Zamiast wpisu: pasja a reszta świata.

Zimno. Jesień w pełni. Wieje, wczoraj trochę padało, aura paskudna, nic, tylko siedzieć pod kocykiem i czytać.

W takie dni dopada mnie nie tyle depresja (zauważyliście, że co i rusz ktoś się skarży na doła z powodu jesieni?), co zaduma. Zaczynam przeglądać stare zdjęcia, porządkować różne papiery, analizować dawne wpisy na obu blogach, zastanawiać się nad tym, co się ze mną działo na przestrzeni ostatnich kilku lat. A działo się wiele. Spójrzcie chociażby na moją pasję, jaką są Żydzi i ich kultura – to już nie jest zwykłe hobby, tylko coś, czemu mogłabym poświęcić życie. Tak to czuję.

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak inni ludzie pomogli mi rozwinąć tę moją pasję. Nie poradziłabym sobie bowiem bez pomocy i wsparcia przyjaciół, rodziny, znajomych. Wychodzi na to, że mimo, iż spora część bliskich mi osób ma już mnie dość, i tak zawsze im się przypomnę, gdy tylko trafią na coś żydowskiego. 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Niech za ilustrację posłuży powyższe zdjęcie – wykonane przez
moją przyjaciółkę w sierpniu 2011 roku w Lublinie. 🙂

Przy okazji opowiadania o ostatniej wyprawie do Oświęcimia wspomniałam o tym, że wszystko się zaczęło właśnie od szkolnej wycieczki w liceum. Kiedy to zwiedziłam kawałek Małopolski, w tym dawne obozy Auschwitz i Auschwitz-Birkenau. Po powrocie do domu nie dawała mi spokoju następująca myśl – dlaczego to się stało? Dlaczego cały naród został skazany na Zagładę? Zaczęłam czytać, oglądać filmy… I tak mi już zostało.

Wśród znajomych uchodzę za kompendium wiedzy o Żydach, ich historii i kulturze, co z jednej strony trochę mi schlebia, z drugiej jednak też przeraża. Moi drodzy, ja do tego wszystkiego nie doszłam sama… Owszem, pasja pochłonęła dużą ilość czasu, pieniędzy, cudzych nerwów ;), ale naprawdę – gdyby nie pomoc oraz zaangażowanie (nawet najmniejsze) ze strony innych, owszem, byłabym chodzącą encyklopedią, ale, że tak to ujmę, o wiele cieńszą.

Przede wszystkim sprawa samookreślenia się. Wśród najbliższych znajomych funkcjonuję nie tylko jako Cathrynek, ale także jako Żyd. Lub Żydełe, według uznania. Nikt tak za mną nie woła na ulicy (doprawdy, dziwnie by to wyglądało, gdyby nagle ktoś za mną wrzasnął Żydzieeeee!!!, a ja bym się odwróciła i pobiegła w te pędy ściskać osobę wrzeszczącą). Już tłumaczę, o co mi chodzi – otóż wpierw określili mnie znajomi, dopiero potem ja sama dostrzegłam, że stałam się nie tyle ciekawską licealistką, co fanką Żydów.

Innymi słowy, żydołakiem*. Tu zrobimy sobie przerwę na dobrą piosenkę, którą puściła mi kiedyś mama przyjaciółki:

Zainteresowanie w takiej sytuacji nie mogło się prędko skończyć. Już mnie określono, naznaczono i wydarzenia się potoczyły bardzo szybko. Napisałam pracę maturalną o obrazie obozów koncentracyjnych w literaturze, na studiach odkryłam, że w Czechach przecież są Żydzi, tak więc postanowiłam się nimi zająć… Stworzyłam licencjat o przestrzeni w filmie Diamenty nocy Jana Němca… W międzyczasie jeździłam, oglądałam filmy, dopytywałam się i przede wszystkim czytałam. Książki, dokumenty, prasę, kroniki, słowem wszystko, co mi wpadło w żydołackie łapki.

