Aleksandra Domańska, „Ulica cioci Oli. Z dziejów jednej rewolucjonistki”


Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013
Liczba stron: 300 stron
Źródło: BUW

Czy dekomunizacja przestrzeni miejskich ma sens? Jedną z wielu możliwych odpowiedzi jest opowieść o pewnej polskiej komunistce.

Ulicę cioci Oli znalazłam kiedyś podczas różnych poszukiwań na Lubimy Czytać. Długo nie mogłam się zdobyć na pójście do biblioteki uniwersyteckiej… Doskonale zdaję sobie sprawę ze swoich braków w wiedzy na temat komunizmu, bałam się, że nie będę umiała się wypowiedzieć na temat tej publikacji. Z drugiej strony przypomniałam sobie lekturę Żydokomuny i to był impuls, dzięki któremu wreszcie to wypożyczyłam.

We wstępie zadałam pytanie o to, czy dekomunizacja elementów przestrzeni miejskiej ma sens. Opowieść Domańskiej zaczyna się od tego, że ktoś wpadł na pomysł zmiany nazw ulic z komunistycznych (np. z nazwiskami działaczy) na inne, prawdopodobnie bardziej aktualne i poprawne politycznie. Pod metaforyczny nóż poszłaby również ulica Heleny Kozłowskiej, czyli tytułowej cioci Oli. Celem autorki jest zastanowienie się, czy to ma sens (podobnie jak ekshumacja szczątków komunistów z Alei Zasłużonych na Powązkach Wojskowych). Zmiana nazw ulic może być interpretowana jako próba wymazania nazwisk ludzi powiązanych z poprzednim reżimem, by zostali zapomniani. Pytanie, czy w przypadku Heleny Kozłowskiej taki zabieg w ogóle ma sens, bo została pochowana pod zmienionym, aryjskim nazwiskiem…

Kozłowska urodziła się jako Bela Frisz w żydowskiej rodzinie mieszkającej w Oświęcimiu. Od czasów nastoletnich zafascynowana była komunizmem, który – raz zaszczepiony – nie dał się wyplenić. Historia cioci Oli składa się z wielu drobniutkich kawałeczków, zbieranych prawdopodobnie latami przez jej wnuczkę.

Nie wiem, czy książka jest próbą wybielenia życiorysu własnej babki, ale jedno muszę przyznać – gdyby porównać cały tekst do tkaniny, to ewidentnie byłby to patchwork. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, ile czasu to powstawało… Publikacja naszpikowana jest odniesieniami do dokumentów, literatury, poezji, wspomnień, ba, nawet notatek stricte urzędowych. Zadanie było dodatkowo utrudnione, ponieważ Helena Kozłowska niewiele mówiła o sobie i swoich przeżyciach.

Ile razy spotkaliście się z potępieniem komunisty? Gdyby się zastanowić, samo słowo komunizm ma już ogrom negatywnych konotacji. Kozłowska była potępiana przez całe życie wiele razy – wpierw przez własną rodzinę i społeczność żydowską, potem trafiła parokrotnie do więzienia (na Pawiaku urodziła córkę!)… Domańska jej nie oskarża. Ona według mnie stara się wyjaśnić sobie oraz czytelnikom niektóre decyzje i zachowania swojej babki.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o żydowskim wątku w biografii Kozłowskiej. Otóż autorka poświęca tej tematyce naprawdę dużo miejsca: książka zawiera nazwiska, informacje na temat relacji z bliskimi oraz zdjęcia z domowego archiwum. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że Kozłowska w czasie wojny nie trafiła do getta! Prowadziła bardzo ryzykowne życie, dużo jeździła po terenach okupowanej Polski i nikt się chyba nie zorientował, że ta pani ma trochę semickie rysy twarzy… Być może są jakieś fakty, o których nie wiemy i już się nie dowiemy.

Dobrze się to czytało. Nadal co prawda nie wiem, czemu Bela/Ola/Helena trzymała się komunizmu, widząc pod koniec życia, że przynosi wiele złego i że w imię idei giną ludzie. Także nie umiałabym odpowiedzieć na pytanie, czy dekomunizacja jest słuszna i czy Kozłowska zasłużyła na bycie wymazaną z kart historii. Mam wrażenie, że dojdę do jakiegoś konkretnego wniosku dopiero po pewnym czasie.

To dosć smutna książka. Owszem, Kozłowska doczekała się córki i wnuczki, miała rodzinę, ale przy okazji straciła swoich żydowskich krewnych. Ciekawa jestem, co czuła i o czym myślała po odejściu z domu oraz po wojnie…

Jako materiał uzupełniający wrzucam utwór Jacka Kaczmarskiego o Aleksandrze Wacie. Wzmianki o nim (na zmianę z nawiązaniami do biografii Władysława Broniewskiego) padają w książce co i rusz.

Inne książki wydane przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej:

Marian Pankowski, Była Żydówka, nie ma Żydówki
Adam Georgiev, Planeta samych chłopców

PS Mam pewien sentyment do nazwiska Kozłowska, tak bowiem nazywali się moi pradziadkowie ze strony ojca. 😉

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura historyczna (o Żydach, diasporze, Izraelu), literatura polska o Żydach, literatura wspomnieniowa (żydowska), wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s