Polecacie sobie książki? Jak?

Miałam pomysł, by dzisiaj nic nie pisać. Wrzuciłam w tym tygodniu kilka wpisów, do opracowania mam tylko dwie książki (Němci Katalpy oraz świeżo przeczytane Inne miasto Ajvaza), zdałam dzisiaj egzamin, którego się bałam… Nie, życie jednak przynosi mi teraz masę okazji do pisania, aż żal nie skorzystać 😉

Tak mnie natchnęło, by spytać Was, czy polecacie sobie książki. I jak. Bo ja na przykład piszę bloga xD Na poważnie: Polecacie sobie nawzajem coś do czytania?

Nie mam na myśli polecania na zasadzie, że napiszę opinię właśnie skończonej powieści na Lubimy Czytać albo na fejsie, niech sobie naród robi z tym, co chce. Chodzi mi to polecanie twarzą w twarz, polecanie konkretnej osobie.

Bo ja to uwielbiam, chociaż rzadko praktykuję.


Niech to zdjęcie BUW-u będzie ilustracją dzisiejszych rozważań!
(znalezione na Tumblr)

Opowiadałam Wam kiedyś o swoim Ulubionym Bibliotekarzu z BUW-u, z którym czasem mam rozmowy na temat książek. Dzisiaj zawitałam do biblioteki uniwersyteckiej z zamiarem wypożyczenia czegoś, co pomoże mi się zrelaksować po sesji. Przypomniało mi się, że Bibliotekarz polecał mi z miesiąc temu Nie taki straszny wilk Farleya Mowata. Cóż, nie czytam jakoś literatury związanej z przyrodą, ale co szkodzi spróbować?

Książkę znalazłam praktycznie od razu, zgarnęłam przy okazji w innym dziale Pandemonium Lauren Oliver i podreptałam do wypożyczalni. Coś czułam w kościach, że czekają mnie przygody… ^^’

Tu nastąpiła standardowa procedura: oddaję przeczytane Inne miasto, podaję legitymację, podaję książki do wypożyczenia. I nagle bach, widzę konsternację (czy zaciekawienie? Trudno mi było stwierdzić) na twarzy Bibliotekarza, bo na legitce mam prawie łyse zdjęcie. O, takie:

_DSC0 053 Pięć milimetrów, najlepsza fryzura mojego życia.

Ostatnimi czasy coś często ktoś sprawdzający moje zdjęcie wpierw patrzy na dokument, potem na mnie i potem jeszcze raz na dokument, bo chyba nie wierzy… Pośmiałam się, cóż ^^

I wiecie, co było potem fajne? Radość na twarzy tego człowieka, kiedy zobaczył, co wypożyczam. Porozmawialiśmy chwilkę i po tej rozmowie mam coraz większą ochotę, by przeczytać polecaną książkę.

Sama też polecam. Znajomym, przyjaciółkom, Kubie, siostrze… Ostatnio mniej, bo ciągle czytam coś czechożydkowego i otoczenie jakoś nie jest chętne, by czytać razem ze mną ^^’ Ale zdarzają się takie książki, że nie mogę wręcz usiedzieć w miejscu, jeśli na przykład nie napiszę o nich w smsie do siostry. Czy jeśli nie podrzucę ich Kubie.

W kwestii polecenia zawsze mogę liczyć na swoje przyjaciółki – całkiem niedawno czytałyśmy grupką Miłość przez małe m, które – chociaż średnio mi się podobało – coś tam jednak do mojego życia wniosło. Albo równoległe czytanie Pieśni lodu i ognia ❤ Coś pięknego.

Sama jestem w stanie znaleźć naprawdę dużo interesujących mnie książek. Mam wrażenie, ze bez polecania sobie nawzajem różnych tytułów życie moje i ludzi z mojego otoczenia nie byłoby tak ciekawe. Poza tym – czytanie sprzyja integracji z innymi, prawda*? 😉

To jak – polecacie? A jeśli tak, to w jaki sposób?

* O ile nie wciska się jakiegoś autora czy tytułu z uporem maniaka. Oj, miałam w życiu takie przypadki, że dopiero teraz, jakieś trzy czy cztery lata po poleceniu chcę coś przeczytać, bo wcześniej dany autor kojarzył mi się w męczącym wmuszaniem przez fana. Pamiętajmy, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu 😉

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii biblioteki, Podróże małe i duże, pozostałe i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s