Mariusz Szczygieł, „Gottland”

 Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010
Liczba stron: 232
Źródło: odkupione

Gottland, w wolnym tłumaczeniu – ziemia Boga. Jak to jest z tymi Czechami według Szczygła? A także, jak to jest, kiedy Polak bierze się za pisanie książki o sąsiednim kraju.

Ech, ten Gottland. Książka przez jednych kochana, przez drugich znienawidzona. Nie przypominam sobie, byśmy w czasie studiów zajmowali się innym równie kontrowersyjnym tytułem – sztandarowe dzieło Mariusza Szczygła do tej pory wywołuje w różnych znanych mi grupach i środowiskach szereg dyskusji, zwłaszcza teraz, niedługo po premierze filmu.

Długo zbierałam się do ponownego przeczytania. Pierwszy raz trzymałam tę książkę w łapkach jako studentka drugiego roku slawistyki (innymi słowy, byłam bohemistycznym żółtodziobem). Wtedy moja wiedza o Czechach wykraczała już poza tę zdobytą na zajęciach, ale bądźmy szczerzy, wielka mimo wszystko nie była. Teraz, zabierając się za to po trzech latach trochę się bałam – czy coś, co podobało mi się iks czasu temu dalej sprawi mi przyjemność lub zaskoczy? Zwłaszcza, że w międzyczasie zdążyłam być na Zrób sobie raj w teatrze Studio oraz zaliczyć kilka dyskusji wokół ekranizacji Gottlandu*.

Nie przedłużajmy! Dla tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi z tym Gottlandem – jest to zbiór reportaży Mariusza Szczygła, naczelnego polskiego czechofila. Reportaże te skupiają się na tematyce czeskiej i czechosłowackiej, punktem wyjścia są zazwyczaj losy pojedynczych jednostek, mniej lub bardziej znanych polskim czytelnikom (bohaterami są np. Marta Kubišová, Tomáš Baťa, Karel Gott czy Lída Baarová).

Szczygłowi zarzuca się bycie niedokładnym, pisanie rzeczy nie do końca zgodnych z prawdą, bezgraniczny zachwyt nad Czechami i zbyt lekki styl pisania, przez co jego książki nie są mile widziane jako pozycja bibliograficzna w pracach naukowych**.

Podczas pisania tego wpisu mogłam się oprzeć na tych wszystkich zarzutach (chociaż zajęcie się ostatnim z wymienionych byłoby przejawem hipokryzji z mojej strony). Powiem Wam szczerze, że niespecjalnie miałam na to ochotę. I tym razem bowiem dałam się wciągnąć!

Mariusz Szczygieł to człowiek z pasją. Nie da się tego ukryć – Czechy są jego pasją, pisze o nich, jeździ tam, ludzie zaczęli go kojarzyć z tym krajem. To właśnie zamiłowanie do ojczyzny Havla sprawia, że czytelnicy zakochują się w tekstach dziennikarza. Autor Gottlandu ma dar opowiadania i tym maskuje ewentualne braki w swoich tekstach (mówię o brakach, których przeciętny odbiorca z nikłą wiedzą o Czechach nie wykryje). Sama podczas lektury czułam, że Szczygieł pisał te reportaże nie dlatego, że ktoś mu za nie zapłacił miliony monet, ale także dlatego, że to zagadnienie go po prostu bawi.

W tym darze opowiadania przeszkadza mi jednak pewien element. Szczygieł bowiem często odwołuje się do własnej osoby (czemu się absolutnie nie dziwię), przy czym odwołania te mają miejsce w dość dziwnych sytuacjach – odnosiłam momentami wrażenie, jakby autor chciał pokazać czytelnikowi, jaki to jest świetny, tak dużo wie, tu dotarł, tam zagadał… Takie trochę popadanie w samozachwyt, do tego niekonsekwentne: tego typu wzmianki pojawiały się na przykład raz albo dwa w jednym dłuuuugim, pisanym normalnie reportażu. Przepraszam bardzo, albo piszemy cały rozdział ze swojej perspektywy, albo ją porzucamy i po prostu opowiadamy historię… Ten zabieg nie ma według mnie sensu.

Wiecie, jak wygląda stereotyp czechofila poza granicami naszego pięknego kraju? Tak, stereotyp już powstał, chociażby w Czechach. Osoba nazywająca się czechofilem to ktoś, kto ma bzika na punkcie Czech, patrzy na nie tylko i wyłącznie z zachwytem (o żadnej w miarę obiektywnej perspektywie nie ma mowy), nie krytykuje ich, zapija się piwem, wcina Studentską i czyta Szczygła***. Naprawdę, jako bohemistka cieszę się, że Mariusz Szczygieł pisze, popularyzuje czeską kulturę i tak dalej, ale nie wiecie, jak przerażają mnie historie o ludziach, którzy po przeczytaniu takiego Gottlandu nie pogłębiają dalej swojej wiedzy, jadą za południową granicę i potem jest wstyd na całą okolicę, bo opowiadają o tym, jaki to raj na ziemi jest w tych Czechach. Rozumiecie, to takie patrzenie przez pryzmat. Szczygieł owszem, zwraca uwagę w swoich tekstach na niezbyt chwalebne poczynania Czechów po wojnie, ale przyjmuje perspektywę pt. Komuniści w Czechosłowacji byli źli. Zauważcie – komuniści, traktowani nie jako obywatele Czechosłowacji, tylko jako osobna kategoria, jakby odrębna grupa. Bo komuniści byli źli, ale Czesi są cacy…?

