Zdeněk Šmíd, „Cejch”


Wydawnictwo Olympia, Praha 2005
Liczba stron: 224
Źródło: pożyczone

Kolejne podejście do problematyki Niemców na ziemiach czeskich. Ciekawe, ale i złożone.

Cejch to kolejna z lektur w ramach przedmiotu o Niemcach sudeckich, przy czym tę lekturę wybrałam sama i postanowiłam pisać o niej pracę semestralną. Idzie średnio… ^^’ Mam wrażenie, że (cytując powiedzonko z czasów gimnazjalnych) porwałam się z motyką na wieszcza* i piszę o czymś, co jest dla mnie za trudne. Tak, nie wstydzę się przyznawać do swojej ignorancji, jak widać.

Co oznacza słowo „Cejch”? Tyle, co piętno albo pieczęć. Przy czym pierwszy ekwiwalent bardziej pasuje do historii rodziny Schmelzerów. Są oni bowiem napiętnowani od samego początku swego pobytu na ziemiach czeskich – ich przodkowie powędrowali tam w piętnastym wieku, znajdując pracę jako poszukiwacze cyny.

O jakim piętnie mówię? Wyróżniam dwa. Pierwsze to śródziemnomorskie korzenie –  jeden z protoplastów rodu, Wenecjanin, który wdał się w romans z niemiecką góralką. Od nich wywodzi się cała rodzina Schmelzerów – ludzi o ciemniejszej cerze (objawiającej się raz na jakiś czas) i gorącym temperamencie. Czemu to pochodzenie jest piętnem? Otóż po wykryciu romansu góralka wraz z rodziną została naznaczona przez wieś; nie w sposób fizyczny, co po prostu zapamiętano fakt spłodzenia dziecka z obcym.

Drugie piętno to niemieckość. Schmelzerowie żyli w Rudawach (cz. Krušných horách) od stuleci, niemniej jednak odsun ich także dotknął. Nieważne, że zasiedlili te ziemie wiele, wiele lat wcześniej. Niemiec równa się obcy.

Akcja powieści dzieje się głównie w dwudziestym wieku, kiedy przez Europę przetaczają się dwie wojny światowe – dla Schmelzerów obydwie są brzemienne w skutki. Wydaje mi się jednak, że Cejch to również dobre studium nienawiści, jaką może żywić człowiek do innego człowieka oraz tego, jak bardzo okrutne mogą być dla ludzi historia i ich pochodzenie, kiedy żyje się w nieodpowiednim miejscu i czasie.

Cejch to również sprawnie opisana saga rodzinna, historie członków rodu Schmelzerów wciągają. To także świetne opisy przyrody (jak normalnie mnie nudzą, tak tutaj się kilka razy zachwyciłam, zwłaszcza na początku, gdy jeden z bohaterów walczył z roślinnością, porastającą rodzinny dom).

Mam jednak z tą powieścią problem. Zauważyłam, że niektóre książki podczas czytania niesamowicie mnie wciągały, nie mogłam się oderwać, ciągle myślami do nich wracałam… Podczas gdy niedługo po skończeniu nie pamiętałam już co najmniej połowy. Z moim odbiorem Cejchu dzieje się właśnie coś takiego. Podczas pisania tego tekstu posiłkuję się artykułami w Internecie, e-bookiem i własną pracą, albowiem mam wrażenie, że zaraz pomylę fakty. To nie kwestia mojej znajomości czeskiego**, ponieważ raz na jakiś czas mam podobne bóle z przekładami bądź polskimi powieściami. I nic nie pomaga – albo siedzę podczas pisania obłożona materiałami, albo nie piszę o czymś.

To nie jest zła powieść. Naprawdę bardzo mi się podobała, niemniej jednak więcej pamiętam chociażby z Wesel w domu Hrabala, a to czytałam chyba na drugim roku studiów… Albo z Pieniędzy od Hitlera, które przerabiałam również w ramach swoich zajęć.

Jeśli jednak chcielibyście spojrzeć na problematykę Niemców żyjących na czeskim pograniczu przed wojną, to polecam. Do tej pory stykałam się bardziej z powieściami o samym odsunie, a nie o tym, jak wyglądało życie niemieckich mieszkańców przed odsunem.

*to porywanie się z motyką na wieszcza pochodzi od mojego mocowania się z Redutą Ordona. Musicie wiedzieć, że mam wadę wymowy i nie wymawiam „r” (już dawno temu się przyzwyczaiłam i nie chce mi się chodzić do logopedy, nie czuję takiej potrzeby), a bardzo lubię uczyć się różnych głupot na pamięć i potem recytować przy okazji. Swoje zamiłowanie spełniałam na lekcjach polskiego. Któregoś dnia właśnie postanowiłam się zabrać za Redutę Ordona, nie wiedząc, jak wygląda trzeci wers:

Nam strzelać nie kazano. – Wstąpiłem na działo
I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.
Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi,
Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi(…)

No za chińskiego boga nie byłam w stanie wymówić Artyleryi. _^_ Próbowałam kilkanaście razy, po piątym zaczęłam już nawet bluzgać, co bawiło ludzi siedzących obok na korytarzu szkolnym. No cóż, porwałam się z motyką na wieszcza…

O moich kwiatkach związanych z literaturą opowiem przy innej okazji. ^^’

**chociaż nie wykluczam takiej możliwości!

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska, literatura o Czechach, wątek czeski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s