Josef Škvorecký, „Sedmiramenný svícen”


Konfrontace, 1974
Liczba stron: 100
Źródło: pożyczone

Zbiorek iście Czechożydkowy. Usłyszałam o nim dopiero na czwartym roku, to skandal!

Sesja trwa w najlepsze, przynajmniej dla niektórych. Mnie czeka jeden egzamin i dwie prace zaliczeniowe – oj, jak dobrze, że jutro mam wolne, Bozi dziękować, coś napiszę. Albo się pouczę. Albo (i to jest bardziej prawdopodobne) napiszę jeden z wielu zaległych wpisów. ^^’

O zbiorze opowiadań Sedmiramenný svícen miałam zamiar pisać właściwie już w momencie czytania, czyli… W listopadzie… Swoje opóźnienie mogę wytłumaczyć tym, że nie wiedziałam, co z tą książką zrobić. Czy opisać, czy nie, czy chwalić lub nie. Nie miałam pojęcia.  Zbierałam się naprawdę długo do tego wpisu.

Škvorecký to pisarz, z którym mam problem. O ile np. przeczytałam sporo dzieł Kundery czy Hrabala, ten przecież znany czeski pisarz jest mi tak naprawdę obcy. Na pierwszym bądź drugim roku (wybaczcie, nie pamiętam) przeczytałam Tchórzy i na tym się skończyło moje zapoznawanie z dorobkiem Škvoreckiego. Wiem, wstyd przyznać – zwłaszcza, iż całkiem niedawno dowiedziałam się, że Škvorecký pisał również o Żydach. Chyba powinnam sobie zrobić kolejne postanowienie noworoczne… Ale, ale, przejdźmy do książki!

Sedmiramenný svícen to zbiór siedmiu (niespodzianka!) opowiadań. Narratorem każdego z nich jest Danny, najbardziej znana postać Škvoreckiego. Czas akcji: pierwsza połowa lat czterdziestych, trwa druga wojna światowa. Główni bohaterowie sześciu opowiadań: czescy Żydzi.

Nauczyciel niemieckiego, lekarz, piosenkarka – to tylko niektórzy Żydzi z opowiadań Škvoreckiego. Tak jak wielu innym pisarzom, i jemu udaje się pokazać tragedię jednostki w czasie wojny. Na mnie największe wrażenie zrobiły opowiadania o nauczycielu Katzowi oraz o doktorowi Strassowi. Wiecie, z czym mi się to kojarzy? Nie z innymi czeskimi dziełami, nie chociażby z omawianym niedawno Panem Theodorem Mundstockiem Fuksa. Mam dwa skojarzenia.

Pierwsze to film Protektor*. Cóż, blisko, bo to czeska produkcja. Oba wyżej wymienione opowiadania mogłyby być wątkami pobocznymi w tym filmie. Tak samo odsunięto każdą postać od normalnego życia, pozbawiając możliwości wykonywania zawodu, kontaktu z aryjczykami, aż w końcu… 

Natomiast druga rzecz, jaka przyszła mi do głowy w trakcie lektury, to Pieśni żałobne getta. Być może ze względu na to, że oba dzieła opowiadają o tragediach jednostek, przy czym mam wrażenie, że Škvorecký kładzie większy nacisk na samo przeżywanie doświadczenia getta, niż Czajka-Stachowicz. Zresztą, taka chyba specyfika polskiego i czeskiego pisania o Holokauście – polscy autorzy opowiadają o śmierci, czescy nie do końca. To temat na inną okazję.

Podsumowując – podobało mi się. Szkoda, że nie ma polskiego wydania (przynajmniej ja nie znalazłam), Sedmiramenný svícen bowiem świetnie uzupełnia to, co do tej pory wydano w Polsce na temat Holokaustu. Mam na myśli literaturę piękną, oczywiście.

*skoro mowa o filmach, to nadrabiam troszku czeską kinematografię, niedawno obejrzałam Młyn Habermanna. Kuba zerkał mi przez ramię w czasie seansu i gdy spytał, co oglądam, odpowiedziałam, że film z jego ulubionym czeskim aktorem. Rodenem, oczywiście. Bo Roden grał w wielu zagranicznych filmach i stąd Kuba go zna. Taka dygresja, dawno nie oglądałam czeskich filmów i musiałam się tym pochwalić. ^^’

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska, literatura o Holokauście, wątek czeski, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s