O czytaniu w drodze słów kilka.

Do napisania tego wpisu natchnął mnie artykuł na portalu Světy literatury (dostępny tutaj w języku czeskim). W tymże artykule autorka wymienia pięć powodów, dla których nie warto się kryć z czytaniem czegokolwiek w środkach komunikacji miejskiej. Nieważne, czy się czyta klasykę, czy Grę o Tron, czy Greya – ważne jest, by to pokazać, by inspirować innych do czytania na przykład w metrze.

Nieeee, odezwie się pewnie głos kogoś na sali, przecież to wiocha, jak ktoś w metrze czyta Greya!

A ja mówię – niech już czyta tego Greya, oby czytał. I niech ten ktoś się przy okazji rozgląda, co ludzie wokół niego czytają 😉

 Sama nie wyobrażam sobie podróży gdziekolwiek bez zapasu książek do czytania.
I nie wstydzę się ich pokazywać!

Ostatnimi czasy czytam mało w drodze do pracy czy na zajęcia. Raz, że do pracy głównie jeżdżę w okolicach szóstej rano i staram się bardziej skupić na tym, by nie zasnąć, dwa, że zrezygnowałam z jazdy autobusem na uczelnię, bo mi się nie opłaca czasowo. Niemniej jednak zawsze noszę przy sobie książkę – a nuż, widelec, gdzieś trzeba będzie pojechać/poczekać i po co mam się nudzić.

Kiedy już jestem w tramwaju czy autobusie (metrem jeżdżę naprawdę rzadko) i mam okazję poczytać, nie zakrywam okładki. Też taka prawda, że książki typu Grey czytam w domowym zaciszu (by nikt nie słyszał, jak głośno się z tego śmieję) 😉 Poza tym nie widzę sensu, by się kryć z tematyką czytanej właśnie książki. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy kogoś nagle nie zainspiruję do czytania!

Darzę też sporym szacunkiem ludzi, którzy pokazują okładki i/lub całe książki. Dzięki temu mam okazję przyjrzeć się, co właściwie naród czyta. Oto moje spostrzeżenia:

1. Sporo osób czyta w dojazdach Pieśń Lodu i Ognia. Zauważyłam to już ze dwa lata temu, ale trend nie słabnie – zawsze podczas jazdy metrem muszę wypatrzyć kogoś, kto czyta którykolwiek tom. I dobrze, bo to kawał dobrej literatury*.

2. Kobiety często czytają literaturę kobiecą. Wcale się temu nie dziwię – tylko ja jestem tak nienormalna, by brać w podróż książki o Holokauście czy cokolwiek, co mogłoby stać na półce podpisanej „Literatura ciężka aczkolwiek ambitna”. Czytadła się dobrze czyta w dojazdach i nic się na to nie poradzi. Ostatnimi czasy nie widziałam żadnej kobiety, która by czytała nowość spod znaku Grocholi czy Szwai**, a szkoda, bo przydałoby mi się od czasu do czasu coś lekkiego. Kompletnie się nie rozeznaję w tym, co teraz wychodzi.

3. Ludzie czytają nowości wydawnicze. Tym bardziej się temu nie dziwię – jakbym miała takie w domu, też bym czytała. Chwilowo zapałałam chęcią posiadania Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk, ale ta ma 900 stron… O, skoro już o tym mowa:

4. Ludzie nie czytają tzw. cegieł. Swego czasu moje szaleństwo było na bardzo wysokim poziomie i brałam w codzienne podróże na uczelnie książki mające po tysiąc lub więcej stron. Moim rekordem było Lśnienie Kinga, ale na szczęście pożyczono mi leciutkie wydanie, także nie mam bardziej skrzywionego kręgosłupa. Przestałam jednak wozić ze sobą „cegły” w momencie jeżdżenia na całe dnie do stolicy (miałam ograniczenia pod postacią małej torby/plecaka, a i kręgosłup dawał się we znaki). Idealna książka na jazdy komunikacją miejską według mnie to maksymalnie 300 stron i makulaturowy papier. Gorzej, że takie coś się gnie…

