogie panie, wszystkie jesteśmy skłonnymi do poświęceń czarownicami. Od razu zaznaczam: wpis powstawał w sporej części równolegle z potrawką z kurczaka. Proces twórczy wyglądał tak, że laptop stał na kontuarze, a potrawka się pichciła na kuchence. Ciekawe połączenie, muszę to częściej praktykować. Swoją drogą, dla mnie to również próba wczucia się w to, co teraz piszę 😉

Dzisiaj o powieści, którą pożyczyła mi Maja z Wiecznie Zaczytanej (ta zresztą popełniła recenzję tutaj). Gołębiarki podbiły szturmem moje Internety, niedługo po premierze miałam pół tablicy na Facebooku w okładkach książki i zachwytach. Nie było tego zbyt dużo (wtedy podejrzewałabym, że mam do czynienia z kolejnym poczytnym „dziełem”, takim jak Pięćdziesiąt twarzy Greya czy Zmierzch), ale i tak zaczęłam się zastanawiać, co to jest i z czym się to je.

Akcja Gołębiarek dzieje się w 70 roku naszej ery. Rzymianie urządzają rzeź mieszkańców Jerozolimy. Ci którzy przeżyli, uciekają na pustynię; części z nich udaje się dotrzeć do twierdzy Masada, znajdującej się w górach. Do tych (powiedzmy) szczęśliwców należą cztery kobiety, główne bohaterki powieści. Podczas gdy mężczyźni wojują, kobiety zajmują się dziećmi, uprawiają pole i dbają o siebie nawzajem.

Mogłabym długo streszczać, co się dzieje w twierdzy (w końcu książka liczy sobie prawie 600 stron), także pozwólcie, że przejdę do tego, co mi ta powieść dała i nad czym się zastanawiałam.

Przede wszystkim wyciszyła mnie – akcja dzieje się powoli, w tempie zwyczajnego życia. Nie ma też wielkich przeskoków czasowych, co mi się bardzo podobało – mogłam zaobserwować zmiany w emocjach bohaterek, skupić się na nich, w razie czego wrócić do któregoś akapitu. Polecam Gołębiarki do czytania w pracy – w przerwach między telefonami świetnie się odprężałam.

Dalej – przyjrzałam się różnym rolom kobiety. Bohaterki – Jael, Riwka, Aziza i Szira były oddzielnymi osobowościami, każda z nich przeżyła zupełnie inne rzeczy w poprzednim życiu (tj. przed pogromami). W twierdzy mogły się zmienić, ale też oswoić ze swoją przeszłością (chociażby Jael, której problem polegał na tym, że ojciec obdarzył ją winą za śmierć matki, co zmarła podczas narodzin Jael). Autorka nie daje gotowych recept na to, jak sobie poradzić z traumą po stracie bliskiej osoby bądź czynem, którego się żałuje – pokazuje, że na wszystko trzeba czasu. Każdy z nas potrzebuje inny okres, by sobie poradzić z problemem (może to być nawet wiele lat, taki przykład też tu znalazłam).

Wczoraj napadła mnie jedna myśl – rola żony została tu w pewnym stopniu zmarginalizowana. Tzn. bohaterki nie są żonami (albo nigdy nimi nie były, albo straciły mężów), pełnią za każdą inną rolę. Jedyna żona, której poświęca się dużo uwagi w powieści, jest postawiona w bardzo złym świetle ze względu na zazdrość i nienawiść, jaką żywi do jednej z bohaterek. Mam takie wrażenie, że w świecie zachwianych wartości (gdzie np. zapomina się o świętowaniu szabasu na pustyni) większy pożytek jest ze związków nieformalnych, czego przykładem jest historia Jael*.

Pokuszę się o stwierdzenie, że tytułowe gołębiarki to kapłanki domowego ogniska (ryzykowne, zwłaszcza, ze bohaterki to Żydówki). Niesamowite dla mnie było przyglądanie się, jak budują wspólnotę kobiet, przy czym wyraźnie różniły się od innych niewiast. Przede wszystkim pracowały w gołębniku, dbały o to miejsce i o jego mieszkańców (karmiły gołębie, wypuszczały, sprzątały po nich). W gołębniku panował podniosły nastrój, co podkreślał jeszcze biały strój gołębiarek (wytłumaczono racjonalnie, że kolory drażniły ptaki, ja i tak dopatruję się w tym głębszych myśli ^^). Kobiety spełniały swój obowiązek wobec innych mieszkańców twierdzy, przy czym mam wrażenie, że praca była dla nich czymś więcej niż tylko sprzątaniem po gołębiach i podbieraniem jajek.

Podsumowując: gorąco polecam Gołębiarki zwłaszcza teraz, kiedy pogoda się psuje. Mnie urzekła intensywność kolorów (ponieważ poza gołębnikami można było nosić kolorowe stroje) i ich zastosowanie. Plus przemiany wewnętrzne u bohaterek. Czasem tracę wiarę w inne kobiety, ale po tej powieści chyba zmienię zdanie ;).

* tak w ogóle to największą sympatią darzę właśnie Jael, może dlatego, bo jesteśmy w podobnym wieku ❤

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura żydowska w innych językach, pozostałe, Uncategorized, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Alice Hoffman, „Gołębiarki”

  1. Aleksnadra pisze:

    Mam ogromną ochotę przeczytać tę książkę. Już sama nota jest zachęcająca, a Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to wartościowa książka 🙂 Pozdrawiam

  2. Aleksnadra pisze:

    Tym bardziej przeczytam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s