Miloš Doležal, „Jako bychom dnes zemřít měli”

_vyr_1toufar Nová tiskárna Pelhřimov, Pelhřimov 2012
Liczba stron: 446
Źródło: pożyczone od autorki Ucieczki z jabłkiem

Wpierw poezja, teraz biografia pewnego czeskiego księdza. Czym mnie jeszcze Doležal zaskoczy?

Niedługo po ukazaniu się tutaj tekstu o Gminie odezwała się do mnie Anna z wyżej wymienionej Ucieczki z jabłkiem. Tak się złożyło, że jest w posiadaniu omawianego teraz dzieła. Jako, że o cudzie w Číhošti wiedziałam tyle, co nic, po pewnym czasie książka przyleciała do mnie bodajże Czech Airlines*, bym mogła poszerzyć swoją mikrą wiedzę i przybliżyć Wam historię o tym, jak to przed kilkudziesięciu laty w pewnej czechosłowackiej miejscowości miał miejsce cud.

1949 rok, Číhošť, Czechosłowacja. W lokalnym kościele podczas kazania księdza Josefa Toufara krzyż znajdujący się nad ołtarzem zaczyna się poruszać – raz odchyla się w jedną stronę, raz w drugą. Ciężki, metalowy krzyż, do dziś nie wiadomo, jak to się stało. Sam Toufar dowiedział się o zdarzeniu dopiero kilka dni później od wiernych. Nie przypuszczał nawet, że w wywołanym później przez to zamieszaniu straci życie. Komuniści bowiem nie tolerowali cudów na swoim podwórku…

Przyznam się Wam do czegoś: po zapoznaniu się ze streszczeniem biografii księdza Toufara pierwsze, co mi przyszło do głowy, to Czeski Popiełuszko. Nie wyprę się swojej narodowości i porównywania całego świata do własnego kraju… W sumie nie minęłam się jakoś zbytnio z prawdą. Obydwaj męczennicy, obydwaj zamordowani przez komunistów za to, że byli niewygodni i że wg władz trzeba było się ich pozbyć… Uznaję więc swoje skojarzenie za naturalne.

Doceniłam Doležala jako poetę. Jako biografista jest jeszcze lepszy! Wiecie, spodziewałam się, że będę czytać Jako bychom dnes zemřít měli kilka tygodni (książki wydane w języku polskim połykam, z czeskimi zawsze mi się trochę schodzi), tymczasem uporałam się z tym w dwa, trzy dni… Nie dlatego, że połowę publikacji zajmują zdjęcia, Doležal po prostu czaruje czytelnika swoim sposobem narracji.

Omawiana dzisiaj biografia powstawała przez dwadzieścia lat – tyle bowiem trwało zbieranie materiałów, zdjęć, szukanie świadków, odkrywanie, co tak naprawdę stało się w okresie między zatrzymaniem księdza Toufara a jego męczeńską śmiercią. Nie mamy do czynienia z publikacją naukową – z jednej strony to dobrze, ponieważ dzięki temu mógł zostać użyty język przystępny dla czytelnika, z drugiej jednak nie jestem pewna, czy można się na to powoływać podczas pisania prac zaliczeniowych bądź dyplomowych. Mniejsza o to, wróćmy do czasu powstawania – wyobraźcie sobie człowieka, który zbierałby materiały o księdzu Popiełuszce przez bite dwadzieścia lat. Czapki z głów, proszę państwa. Już nie za sam fakt, ale za rezultat: tak porządnie przygotowanej biografii nigdy w życiu na oczy nie widziałam.

Moje zachwyty krążą głównie wokół oprawy graficznej tekstu: na marginesach bowiem można znaleźć miniaturki zdjęć przywoływanych postaci. Pomyślicie, że miniaturki mogą być słabo widoczne… Macie rację. Dlatego też większe odpowiedniki znalazły się w aneksie na końcu książki. Według mnie miniaturki na marginesach są świetnym pomysłem, ponieważ czytelnik nie musi cały czas zerkać do aneksu, by móc sobie ułożyć obraz życia księdza Toufara niczym układankę. Gotowe elementy ma już przy tekście.

Zamknęłam książkę z przeświadczeniem, że to nie koniec historii. Okazało się, że miałam rację, ponieważ autor pracuje właśnie nad kontynuacją, dotyczącą ekshumacji zwłok księdza Toufara i przeniesienia ich do miejscowości, gdzie pełnił swoją kapłańską posługę. Czekam z niecierpliwością.

Jako bychom dnes zemřít měli na chwilę obecną mogę polecić jedynie czeskojęzycznym czytelnikom. Niestety nie wiem, czy ta książka zostanie wydana w Polsce. Uważam, że dobrze by było, gdyby taka pozycja pojawiła się na naszym rynku – można by było porównać warunki bycia księdzem katolickim w innym komunistycznym kraju. Nie mówię, że bazowanie na polskich doświadczeniach jest złe, jednakże spojrzenie na sprawę z innej, na przykład czeskiej perspektywy, byłoby ciekawym pomysłem. 🙂 Biografia jest warta uwagi, polecam.

* Doceńcie poświęcenie ze strony czytelnika. Swoją drogą Anna jest czempionem, znakomitością i mistrzem świata; jeśli będę kiedykolwiek robić listę ambasadorów i wspierających bloga, koleżanka Militz na bank się na niej znajdzie.

Zobacz także:

Gmina

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska, literatura o Czechach, literatura wspomnieniowa (czeska), wątek czeski i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Miloš Doležal, „Jako bychom dnes zemřít měli”

  1. Lolanta pisze:

    Kompletnie nie znam się na czeskich pisarzach, czy historii naszych sąsiadów, lubię jednak czytać twoje recenzje – to coś zupełnie nowego – inny zakres zainteresowań. A przy tym można się dowiedzieć czegoś ciekawego 🙂
    Świetny pomysł z tymi miniaturami na marginesach! Ze tez nikt wcześniej na to nie wpadł 😉

    • czechozydek pisze:

      Dziękuję za miłe słowa 🙂
      W tym roku postaram się przeczytać na nowo to, z czym już się zapoznałam na pierwszym i drugim roku studiów – Kunderę, trochę Hrabala, trochę czeskiej literatury kobiecej. Mamy sporo przekładów i warto o nich opowiadać (i je polecać przy okazji). Może wśród nich znajdziesz coś wartego przeczytania 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s