Zapytacie, co mają do tego osoby trzecie. Otóż sama prowadziłam różne badania, ale często były one inspirowane tym, na co niechcący wpadli znajomi. Mój ojciec zauważył, że Żydzi jakoś nie chcą mi przejść i sam zaczął znosić do domu prasę i wydruki stron internetowych od znajomych. Skoro już o rodzinie mowa, to mama wiele razy podpowiedziała mi różne ciekawe rzeczy, gdzie mam skierować swoje kroki i tak dalej, zaś siostra (która absolutnie nie jest w temacie!) regularnie przywozi mi figurki żydków z miejsc, które zwiedza. Sama z siebie. 🙂

W miarę rozwijania mojej działalności w Internecie zaczęło przybywać osób, które zwyczajnie podsyłały mi linki do wydarzeń, zapowiedzi książkowych, filmów i tak dalej. W okolicach drugiego roku studiów nawet mój narzeczony Kuba dorzucił coś od siebie i puścił mi tę oto piosenkę (będąc święcie przekonanym, że ją znam):

W podróżach do żydowskich zabytków zawsze ktoś mi towarzyszył. I potem musiał słuchać, biedaczek, jak trajkoczę o historii danego miejsca i jak się zachwycam każdym najmniejszym detalem. Mam wrażenie, że dopiero podczas wyjazdów moja pasja ma szansę pokazać się w całej okazałości. Cóż, wtedy często powtarzam, że mój poziom szaleństwa trudno jest przebić.

Olbrzymie wsparcie merytoryczne otrzymałam (i cały czas otrzymuję) na studiach. Nie wiem, jak wyglądałoby to na polonistyce, gdzie bardzo chciałam się dostać, ale nic z tego nie wyszło, niemniej jednak o slawistyce złego słowa pod względem doradzania, pomagania i wciskania z uporem maniaka różnych tekstów nie mogę powiedzieć. Nie da się i koniec.

Last but not least – Wy, moi drodzy czytelnicy. I ci stali, i ci z doskoku. Kim bym była, gdyby nie Wy? Ci, którzy donoszą mi o nowościach wydawniczych, piszą maile, dopytują się o różne rzeczy, ba, nawet polecają tu i tam 🙂 Byłabym pewnie nieszkodliwym dziwakiem, a tak jestem nieszkodliwym dziwakiem, o którym jest trochę głośno.

Dziękuję. 🙂

Na zakończenie macie niezbyt adekwatną piosenkę – odkryłam ją niedawno i za nic nie mogę się jej pozbyć z głowy. Co chyba potwierdza, że mój poziom szaleństwa naprawdę ciężko przebić. 😉

 

* Słowo wymyślone przez przyjaciółkę. Chodził kiedyś dowcip, że w soboty zmieniam się w żydołaka i rosną mi wtedy pejsy… _^_

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii blog, pozostałe, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Zamiast wpisu: pasja a reszta świata.

  1. naia pisze:

    To będzie chyba trochę nie na temat, ale intryguje mnie teraz, jak to się dokładnie stało, że wylądowałaś na bohemistyce. Czyli z polonistyką nie wypaliło, ale postanowiłaś celować w jakąś filologię z podobnego kręgu kulturowego, tak? A było cokolwiek co Cię popchnęło akurat w kierunku Czech? Mam nadzieję, że nie jestem jakaś wścibska 🙂

    • czechozydek pisze:

      O tym powinien powstać osobny wpis. 😉
      Na slawistyce wylądowałam dlatego, że naczytałam się o Żydach w innych krajach słowiańskich… Nie wiedziałam, że będę musiała na wstępie wybrać specjalizację (w Warszawie na każdym roku są trzy); decyzję podjęłam w ciągu kwadransa – Czechy to sąsiedzi, więc na bank będzie praca po tych studiach. Wtedy trochę inaczej patrzyłam na świat… Przez pierwszy rok nie czułam się zbyt pewnie na bohemistyce, miałam wątpliwości, czy to jest to, czym chciałabym się zajmować, aż w końcu na początku drugiego roku wsiąkłam na dobre.

  2. barwinka pisze:

    Ciekawe hobby. To fantastyczne ze tak wiele wiesz na ten temat.

  3. Anonim pisze:

    Pewnie juz widzialas ten film, ale na „wsiakij pozharnyj sluczaj” :

    b.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s