Ladislav Fuks, „Pan Theodor Mundstock”


Wydawnictwo Československý spisovatel, Praha 1985
Liczba stron: 195
Źródło: pożyczone

Sesja za chwilę, ale dzieje się we mnie tak wiele, że muszę zrobić sobie przerwę!

Pierwsza sesja w moim życiu, gdzie muszę jednocześnie zajmować się studiami i pracą. Przez zamieszanie z brakiem ludzi na czeskiej infolinii w listopadzie i grudniu rzadko kiedy bywałam na uczelni – teraz efekty są takie, że nazbierało mi się prac semestralnych do napisania. Egzamin mam de facto jeden (plus zaliczenie z bułgarskiego); powinnam się uczyć, ale straciłam wszystko. Chęć, siły, nic mi się nie chce. Jest godzina 22:25, oczy mnie bolą.

Przez ostatnie dni zajmowałam się pracą na literaturę współczesną, pisałam o wątkach żydowskich w omawianej dzisiaj powieści. Pana Theodora Mundstocka czytałam z rok temu, większe wrażenie zrobił na mnie Palacz zwłok. Teraz – z racji takiego a nie innego tematu pracy – powróciłam do tej książki. Myślałam, że będę ją przeglądać, a tymczasem przeczytałam ją prawie w całości po raz drugi.

Tak jak Palacza zwłok można podsumować jednym zdaniem (pracownik praskiego krematorium zmienia się w potwora pod wpływem ideologii nazistowskiej), tak Pana Theodora Mundstocka możemy opisać jako powieść o mężczyźnie, który przygotowuje się do transportu do obozu koncentracyjnego. Dziwicie się? Też się dziwiłam. Zwłaszcza, że przygotowania były dość dziwne – Mundstock głodził się, hartował swoje ciało poprzez noszenie ciężarów…

Według mnie nie do końca o to w tej książce chodzi. Dla mnie Mundstock jest jednostką stojącą dosłownie w obliczu zagłady, a nie tylko Żydem próbującym coś zrobić. Podczas tego drugiego czytania zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę – podobnie jak Perła w Niekochanej Lustiga – bohater dojrzewał do wywózki. Mam na myśli, że przygotowywanie się do transportu pod postacią noszenia ciężarów nie wyjaśnia dokładnie, co się z Mundstockiem działo w trakcie tych działań. Trwa kilka miesięcy, nim bohater dostaje wezwanie, w międzyczasie znika coraz więcej znajomych osób – podobieństwo do sytuacji Perły jest dla mnie wręcz uderzające.

Poza tym dla mnie powieść ma charakter ponadpaństwowy. Historia podobnego Żyda mogła się wydarzyć w każdym innym okupowanym przez hitlerowców państwie. Naprawdę, można w ramach eksperymentu wyobrazić sobie, jak zachowywałby się taki Mundstock w Niemczech czy w Polsce.

Pan Theodor Mundstock to debiut literacki Fuksa. Książka, co do której mam z dnia na dzień coraz więcej teorii, czasem nawet spiskowych. Mam na przykład wrażenie, że pisanie o przeżyciach praskich Żydów w czasie drugiej wojny światowej mogło być dla pisarza formą terapii – gdy była wojna, miał kilkanaście lat, do obozów wywieziono jego szkolnych kolegów. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie szoku, jaki przeżył, gdy powrócił tylko jeden jego znajomy*…

Poza tym Fuks sam w sobie jest dla mnie fenomenem, ponieważ odniósł sukces jako ten, który pisał o Żydach. Będąc pisarzem o nieżydowskim pochodzeniu.

Można mówić o nim różne rzeczy – dla mnie człowiek, który były w stanie opisać historię Kopfrkingla oraz Mundstocka był wielki.

Inne książki Ladislava Fuksa:

Palacz zwłok
Myszy Natalii Mooshaber
Portret Marcina Blaskowitza

* wyczytane niedawno w autobiografii Fuksa.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii E-booki, literatura czeska, literatura o Holokauście, wątek czeski, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Ladislav Fuks, „Pan Theodor Mundstock”

  1. paula pisze:

    To w ogóle ciekawe, że w literaturze czeskiej motyw przygotowywania się do obozu pojawia się dosyć często (obok Mundstocka np. „Zivot s hvezdou” Weila), a w literaturze polskiej jest chyba prawie nieobecny (może się mylę, ale mam wrażenie, że czytałam całkiem sporo polskiej literatury powojennej o wojnie i nic takiego nie kojarzę).

    • czechozydek pisze:

      Właśnie ja też nic podobnego nie kojarzę 🙂

      • Anna pisze:

        nie znam niestety polskiej literatury za bardzo w tej kwestii, ale z takich wątków przypomniała mi się Śmierć pięknych saren…
        trzeba by się zastanowić czy te braki nie wynikają z pewnych różnic w realiach polskich i czeskich z okresu wojny. te roznice są czasem kosmetyczne – ze Gubernia to była Rzesza, a Protektorat jednak uznanym przez inne państwa państwem z pozorami samorządności. i tak np w Warszawie po kampanii już (przynajmniej z mojej wiedzy tak wynika) nic nie zbudowano, a w Pradze budowano do początku 41 roku (potem zresztą też próbowano, ale słabo się buduje bez stali, a stal była potrzebna gdzie indziej). że jednak w Pradze nie powstało getto, ze owszem wprowadzono wiele zakazow i nakazów, ale nie zepchnieto Żydów przymusowo w jedno miejsce… gdybam sobie trochę, ale moze jednak Mundstock nie moze byc opowiescia o dowolnym kraju, moze jednak jest z gruntu czeski 🙂

      • czechozydek pisze:

        Jakby pokombinować, to mógłby być 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s