Michael Chabon, „Związek żydowskich policjantów”


Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009
tłumaczenie: Barbara Kopeć-Umiastowska
Liczba stron: 456
Źródło: pożyczone

A co by było, gdyby Żydzi osiedlili się na Alasce, a nie w Izraelu? Wpis dedykowany Tomaszowi i Joannie za polecenie książki 🙂

Ciężki jest los Żydów – doszłam do takiego wniosku już po roku interesowania się wszystkim, co żydowskie. Niektóre wydarzenia historyczne sprowadzają się do prostej tezy, że Żydzi są narodem wybranym… do dostawania łomotu*. Natomiast zawsze po każdej tragedii potrafią się podnieść i iść dalej przez życie.

Przykładem największej tragedii jest niewątpliwie Holokaust. To zaś, co się stało po wojnie, zastanawia i jednocześnie po części zachwyca mnie do tej pory – oto Żydzi, naród skazany na zagładę, nagle zakładają własne państwo i trwają! Coś niepojętego, prawda?

A teraz wyobraźmy sobie, że z planów założenia Izraela wychodzi całe nic i Żydzi są zmuszeni uciekać. Oraz że osiedlają się w zupełnie innej części globu, mianowicie na Alasce…

Związek żydowskich policjantów to alternatywny przebieg historii – tuż po wojnie Żydzi dostają możliwość osiedlenia się w kolonii Sitka na Alasce. Tam się przenoszą, w ’48 roku dołączają do nich uciekinierzy z Bliskiego Wschodu. Powstaje samodzielny organizm administracyjny, w którym językiem powszechnym staje się jidysz, ale angielski zna każdy. Ulice miasta są nazywane po żydowskich pisarzach i uczonych (padają nazwiska Pereca, Zamenhofa, Anskiego), co tydzień obchodzi się szabas (i nieważne, jeśli człowiek wierzy, lub nie), a nad okolicą czuwają żydowscy policjanci, wśród nich Landsman, alkoholik po przejściach.

Powieść zaczyna się od… morderstwa. Od czego innego miałaby? Sprawa nagłej śmierci szachisty jest świetną okazją do wprowadzenia czytelnika w świat Landsmana. Czytelnik dowiaduje się, że Żydzi mogą przebywać na terenie kolonii jeszcze przez niedługi czas (dostali pozwolenie od rządu jedynie na 60 lat), także wkoło unosi się strach przed nagłą eksmisją i końcem pewnej epoki. W rodzącym się chaosie Landsman usiłuje rozwiązać zagadkę śmierci szachisty, jednocześnie przy tym czytający ma okazję podejrzeć, jak wygląda życie w społeczności żydowskich osadników.

Jestem zachwycona. Przede wszystkim autor miał genialny pomysł. Pomyślcie przez chwilę: co by było, gdyby rzeczywiście państwo Izrael nie powstało? Bardzo podobała mi się koncepcja Gabona, przy czym dochodzi druga sprawa – autor odrobił pracę domową. Powieść jest naszpikowana smaczkami i nawiązaniami do historii oraz kultury nie tylko Żydów. Nie pamiętam w tej chwili polskich nawiązań, ale chociażby te nazwy ulic, opisy wystroju domów lub też ubiorów mieszkańców, rzeczy związane z religią, przestrzeganiem szabatu i zasad koszerności… Tego jest od groma! Zaś wyłapywanie tych drobiazgów to czysta przyjemność.

Postaci u Gabona są z krwi i kości. Nie lubiłam Landsmana chociażby ze względu na to, że był wrakiem człowieka i sam się do tego przyczynił. Za to wielką sympatią darzyłam Miśka Szemeca, innego policjanta i przyjaciela Landsmana.

Jedyne, co mi się nie podobało, to zakończenie – dla mnie zbyt nijakie i niepełne. Podejrzewam, że to kwestia czytającego i odbioru, niemniej jednak nie będę nikogo do tej pozycji zniechęcać.

Związek żydowskich policjantów to kryminał, przy którym nie usnęłam i naprawdę byłam ciekawa, jak się skończy. Dorzućmy do tego olbrzymi pierwiastek żydowski i wychodzi lektura na kilka niezbyt ciekawych pod względem aury wieczorów. Gorąco polecam nie tylko miłośnikom powieści z morderstwem w tle.

PS Podczas pisania tej notki na myśl ciągle wracała mi sprawa dość niezadowolonego klienta, którego dzisiaj obsługiwałam na angielskiej infolinii. Pan ze Stanów Zjednoczonych, mówił przepięknym American English… Tylko spojrzałam na jego nazwisko, już wiedziałam, z kim mam do czynienia. Pan nazywał się Diament.

Ten, kto zna Polaka o nazwisku Diament, niech podniesie rękę. Sama nie słyszałam o żadnym. Za to ilu jest Żydów o identycznym lub podobnie brzmiącym nazwisku! 😉

Czemu o tym piszę? Zastanawiam się bowiem, jak taki przykładowy pan Diament radziłby sobie w kolonii Sitka w dzisiejszych czasach.

* wg mnie Polacy specjalnie się na tym gruncie nie różnią, ale wpis o podobieństwach między narodami zostawię na inną okazję i prawdopodobnie na NSh.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura żydowska w innych językach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s