5. Czytający nie okazują emocji. Ja tak nie umiem – jak trafia mi się coś zabawnego, to słychać moje chichotanie na cały tramwaj. I skąd mam wiedzieć, czy dana książka jest dobra, jak pasażer czyta i nic po nim nie widać…

6. Nikt nie reaguje na podczytywanie przez ramię. Zaznaczam, że to są moje doświadczenia. Sama regularnie zerkam współpasażerom w książkę (ale tak dyskretnie, nie kładę się na nich), częściej jednak wyginam się w chińskie osiem i sprawdzam okładkę. I nic, nikt nigdy się na mnie krzywo nie spojrzał.

Przypomniało mi się, jak koleżanka ze studiów czytała kiedyś którąś sztukę Havla na zajęcia z literatury w autobusie. Siedzący obok starszy pan bezczelnie już podczytywał jej tekst przez ramię, ale Kasia się tym nie przejęła, sztuka bowiem była ciekawa i miała prawo zainteresować kogoś innego. Kasia żałowała tylko, że musiała szybko wysiąść, inaczej by to razem przeczytali 🙂

7. Niemniej jednak ludzie się dziwią, jak pytam o wrażenia z lektury. Przykład, który najlepiej zapamiętałam, dotyczył Złotych żniw Grossa (nie pytajcie, nie czytałam) i zapytana przeze mnie czytelniczka wpierw się zdziwiła, a potem przypomniała sobie chyba, że wokół tej książki był przecież spory szum medialny. Odpowiedziała spokojnie, że jest ciekawie.

Natomiast, jeżeli chodzi o stricte Czechożydkowe lektury, to widziałam głównie ludzi czytających książki o Holokauście. Z czeskiej literatury był tylko Kundera, a i to dawno temu.

Na koniec anegdotka o tym, jak Moja Siostra żałowała, że się nie kryła z lekturą w pociągu. Czytała Greya i współpasażerka prawie się na niej położyła, ponieważ zaczęła podczytywać Olce przez ramię i tak ją wciągnęło… _^_ Siostra uratowała się wreszcie tak, że obróciła się plecami do ściany, także pani siedząca obok mogła podziwiać jedynie krawat czy co tam było na okładce.

Dorzucam też piękny rysunek – tak postrzegam czytające kobiety w moim wieku. 🙂

* Czechożydek poleca dzieła G. R. R. Martina – czytałam, wciągają. Pieśń… pomogła mi przetrwać ciężkie miesiące w pracy 😉

** Broń Boże nie stawiam tych pań na tym samym poziomie – Monika Szwaja jest świetną pisarką, bardzo lubię jej dzieła i od momentu przeczytania Zupy z ryby fugu przestałam na tę panią patrzeć jak na autorkę czytadełek.

Zdjęcia wzięte z jednego z moich ulubionych źródeł – Tumblra. 😉

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii blog, pozostałe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „O czytaniu w drodze słów kilka.

  1. Elenkaa_ pisze:

    4. Ludzie nie czytają tzw. cegieł – no cóż.. ja uwielbiam cegły 😉
    Ja ogólnie rzadko się spotykam z czytaniem w drodze… tylko ja chyba czytam wokół mnie 😉
    http://pasion-libros.blogspot.com/

  2. Lolanta pisze:

    Ja tez nie wyobrażam sobie nawet krótkiego wyjazdu „w miasto” bez lektury, ale żeby nie targać ze sobą, jak np. dziś, kiedy potrzebowałam laptopa, czytam na telefonie. Jasne, ze nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, ale dla mnie lepsze niż dodatkowe ciężary 🙂
    Cegłówki czytam głównie w domu, albo na kindlu 🙂

