Marek Świerczek, „Dybuk”

 Wydawnictwo Ammit, Bielsko-Biała 2012
Liczba stron: 272
Źródło: BUW

Myślałam, że będzie poważnie ze względu na tematykę – oj, jak bardzo się myliłam.

Dybuk chodził za mną właściwie od momentu wydania (czyli już dwa lata). Wpierw nie mogłam go znaleźć w bibliotekach, bo było tuż po premierze, potem przez jakiś czas o nim nie pamiętałam, aż w końcu trafiłam na niego przypadkiem w Bibliotece Uniwersyteckiej.

Sprawy mają się prosto: Polska tuż po wojnie, UB walczy z podziemiem, ze Związku Radzieckiego i obozów koncentracyjnych powracają Żydzi, którym udało się przeżyć. W całym tym zamieszaniu nagle zaczynają się pojawiać przypadki mordowania dzieci – ofiarom spuszczono z ciał prawie całą krew. Zagadkę ma rozwiązać były żołnierz AK, za co UB oferuje mu możliwość spotkania z dawno niewidzianą córką oraz wolność. Tu się pojawią pierwsze pytania – po co właściwie zajmować się taką sprawą, skoro wokół szaleje chaos? Dlaczego ktoś zabija niewinne dzieci? I co ma z tym wspólnego dybuk, postać z żydowskiego folkloru?

Sami widzicie, nie mogłam nie sięgnąć po tak ciekawie zapowiadającą się książkę. Co otrzymałam? Wyżej wspomnianą zagadkę, plejadę postaci (każda następna bardziej intrygująca od poprzedniej), poczucie humoru (zdziwieni? Ja też byłam) oraz… Kilka rzeczy, których bym się tam kompletnie nie spodziewała. Jedziemy!

Część z Was wie, że nie czytam kryminałów. Nie ciągnie mnie do tego gatunku. Dla mnie historia musi być ciekawa, ale dreszczyk emocji czy lejącą się krew uważam za czynniki zbędne. Raz na jakiś czas jednak biorę do ręki kryminały, bojąc się jednocześnie, co mnie spotka. Do Dybuka nie mam pod tym względem żadnych zastrzeżeń – powieść wciąga, zaskakuje, momentami przeraża. I dreszczyk akurat się przydał. Okej, miałam swoje podejrzenia co do wątku dybuka, ale koniec końców źle nie było.

Wokół Sosnkowskiego (byłego żołnierza AK) kręci się sporo ciekawych osób. Zdarzyło mi się kilka razy uśmiać, ponieważ nagle z samotnika stał się częścią drużyny, składającej się m.in. z Niemca-konwertyty (blondwłosy mężczyzna z pejsami _^_), Cygana, tchórzliwego Żyda (który chciał zostać księdzem, bo mu się to opłacało) oraz ocalałej Żydówki. Śmieszne jest w tym to, że razem wyglądali jak grupa rodem z gry RPG. Nie wiem, czy to moja chora wyobraźnia, czy tak faktycznie było, niemniej jednak Dybuka warto przeczytać chociażby dla postaci. Trzecioplanowi bohaterowie również się wyróżniają (moją uwagę przykuła stara wiejska babka-zielarka, która ocaliła od Zagłady żydowskiego chłopca).

W powojenną grozę, gdzie nikt (zwłaszcza osoby pochodzenia żydowskiego) nie mógł czuć się bezpieczny, autor postanowił wpleść wątki humorystyczne. Mam wrażenie, że nie wszystkim tenże zabieg mógłby się spodobać, dla mnie jednak był przerwą na oddech, poza tym… Dzięki temu cała powieść nabrała dla mnie realizmu – przecież w rzeczywistości zdarza się ludziom w skrajnych lub ciężkich sytuacjach odrobina czarnego humoru. Niemniej jednak szczęka mi opadła, kiedy oczy moje ujrzały pytanie „Czy różniczka do wyniczek odejmowanka?”. Panie Świerczek, dlaczegoś mi to Pan zrobił. To psuje klimat. ^^’

Szczyt szczytów znalazłam kilkadziesiąt stron wcześniej – mowa o rzeczach, których bym się nigdy w tego typu powieści nie spodziewała. Wyobraźcie sobie, że jeden z bohaterów trzecioplanowych, paskudnie okaleczony mężczyzna, nagle zaczyna deklamować Sosnkowskiemu i jego towarzyszom takie oto słowa:

Ich warte hier… ich warte hier Stirb nicht vor mir…

Kto słucha Rammsteina, łapka w górę! 🙂

Długo czekałam, aż mój szok minie. Po odczekaniu kwadransa i ponownym zabraniu się za czytanie stwierdziłam, że ten i kolejne fragmenty piosenek zespołu Rammstein (oznaczone jako cytat) wpasowały się w tekst idealnie. Aż dziw bierze. Brawo, jestem pod wrażeniem.

Specjalnie nie zdradzam Wam za dużo z fabuły, bardziej skupiłam się na szczegółach. To trzeba przeczytać bez spoilerów. Jeśli czujecie się zainteresowani już po samej zajawce, koniecznie po Dybuka sięgnijcie. Polecam – mimo, iż mi osobiście zakończenie się średnio podobało, książka jest warta uwagi.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura polska o Żydach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s