Mordechaj Arieli, „Aszkenazyjczyk. Biografia możliwa”


Fundacja Pogranicze, 2004
Tłumaczenie: Tomasz Korzeniowski
Liczba stron: 326
Źródło: BUW

Biografia człowieka z dwóch światów – przedwojennego Krakowa i kształtującego się po wojnie Izraela.

Podobnie jak wiele innych, tę książkę znalazłam na Lubimy Czytać. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia zarówno z tym pisarzem, jak i Pograniczem w ogóle (teraz czytam Inne miasto Ajvaza, które również zostało wydane przez tę fundację, także mam drugie podejście), na razie wyrabiam sobie opinię.

Wygląda na to, że moja opinia będzie się przedstawiała całkiem pozytywnie, albowiem Aszkenazyjczyk to książka według mnie bardzo potrzebna w dyskursie na temat początków państwa Izrael i wkładzie polskich Żydów w budowanie tego państwa. Ale po kolei.

Zasadniczo historia jest prosta: polski Żyd mieszkający od dziesięcioleci w Izraelu, rozmawia ze swoim synem o życiu w Polsce, emigracji tuż przed wojną i wielu innych rzeczach. Ogólnie opowiada o sobie i swojej rodzinie. Tyle? Nie do końca.

Opowieść narratora jest bardzo szczegółowa. Dzieciństwo i młodość są opisane w sposób bardzo singerowski, zwłaszcza praca komiwojażera, do tego jeszcze ten krakowski Kazimierz! Jakby zupełnie inny świat, żydowska wyspa w morzu chrześcijańskim. Magiczna otoczka świata bohatera zaczyna się rozmywać tak naprawdę w momencie emigracji, znika zaś bezpowrotnie w trakcie wojny.

Czego w tej powieści nie ma! Są chociażby kobiety, które otaczają narratora ze wszystkich stron (są to kobiety zarówno z przeszłości, np. babka i matka, czy też partnerki, Dory Prima i Secunda), rozważania na temat religii i polityki, różni przyjaciele ze starego kraju (autentycznie się wzruszyłam, gdy przeczytałam zdanie o tym, że większość bliższych czy dalszych sąsiadów narratora w Izraelu to krakowscy bądź chrzanowscy Żydzi). Miłość, przyjaźń, przywiązanie (czasem bezsensowne) – w tej powieści znajduje się praktycznie wszystko.

Czytało mi się to świetnie do momentu, gdy narrator zaczął się powtarzać, a wypowiedź zaczęła nabierać trochę bełkotliwego charakteru. Zaczęły się pojawiać zbędne według mnie opisy, niektóre historyjki były opisane już kilkadziesiąt stron wcześniej… Zastanawiałam się, skąd się to wzięło. Czy to jakaś niekonsekwencja u autora, niedopatrzenie, może zamierzony efekt? Po długich rozważaniach wysnułam teorię, że przecież narrator ma dziewięćdziesiąt lat. To częsty sposób wypowiedzi starszej osoby: fakty mogą się plątać bądź pojawiać kilkakrotnie w danej wypowiedzi. Do tego dochodzi zaburzona chronologia. Z tą wiedzą czytało mi się już nieco lżej, przy czym nie wiem, czy to było autentyczne zamierzenie pisarza.

Polecam. Chociażby dlatego, że – nawiązując do pierwszego zdania – warto się zainteresować tą powieścią dla opisów początków państwa Izrael, które wcale zbyt piękne i różowe nie były. Bieda, praca za marne wynagrodzenie bez perspektyw na jaśniejszą przyszłość (brzmi znajomo, prawda?). Skłania do refleksji.

PS A tak w ogóle to już niedługo na Wolnych Lekturach zaczną się pojawiać teksty z Biblioteki Pisarzy Żydowskich 😉 Fundacja im. Michała Friedmana umieściła taką informację u siebie na fanpejdżu, będzie współpraca z Wolnymi Lekturami. Proponowaną okładkę Dybuka Szymona An-skiego możecie znaleźć na Facebooku.

Osobiście już nie mogę się doczekać, aż te publikacje zaczną wychodzić! Te kiedyś przeczytane sobie odświeżę, a za nieznane w końcu się zabiorę. 😉

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura izraelska (po hebrajsku), wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s