  3. Mizu pisze:

    Do pracy jadę codziennie prawie godzinę autobusem, więc mam sporo czasu na czytanie. Książki czytam na moim smutafonie. Nie chce mi się targać z domu papierowych książek, a poza tym muszę mieć trochę miejsca w torebce, bo zawsze istnieje taka opcja, że w drodze do pracy kupię jakąś nową (plusy pracowania w centrum handlowym ^^”). Po drugie wieczorami w autobusach jest zawsze ciemno, a ja oszczędzam oczy.
    Co do innych pasażerów:
    1) Panie czytają częściej niż panowie. Wybierają bardzo często właśnie literaturę kobiecą i bez zażenowania czytają takie książki jak „Pięćdziesiąt twarzy Greya” czy „Wilgotne miejsca”. Z drugiej jednak strony panie czytają też dużo książek religijnych (nie tylko te stare).
    2) Panowie częściej czytają gazety niż książki, a jak już są to książki, to raczej ceglaste (Martin, Dukaj, Kossakowska)
    3) Coraz mniej widzę osób z czytnikami e-booków, nie wiem czemu…
    4) Bardzo dużo pasażerów lubi czytać w półmroku. Czy to na przystanku w blasku latarni, czy to w autobusie przy małej żaróweczce. Ja tak nie potrafię.
    Ja sama na podróż wybieram lekkie i mało ambitne lektury jak np. „Saga o Ludziach Lodu”, albo ostatnio „Narzeczona wikinga” :p

    Od siebie też dodam 2 obrazki z mojego ulubionego źródła 😛

    http://weheartit.com/entry/136199487/in-set/13681357-reading-is-my-superpower?context_user=mzielonka2

    http://weheartit.com/entry/136228447/in-set/13681357-reading-is-my-superpower?context_user=mzielonka2

    • czechozydek pisze:

      Warszawski ZTM ma tę zaletę, że wszystkie pojazdy są oświetlone, dzięki czemu na upartego mogłabym czytać nawet w nocnym. 😉 Zwykle jest mi wygodniej czytać na Kindle’u, ale mam masę papierowych wydań, za które muszę się w końcu zabrać. I czytam je w drodze do pracy 🙂

  4. Zawsze mam przy sobie jakąś książkę, co niestety nie znaczy, że zawsze czytam w autobusie. Czasami rozmawiam z kimś znajomym lub uczę się na TBD (na żaden inny przedmiot mi się nie zdarzyło uczyć w busie 😉 ).
    Zdarzało mi się czytać komuś przez ramię, jednak nie w autobusie tylko w szkole. W sumie miałam szczęście, iż, to, że nikt się na to nie oburza, bo lukałam przez ramię w książkę jakiegoś obcego chłopaka. Mi jeszcze nikt nie podczytywał przez ramię w busie, ponieważ na mojej trasie prawie nikt nie czyta. Znam większość ludzi, którzy ze mną jeżdżą i wiem, że większość z nich nie czyta. Przez trzy lata widziałam tylko dwie czytające osoby 😦

    http://ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com/

  5. barwinka pisze:

    5. Czytający nie okazują emocji. – ja też tak nie umiem, czytam sporo w dojazdach i często mam problem z emocjami, szczególnie jak się wzruszam i oczy mi się szklą. Trochę głupio czytać, gdy z oczy lecą łzy 😉

    6. Nikt nie reaguje na podczytywanie przez ramię. – też poczytuję 😉 Jak akurat nic nie czytam, na krótkich odcinkach zaglądam ludziom co czytają i smakuje kawałki, a nuż książka mi się spodoba i sama się w nią zaopatrzę 🙂

    Świetny tekst 🙂

    • czechozydek pisze:

      Z punktem szóstym często mam tak, że chcę wiedzieć, co dana osoba czyta. I moja matka kiedyś przeżyła szok, jak dziecięciem będąc zapytałam jakąś panią w wieku studenckim, którym tomem Potter się raczy. A czytała po angielsku. Nie dałam rady podejrzeć okładki, to zapytałam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s