Z moim poziomem wiedzy ciężko mi stwierdzić, czy cokolwiek w tej książce zostało zmyślone w całości. Zdarzało mi się czuć czasem zgrzyty podczas czytania, ale nie umiem powiedzieć wprost, czy coś jest kłamstwem czy tylko nadinterpretacją (bardzo bolał mnie brak przypisów, bo to, co jest na końcu książki, to stanowczo za mało, nie mogę tego nazwać przypisami). Muszę popytać mądrzejszych ode mnie.

Moim zdaniem Gottland jest świetną lekturą dla tych, którzy mają małą wiedzę o Czechach i szukają czegoś na początek. Ale niech Was ręka Boska broni na tym poprzestawać! Mi jako bohemistce ta książka pomogła odkryć nowe historie, dzięki niej zaczęłam dalej szukać różnych informacji, ba, napisałam nawet pracę o Marcie Kubišovej. Ujmę to tak: z wielką chęcią pożyczę Gottland własnej matce, by potem podczas następnego wyjazdu do Czech móc rozwinąć podczas zwiedzania historie opowiedziane przez Szczygła. A potem będę wciskać mamie z uporem maniaka dalsze lektury 🙂 Reasumując – to nie jest zła książka, której nakłady należałoby jak najszybciej spalić. Trzeba jednak podejść do niej z dystansem.

* Filmu do tej pory nie widziałam. Parafrazując tekst mojego promotora na studiach licencjackich – Nie obejrzałam tego filmu. Bo nie chciałam. Po koszmarnej sztuce Zrób sobie raj odechciało mi się sprawdzania, czy jakiekolwiek twory związane z twórczością Szczygła są wierne oryginałom i trzymają się kupy. Szkoda mi na to i czasu, i nerwów.

** Wszystko jednak zależy od przypadku. Kiedyś chodziłam na wykład ogólnouniwersytecki ze studentką romanistyki, która pisała pracę magisterską o francuskim przekładzie Gottlandu.

*** Moje opracowanie stereotypu wynika z wielu rozmów z Polakami mieszkającymi w Czechach i samymi Czechami, przeczytanych artykułów oraz rozmaitych materiałów filmowych. Żądnym wiedzy radzę pytać o źródła w komentarzach 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekranizacje, literatura o Czechach, wątek czeski, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Mariusz Szczygieł, „Gottland”

  1. naia pisze:

    Jak ja zazdroszczę Szczygłowi tego zapału! I tego patrzenia na świat przez różowe okulary. Sama byłam jedną z tych jednostek, które pod wpływem jego reportaży wyrobiły sobie o Czechach nie do końca prawdziwy obraz. Po drugiej wizycie u nich iluzja definitywnie się rozwiała, o czym zresztą pisałam u siebie w notce o „Lásce nebeskiej”, ale gdyby nie to, pewnie idealnie wpisywałabym się teraz w ów stereotyp czechofila, o którym piszesz 🙂 Oczywiście nie ma co autora winić, widzi po prostu rzeczy w taki a nie inny sposób, ale faktycznie potrzebna jest przy czytaniu jego czeskich opowieści odrobina dystansu.

  2. starsza koleżanka bohemistka pisze:

    Witaj ponownie,
    swego czasu byłam w kontakcie z panem Szczygłem (skontaktowałam się z nim, gdy sięgnęłam po „Zrób sobie raj” i od pierwszych stron zmroziły mnie rażące błędy). Pan Szczygieł – bardzo sympatyczny i ujmujący zresztą – zraził mnie trochę swoim podejściem, bez ogródek bowiem twierdził, że jest „niechlujnym czechofilem” i generalnie odniosłam wrażenie (może mylne), jakby podchodził do tematu na zasadzie: ciemny lud i tak to kupi. Postawa zaskakująca, jak na… dziennikarza i reportażystę. Lista poprawek, które z panem Szczygłem omówiłam, miała być uwzględniona w 2. wydaniu książki, czy została – nie wiem, nie miałam okazji sprawdzić, autor obiecał mi (sam z siebie) egzemplarz nowego wydania z autografem, ale jakoś nigdy do mnie nie dotarł 😉
    Tak, dystarns przy czytaniu zdecydowanie wskazany. I to nie mały, ale całkiem spory 😉

    A odnośnie przedstawień na podstawie reportaży Szczygła – byłam na „Gottlandzie” w wykonaniu czeskiej grupy teatralnej, bodajże z Ostrawy. Tragedia, czegoś tak nudnego jeszcze nie widziałam, część osób nie dotrwała do końca 😉

    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s