Wątek żydowski: Krystyna Kofta, „Fausta”


Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010
Liczba stron: 440
Źródło: BUW

Uwaga, autorka niniejszego bloga będzie zmagać się sama ze sobą, by nie wplatać w tekst żadnych spoilerów. Co wcale nie będzie łatwe!

Fausta zaintrygowała mnie tytułem*. Plus okładką. Co jak co, ale tak długie włosy przykuwają moją uwagę i chyba nic tego nie zmieni. Mniejsza o to – później przeczytałam opis z tyłu okładki i co mi się rzuciło w oczy? Żydowskie nazwisko… Lejman.

Opamiętałam się, w końcu u Polaków też podobne nazwiska się spotykają, a z pochodzeniem różnie bywa. Instynkt mnie nie zawiódł, albowiem tytułowa bohaterka ma ojca Żyda, ocalałego z Holokaustu. No i wpadłam…

Pozwolę sobie przekleić kawałek opisu z Lubimy Czytać, albowiem świetnie podsumowuje główny wątek powieści:

24 maja 1978 roku w Warszawie piękna Helena Lejman, wdowa po Ludwiku Lejmanie, sprzedaje swoją córkę, czternastoletnią Faustę, panu Filipowi Fołtynowiczowi, lat pięćdziesiąt cztery. Pan Filip na dwa lata posyła Faustę do szkoły klasztornej, by potem – oficjalnie, w świetle dnia, w kościele – wziąć z nią ślub. Żyją razem trzydzieści lat, mają dwoje dzieci, tak zwana normalna, katolicka rodzina, tylko ta uderzająca różnica wieku…

Zastanawiałam się wpierw nad tym, z jakiej strony autorka podejdzie do snutej przez siebie opowieści. Czyja to będzie perspektywa, czy będzie o uczuciach szesnastoletniej Fausty, sprzedanej przez matkę człowiekowi, który mógłby być jej dziadkiem, jakby się postarał. Jak Fausta poradzi sobie z obowiązkami żony i matki, czy jej imię jakoś ją naznaczy, co ma do tego wszystkiego żydowskie pochodzenie… Pytań z mojej strony było mnóstwo.

Co dostałam? Historię, gdzie na początku wszystkie elementy wydają się być nieprawdopodobne, ale solidne. Później dochodzi sporo naprawdę wiarygodnych szczegółów, które w sposób dość zaskakujący burzą to, co zbudowałam sobie na początku… A na końcu zadałam sobie pytanie: co tak naprawdę było prawdziwe w tej powieści, a co zmyślone?

Tyle spoilerów w powyższym akapicie!

Pytanie numer jeden: w jaki sposób żydowskie pochodzenie bohaterki buduje atmosferę i intrygę w powieści?

Gdybym odpowiedziała, że dodatkowo naznacza Faustę, zabrzmiałoby to jak spłycenie problemu. 😉

Fausta bowiem jest naznaczona wieloma innymi piętnami. Niekochana (albo kochana na swój chory sposób) przez matkę, wcześnie osierocona przez ojca, bez siostry, bo ta zginęła w nieszczęśliwym wypadku (spoileeeryyyy). Jedną z największych bolączek dorastającej dziewczyny było to, że nie znała swojej babki, Ruty Lejmanowej, bo ta zginęła w czasie wojny. Według mnie Fausta jest przykładem osoby z wyrwanym kawałkiem tożsamości. Może sobie jedynie wyobrażać twarz babki… A przynajmniej tylko to o tej sprawie wiemy na początku. Bo żydowskie korzenie bohaterki są dokładnie takie, jak cała opowieść – wpierw mała ilość niewiarygodnych szczegółów budujących spójną całość, potem ta całość rozpada się i przybiera zupełnie inny kształt.

Przywykłam do powieści, gdzie zbierane przez bohatera informacje o żydowskim pochodzeniu rosną, uzupełniają się wzajemnie, aż w końcu powstanie z nich cały obraz. A dziedzictwo Fausty? Jak gotująca się woda, co może się nawet wylać z garnka.

Tak zaskakującego wątku żydowskiego nie widziałam od dawna. Pierwsze spotkanie z twórczością Kofty oceniam pozytywnie.

PS Dostałam w ramach prezentu gwiazdkowo-urodzinowego Stację Muranów od Swojej Siostry. Bijcie brawo tej pani, przyczynia się do poszerzenia mojej wiedzy o dzielnicy, która jest tak naprawdę rzut beretem ode mnie. Może kiedyś wybiorę się na wycieczkę po Muranowie z aparatem?

* w całej swojej ignorancji dotyczącej polskich imion zastanawiałam się, czy rzeczywiście istnieje takie imię w naszym języku. Okazało się, że to może być zdrobnienie od Faustyny… ^^’

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii pozostałe, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wątek żydowski: Krystyna Kofta, „Fausta”

  1. Anna pisze:

    szczęśliwam ze Stacji – swoją drogą w święta byłam na Muranowie w Stacji (znaczy w kawiarnio-miejscu spotkań) i jadłam świetne żarcie (ach i w bardzo przyzwoitej cenie), kucharz jest naj naj! więc jak już wybierzesz się na spacer to nie zapomnij iśc do Stacji. najlepiej ze Stacją, bo autorka teraz tam bywa często bardzo bardzo:)
    A Kofty czytałam jedyne „Chwała czarownicom”, dawno i właściwie tylko dla wątku czarownic. ale jak przez mgłę pamiętam, że powieść wydała mi się zbyt odrealniona, zbyt nawymyślana – i co ciekawe bardziej we współczesnej części niż tej czarownicowej.

  2. Aleksnadra pisze:

    Czytałam tę książkę ale nie dopatrzyłam się w niej nic dla siebie :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s