Spacer po cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej.

Miałam pisać o książkach, ale jakoś siły nie mam. Ostatnimi czasy jestem bardzo zarobiona, kursuję na trasie dom-praca-uczelnia-praca-dom; teraz mam wolny weekend i wykorzystuję go na nadrabianie wszystkiego. W tym zaległości towarzyskich.

Oczywiście, zainwestowałam też w siebie, pojechałam m.in. do BUW-u po nową porcję książek 🙂 Dzisiaj jednak naszło mnie na bardziej poważne rzeczy. Tak więc (korzystając z tego, że odwiedziłam mamę w pracy), zaszłam na cmentarz żydowski przy ulicy Okopowej – miejsce, które chcę zwiedzić wzdłuż i wszerz, a jakoś nigdy nie udaje mi się tego zrealizować.

961259_643881342322399_1031634247_n
Całkiem przypadkiem znalazłam grób Ludwika Zamenhofa, twórcy języka esperanto.

Nie zważając na mróz (zawsze tak mam, gdy jestem podekscytowana), wpadłam na cmentarz, zwolniłam trochę, by nie zwracać na siebie uwagi i po chwili już zniknęłam w jednej z alejek. Byłam tylko ja, przyprószona śniegiem przestrzeń usiana nagrobkami, drzewa oraz gdzieniegdzie zbłąkany turysta.I cisza. Coś, czego teraz potrzebuję na kilogramy, by móc przetrwać chaos w pracy i życiu ogólnie.

A na cmentarzach znajdziecie praktycznie zawsze najwięcej ciszy. Nawet na tych, które znajdują się w środku miasta.

961019_643881892322344_769587084_n

Od dziecka uwielbiam cmentarze. Pasjami mogłabym przechadzać się alejkami i oglądać nagrobki. W dzieciństwie jeździłam często z mamą na grób rodzinny w Kobyłce i często moja wizyta polegała na bieganiu gdzieś wokół, odcyfrowywaniu napisów oraz przyglądaniu się zdjęciom.

Fascynuje mnie sposób upamiętniania człowieka. Stawiania pomnika może nie trwalszego od spiżu, ale takiego, który może przeżyć nawet rodzinę zmarłego. Przy okazji samo odwiedzanie grobu według mnie ma w sobie coś mistycznego. Można bowiem podejść blisko do osoby, której się nigdy nie poznało – nawet, jeśli ta osoba nie żyje od kilkudziesięciu lat.

Poza tym – stare cmentarze to często dzieła sztuki. Pojedyncze nagrobki potrafią przykuć uwagę na dłuższy czas, zwłaszcza na Starych Powązkach – mogłabym je zwiedzać godzinami i robić zdjęcia.

Jakiś czas po tym, kiedy zaczęłam się interesować kulturą żydowską, postanowiłam odwiedzić cmentarz przy Okopowej. Udało mi się tam pojechać, ale wtedy niewiele wiedziałam o ludziach, którzy tam leżą. Dzisiaj powróciłam na swój drugi (pierwszy to wołomiński kirkut bez ani jednej macewy) cmentarz z radością – byłam ciekawa, co tym razem uda mi się znaleźć.

1484975_643881868989013_591458155_n
Wiecie, ile takich pomników można znaleźć na Okopowej?

Zapytacie zapewne, czemu piszę o tym tutaj, a nie na New Shadowlife. Otóż moim dzisiejszym zadaniem było odnalezienie Mauzoleum Trzech Pisarzy – Icchoka Lejbusza Pereca, Szymona An-skiego oraz Jakuba Dinezona, wybitnych twórców literatury jidysz. Wpierw postanowiłam sama połazić i sprawdzić, czy będę miała szczęście i znajdę grób. Cóż, nie znalazłam… ^^’ Wspomogłam się mapką przy bramie i plasnęłam się w czoło z wrażenia, bo w pewnym momencie byłam dość blisko i nie wpadłam na pomysł, by poszukać przy Głównej Alei… Trzeba być mną. Proszę, oto zdjęcie znaleziska:

1474849_643881532322380_768317369_n
Kiepawo widać, aparat jakoś dziwnie mi to rozjaśnił.

Pod koniec wycieczki postanowiłam jeszcze zajść na nowszą część cmentarza, by popatrzeć na niedawno postawione nagrobki.

Grobów przybywa. Raz na jakiś czas odbywa się na cmentarzu pogrzeb, potem pojawia się nagrobek. Przyzwyczajona do katolickich pomników, z ciekawością przyglądam się temu, co można jeszcze zamówić i zrealizować w zakładach kamieniarskich. Często żydowskie nagrobki nie przypominają macew, tylko chrześcijańskie pomniki, odróżnia je tylko występowanie gwiazdy Dawida zamiast krzyża na samej górze.

Dzisiaj jednak mało nie upuściłam smartfona w momencie oglądania jednego z grobów. Tego poniżej.

1454386_643881768989023_1298252549_n
Ładny, prawda? Taki biały.

Niby mówię, że już nic mnie nie zdziwi, tymczasem przynajmniej raz dziennie musi mi opaść przysłowiowa szczęka. Moi drodzy, to grób dziecka. Prawie rocznej dziewczynki. I to w miarę nowy, bo z tamtego roku.

Być może zdjęcie nie pokazuje tego dobrze, ale to dość duży nagrobek. Z drzewem, dzięki czemu już z daleka możemy rozpoznać, że dana osoba zmarła w młodym wieku. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie grobu tak małego dziecka.

Tym bardziej nie spodziewałam się wiersza o takiej treści:

1421481_643881688989031_1007836864_n
Piękne w swojej prostocie, prawda? Jednocześnie smutne.

Nasunęły mi się dwie myśli w drodze do bramy cmentarnej.

Jak piękne potrafi być upamiętnienie człowieka, który tak krótko był na tym świecie.

Oraz jak bardzo okrutny potrafi być Bóg, skoro zabiera do siebie takie maleństwo…

Ale w końcu nie możemy oskarżać Boga. Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, prawda?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże małe i duże. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s