Shani Boianjiu, „Naród, który nie zna strachu”

 Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013
Tłumaczenie z angielskiego: Urszula Gardner
Liczba stron: 272
Źródło: BUW

Miał być zachwyt, miało być sławienie autorki po wsze czasy… Taki był mój zamysł. Zweryfikowany później przez rzeczywistość.

Dzisiejszy wpis będzie miał charakter trochę inny, bardziej prywatny. Kilka dni temu światem wstrząsnęła tragedia, która miała miejsce w Paryżu – mówię o zamachu terrorystycznym w redakcji Charlie Hebdo. To wydarzenie wywołało dyskusję na temat islamu, migracji muzułmanów do Europy; zresztą, chyba nie muszę Was jakkolwiek wprowadzać do tematu, prawda? Wszystkie możliwe media rozdmuchują sprawę.

Śledzę ten medialny bałagan od samego początku – trochę z ciekawości, trochę z poczucia blogerskiego obowiązku. W pewnym momencie jednak uruchomiło mi się jedno z moich najbardziej widocznych uczuć, a mianowicie złość. Zwłaszcza, jak czytam artykuły typu komentarz Dany Rothschild. Wszystkie teksty pisane z perspektywy żydowskiej przypominają mi fragment wiersza Tuwima pt. Na potwarcówIle Żydzi wnosili wrzasku o pogromy (zwłaszcza, że wczoraj kolejny atak nastąpił we francuskim koszernym sklepie). Do złości wrócę za moment.

Nie pojmuję konfliktu żydowsko-arabskiego. Widocznie za krótko siedzę w tym temacie, by móc wysnuć konkretne wnioski. Mniej więcej wiem, skąd to się wzięło, dlaczego Palestyńczycy chcą likwidacji Izraela, niemniej jednak zagadnienie to pozostaje dla mnie cały czas tajemnicą. Próbuję pogłębić swoją mizerną wiedzę, czytając. Rozmawiając. Bardzo pomagają mi w tym zajęcia prowadzone teraz w Centrum Kultury Jidysz na Muranowie. Szukam też na własną rękę.

W trakcie poszukiwań trafiłam na Naród, który nie zna strachu. Spodziewałam się po tej książce zachwytów, radości, odpowiedzi na chociaż jedno z moich licznych pytań. Jedyne, co dostałam, to jeszcze większy mętlik w głowie.

Avishag, Yael i Lea to trzy młode dziewczyny, które odbywają obowiązkową służbę wojskową. Wszystkie pochodzą z małej pustynnej wioski, pobór zmienia ich życie. Cała ta trójka zmaga się z problemami, w które albo jestem w stanie się wczuć dość mocno (te stricte damsko-męskie), albo wcale. Te ostatnie głównie dotyczą postrzegania ludności arabskiej, pracującej po izraelskiej stronie granicy przy budowie domów.

Naród, który nie zna strachu to według mnie powieść o ludziach, którzy są wychowywani w kulturze, gdzie faktycznie strach nie istnieje. Od ciągłej obawy przed utratą życia można po pewnym czasie zwariować. Shani Boianjiu pokazuje na przykładzie tych trzech dziewczyn (oraz ich palestyńskich rówieśników po drugiej stronie granicy), jak to jest żyć w kraju pod nieustannym ostrzałem, w kraju, gdzie strachu można się pozbyć już w dzieciństwie.

Podczas lektury przyglądałam się poszczególnym opisanym kontaktom izraelsko-palestyńskim, otwierając oczy coraz szerzej ze zdziwienia. Bohaterki próbują postrzegać Palestyńczyków jak ludzi, niemniej jednak przychodzi im to z widocznym trudem. Patrzą na nich jak na potencjalnych terrorystów. Z jednej strony się nie dziwię, z drugiej przeraża mnie to.

