Zamiast recenzji: „Zog nit keynmol”

Nie mam jakoś weny na wpis o książce. Owszem, znowu się trochę materiału nazbierało, ale coś czuję, że nic nie wyjdzie z mojego bajania o kolejnej powieści. Jakiś taki dzień.

Zamiast tego podzielę się z Wami swoim zachwytem nad kolejnym już usłyszanym wykonaniem Zog nit keynmol czy też pieśni warszawskiego getta. Postaram się też w kilku słowach nakreślić Wam historię tego utworu, bo warto ją znać. 😉


Moja nikła znajomość alfabetu hebrajskiego pozwoliła mi zweryfikować
ten tekst i jestem prawie pewna, że to właśnie
‚Zog nit keynmol’ ^^’

Pierwszy raz owa pieśń zagościła w moim życiu dzięki wykonaniu Paula Robesona. Wygrzebałam je któregoś dnia na YouTube, poszukiwałam wtedy jakiejś innej piosenki w jidysz. Zamiast niej znalazłam właśnie to:

Na Spotify można znaleźć również wersję śpiewaną w całości w jidysz. Zaintrygowało mnie to, skąd czarnoskóry piosenkarz w ogóle zna tę piosenkę? A przede wszystkim – co to za piosenka, skąd getto warszawskie miało własną pieśń? Angielska Wikipedia trochę mi podpowiedziała w pierwszej kwestii (że w czasie wojny Robeson spotkał dwóch Żydów-uciekinierów z Europy Wschodniej), ale musiałabym to bardziej zgłębić, wszakże na Wikipedii w stu procentach polegać nie można.

Moi drodzy, pieśń ta powstała w 1943 roku, została napisana przez w getcie wileńskim przez Hirsza Glika. Inspiracją do napisania utworu było powstanie w getcie warszawskim (przypominam, wybuchło w kwietniu 1943 roku, wieść o nim się szybko rozchodziła). Wychodzi na to, że jest to najpopularniejsza pieśń powstała kiedykolwiek w getcie. Jej tytuł, Zog nit keynmol, można przetłumaczyć na Nie mów nigdy, że idziesz ostatnią drogą (albo za Robesonem Never say that you have reached the very end) – jak widać, pieśń sama w sobie może stanowić już jakiś manifest dzięki temu właśnie tytułowi.

Piosenka przeżyła swojego autora, Glik zginął rok później w nieznanych do końca okolicznościach po ucieczce z obozu koncentracyjnego w Estonii. Zog nit keynmol zostało przetłumaczone na wiele języków, w tym na angielski, o czym możecie się przekonać w przypadku wersji Robesona.

Jeśli potrzebujecie dokładnego objaśnienia, jak ta pieśń wygląda, tutaj fragment tłumaczenia na język angielski (wzięty z Wikipedii):

Never say this is the final road for you,
Though leaden skies may cover over days of blue.
As the hour that we longed for is so near,
Our step beats out the message: we are here!

Niedługo czas potem odnalazłam również wersję Chavy Alberstein, bardzo nastrojową i melancholijną:

Natomiast moim najnowszym odkryciem jest następujące wykonanie:

Wraz z tym odkryłam Szir Awiw, polski chór synagogalny, wykonujący głównie pieśni po hebrajsku. No cóż, ale w ich repertuarze musiało się znaleźć miejsce na Zog nit keynmol 😉

Po co o tym wszystkim piszę? Ponieważ ta pieśń jest dla mnie jedną z licznych motywacji do nauki języka jidysz. Nie wiem, kiedy będzie mi dane chodzić na lektorat, zrobię jednak wszystko, by się chociaż trochę tego języka nauczyć. Jest piękny! I do mówienia, i do śpiewania. Poza tym da się w nim wyrazić wiele uczuć, z którymi mamy problemy w języku polskim. Czasem czytam przekłady literatury jidysz i widzę tam tak piękne sformułowania, że aż się zastanawiam, jak wyglądają w oryginale.

Sporą część nieznanych mi wcześniej faktów zaczerpnęłam z artykułu Julii Makosz o pieśniach getta, artykuł znalazłam tutaj.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii pozostałe, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s