Szolem Alejchem, „Z jarmarku”

z jarmarku
Wydanie z Wolnych Lektur
Tłumaczenie: Michał Friedman
Liczba stron: 161 (PDF, format A4)
Źródło: wolnelektury.pl

Rozpoczynamy trzeci już Miesiąc Tematyczny! Na początek autobiografia autora Dziejów Tewji Mleczarza. Niedokończona…

Tak, wiem, że dzisiaj jest międzynarodowy dzień robienia z ludzi głupków. Pożartowałam już sobie na fanpejdżu bloga (nie zamierzam jednak zostać szafiarką), teraz chciałabym przejść do poważniejszych rzeczy.

Teoretycznie mogłam pójść na łatwiznę i zacząć Miesiąc Tematyczny jakimś utworem, który czytałam na trzecim roku studiów w ramach wstępu do literatury jidysz (serdecznie pozdrawiam dr Molisak z warszawskiej polonistyki), ale nie, miałam ochotę spróbować czegoś nowego. Z powieściami Salomona Rabinowicza (bo tak naprawdę nazywał się pisarz ukrywający się pod pseudonimem Szolem Alejchem) zetknęłam się już wcześniej, chociażby podczas czytania wspomnianych Dziejów Tewji Mleczarza czy Marienbadu. Z jarmarku stanowiło dla mnie zagadkę.

Okazało się, że jest to autobiografia pisarza. Niestety, niedokończona, Alejchem* bowiem zmarł w trakcie pracy nad książką. Mam wrażenie, że gdyby udało mu się to skończyć, Z jarmarku miałoby szansę stać się powieścią wybitną. Rabinowicz mógłby tam zawrzeć całe spektrum przemian w społeczności żydowskiej, jakie miały miejsce na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Nic jednak nie straciłam podczas lektury, o nie!

Z jarmarku to opowieść o młodym Szolemie, któremu los daje okazję się kształcić – wpierw uczy się w chederze, później w gimnazjum, potem zostaje korepetytorem. To spore osiągnięcie jak na chłopca z Perejasławia. Przy czym Szolem nie jest zwykłym dzieckiem: lubi czytać, interesuje się tym, czego się uczy, w okolicach dwudziestego roku życia płynnie mówi i pisze po rosyjsku i hebrajsku. Dodatkowo pilnie obserwuje świat i próbuje go opisywać.

Narrator opowiada o Szolemie jak o dziecku, które dobrze zna – z uśmiechem, czasem pobłażaniem i dużą dozą zrozumienia. Pierwszy raz spotkałam się z przypadkiem autobiografii pisanej w trzeciej osobie. I to w jak piękny sposób! 🙂

Przede wszystkim: obraz sztetla. Cud, miód i orzeszki. Rodzinne strony bohatera są opisane językiem prostym, bez udziwnień, a jednocześnie malowniczym. Aż chciałoby się pojechać do Perejasławia i zobaczyć, jak mogło wyglądać żydowskie miasteczko. I te opisy przyrody… Nie zabrakło również wzmianek o tym, jak sztetl funkcjonował, kto pełnił jaką rolę.

Ciekawą sprawą było dla mnie to, iż Alejchem pisał o początkach życia Szolema bardzo szczegółowo, praktycznie opisywał dzień po dniu. Im bohater robił się starszy, tym omawiane okresy jego życia stopniowo się wydłużały i nie posiadały już tak wielu detali, co wcale nie przeszkadzało w lekturze.

Najgorsze jest to, że powieść kończy się w bardzo fascynującym momencie, gdy Szolem ma zostać wybrany na rabina, innymi słowy, gdy wkracza w nowy etap życia. Nagły koniec to wielka strata dla literatury żydowskiej. Pozwolę sobie przytoczyć to, co powiedział na ten temat J. D. Berkowicz:

W czasie porządkowania spuścizny po Szolemie Alejchemie odnaleziono opracowane materiały biograficzne oraz notatki, które miały być tworzywem w rękach mistrza, cegłami budowniczego wspaniałego gmachu w postaci wielkiej i ogromnej książki, obliczonej na dziesięć może tomów, obejmujących nie tylko żywot pisarza, ale też całą żydowską epokę w Europie i w Ameryce.
Literaturze żydowskiej widać nie sądzone było to szczęście. Zaplanowany z rozmachem gmach doprowadzony został tylko do trzeciego, jak byśmy powiedzieli, piętra i w stanie nie ukończonym, bez dachu, będzie tak stał przy naszej biednej ulicy. Jego budowniczy został odwołany, nim ukończył dzieło.

Z jarmarku warto przeczytać chociażby dlatego, że jest to opowieść o dorastaniu i o wszystkich problemach tego etapu życia człowieka. Dodatkowo czytelnik może się przyjrzeć, jak funkcjonował dziewiętnastowieczny sztetl, ze wszystkimi jego brakami i rozmaitościami. Redakcja Wolnych Lektur przygotowała do tej książki słowniczek wszelakich pojęć, które mogą być niezrozumiałe dla współczesnego czytelnika, także, lektura nie powinna nikomu sprawiać problemów.

* Na polskiej Wikipedii** napisano, że zapis Alejchem jest niepoprawny. Na potrzeby tej notki przyjmijmy, że jest inaczej – do tej pory w normalnym, codziennym języku często spotykałam się z taką formą wyrażania się o tym pisarzu. Tak jest wygodniej… A czy to takie niepoprawne, muszę jeszcze sama sprawdzić. O wynikach poszukiwań napiszę Wam w notce o Kasrylewce. 😉

** Ja tam Wikipedii nie wierzę od wczoraj, kiedy to zamieściłam na Facebooku taki oto wpis:

Z cyklu: „Wikipedia”. Odcinek pierwszy: o narodowościach.
Alter Kacyzne, pewien pisarz i fotograf, pisał w języku jidysz.
Polska Wiki: „A.K., polski fotograf, pisarz i publicysta żydowskiego pochodzenia.”
Angielska Wiki: „Nationality: Lithuanian”.
I kto ma rację? xD
(A.K. urodził się w 1885 roku w Wilnie)

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii E-booki, literatura w języku jidysz, literatura wspomnieniowa (żydowska), Miesiące tematyczne, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s