Z widocznym trudem zresztą przychodziła mi cała książka. Pierwsze sto kilkadziesiąt stron przeczytałam z szybkością błyskawicy, potem zaczęło się robić coraz ciężej. Trauma, coraz więcej się dzieje, tragiczne wydarzenia pod koniec służby, próby przezwyciężenia własnych doświadczeń…

Pod koniec miałam ochotę rzucić tę książkę. Zrobiła się tak ciężka i skomplikowana, że już praktycznie nic nie rozumiałam, chciałam zwinąć się w pufie i wpatrywać się w sufit. Teraz dochodzę do wniosku, że kontakty między Izraelem a wrogimi im państwami wyglądają podobnie. Wzajemna niechęć, właściwie niezrozumiała dla osoby z zewnątrz, dorzućmy do tego traumę obu stron konfliktu.

Przypomniałam sobie o moich potyczkach z powieścią Boianjiu właśnie kilka dni temu, kiedy nagle całe masy zaczęły nawoływać do wyrzucenia muzułmanów z Europy. Strach pomyśleć, jak się to wszystko skończy, zwłaszcza, że wszystko komentuje i obserwuje Izrael. Mam wrażenie, że minie jeszcze sporo czasu, nim pojmę, o co w tym wszystkim chodzi.

Wspomniana wyżej złość w moim wykonaniu polega na rozdarciu. Z jednej strony chcę krzyczeć, bo mojemu ukochanemu narodowi dzieje się teraz krzywda, w duszy gra mi Ma Avarech, najbardziej adekwatna piosenka do wczorajszych wydarzeń. Z drugiej strony pojawia się spora doza racjonalizmu. Staję twardo na ziemi i wspieram swoich znajomych muzułmanów. Którzy się wcale o nagonkę na ich wiarę nie prosili.

Mam wrażenie, że w tym całym zamieszaniu ludzie zapominają o tym, że istnieją jednostki, chcące żyć w spokoju.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura żydowska w innych językach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Shani Boianjiu, „Naród, który nie zna strachu”

  1. Ernestovy pisze:

    – Ze złych przeżyć bierze się dobra literatura, to zdanie powiedziała bohaterka filmu Albatros, ale na ten moment nie powiem skąd zaczerpnięty. Trochę to zaskakujące, że o życiu na skrawku mapy, w tak trudnej sytuacji politycznej i społecznej, powstaje tak mało świetnych książek. „Naród który nie zna strachu”, przeczytam, lecz wiem że nie będzie znacznie lepsza od książki „Beaufort”… Dla mnie autorem kŧóry najcelniej oddaje całą rzeczywistość współczesnego Izraela pozostaje Keret. Nie Grossman, czy choćby Oz, i trudno nazwać ich świetnymi, dla mnie to fenomen. Nadal czekam na drugiego Wasilija Grossmana, czy choćby Singera … zanurzonego we współczesnym Izraelu

  2. Ernestovy pisze:

    skąd zaczerpnięty jest cytat – sorry za literówki

  3. Ernestovy pisze:

    ech Kolonie Knellera i Wristcutters a Love Story jedna z lepszych ( jeśli nie najlepsza ekranizacja prozy Kereta ; )

  4. Ernestovy pisze:

    chm… trudno mi by było wybierać najbliższą mi książkę „Tęskniąc za Kissingerem” ? „Gaza Blues ” ? … No i czytam „Naród…” póki co ok…jak przeczytam rzucę słowo lub dwa…

    • czechozydek pisze:

      Rzuć koniecznie, jestem ciekawa opinii kogoś innego. Cały czas odnoszę wrażenie, że nie pojęłam dużej ilości wątków, bo nie miałam wcześniej z taką tematyką do czynienia.

  5. Ernestovy pisze:

    Shani Boianjiu zaskakuje zgrabnymi metaforami, prowadzi historię bez potknięć, ale całość gubi gdzieś harmonię chociaż orkiestra nie fałszuje, chm…. Autorka pióro ma niezłe, może następna książka będzie ułożona z większą dyscypliną, ? Lubię kobiecy głos, a tu nie było patosu, ot proza życia zaprawiona Ptsd na małym skrawku ziemi…
    ( Byłem zszokowany aferą z nieprawidłowymi nabojami, co się kurde z nimi dzieje ? )
    A po drugie nie można zachować zdrowego umysłu w ciągłym napięciu i zagrożeniu, dość przygnębiające myśli, po lekturze…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s