„And then he greeted Death as an old friend…”

Wiadomość o śmierci Terry’ego Pratchetta dopadła mnie nagle. W moim przypadku było to nagłe i szybkie – zaraz po opublikowaniu oświadczenia dostałam smsa od narzeczonego, byłam akurat na uczelni.

Zdusiłam smutek, myśląc, że przecież to obcy człowiek, do tego bardzo chory. Myślałam głupio: Przecież to musiało się stać. Prędzej czy później, lepiej nawet, że teraz, kiedy jeszcze nie było z nim tak źle.

Po powrocie do domu odpaliłam lapka i stwierdziłam, że nie ma sensu przejmować się tym, że moje przeżywanie cudzej śmierci może być postrzegane jako głupie. Przestałam się przejmować. Efekty macie przed sobą, z tytułem zapożyczonym od pewnej brytyjskiej pisarki.

tumblr_nl3w97JQ1B1revjz7o1_500 Internet zareagował błyskawicznie na śmierć tak wybitnego człowieka.
Obrazek znaleziony na Tumblr.

Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Pratchetta (zaznaczam: w całości, bo podejść było kilka i to do różnych tytułów) był Wiedźmikołaj. Miałam wtedy ok. trzynastu lat, wystarczył ten jeden tom o Świecie Dysku, bym dała się wciągnąć. Wtedy jedyne, co było w stanie mnie zainteresować, to opowieść – nie widziałam jeszcze podtekstów (prawdopodobnie z racji młodego wieku), nawiązań historyczno-kulturalnych, ba, nie wszystkie dowcipy były dla mnie jasne.

Nie jestem znawcą twórczości Pratchetta, do tej pory odkrywam cykl o Świecie Dysku. Czytam z częstotliwością jedna-dwie książki na rok, przy czym najczęściej sięgam po te nowsze dzieła. Od paru lat jestem w miarę na bieżąco z nowościami. Na każdy kolejny tom czekałam z rosnącą niecierpliwością, mając oczywiście świadomość, że upłynie sporo wody, nim się za to zabiorę (natłok innych książek, zapominalstwo).

A dzisiaj wracałam do domu z myślą, że to już koniec. Dalszego ciągu nie będzie. A jeśli już, to nie będzie on taki sam, jak reszta cyklu, napisze go bowiem ktoś inny. Nie będzie dywagacji z Kubą, czy tym razem pojawi się Śmierć (moja ulubiona postać) czy kapitan Vimes (ulubiony bohater Kuby), co tym razem Pratchett wymyśli, gdzie go wyobraźnia poniesie oraz – jak długo będzie jeszcze w stanie tworzyć…

Nie powiem, że książki o Świecie Dysku zmieniły moje życie. Urozmaiciły je. Wzbogaciły to najlepsze możliwe słowo. Moim zdaniem Pratchett to unikat na skalę światową – pisał rzeczy tak mądre, tak zaskakujące, że aż dziw brał. Z każdym przeżytym przeze mnie rokiem rozumiałam coraz więcej z tego, co czytam, widziałam nawiązania do rzeczywistości, wyśmianie jej oraz – co straszniejsze – zwrócenie uwagi na niektóre cholernie ważne sprawy. Kiedy czytałam Niucha, Kuba na niektóre moje gorączkowe rozważania dotyczące goblinów reagował lekkim przerażeniem, ba, stwierdził, że Pratchett na pewno nie nawiązywał do antysemityzmu. Ja tam swoje wiem. 😉 Wracając: dzieła Pratchetta przywracają człowiekowi wrażliwość i spostrzegawczość dziecka, które dopiero uczy się świata.

Zwierz popkulturalny napisała, że wszyscy wiemy, iż Śmierć, która przyszła dziś po pisarza, mówiła wersalikami. I że była dobra. A jaka inna mogła być wobec kogoś, kto pokazywał w swoich książkach jej ludzkie oblicze? Fakt odejścia tak wybitnego człowieka jest smutny, ale coś Wam powiem: sama chciałabym odejść w taki sposób, jak Pratchett. Zgodnie z oficjalnym oświadczeniem był on bowiem otoczony rodziną, a na jego łóżku spał kot. A teraz płaczą po nim fani z całego świata.

Ja też płaczę.

Jeszcze nienarodzone dzieci nie będą wyczekiwały z przejęciem na kolejne książki Pratchetta. Wiem za to, co będzie robił mój potomek: będzie bowiem podchodził co jakiś czas do domowego regału z książkami i brał sobie któryś z kupionych przez tatusia tomów. Tak najlepiej uczcić pamięć pisarza: pokazywać kolejnym pokoleniom, że żył kiedyś taki Pratchett, co pisał o płaskim świecie, którego dźwigały cztery słonie stojące na wielkim żółwiu. A kiedy nie pisał, to walczył o prawo do dobrej śmierci na własnych warunkach.

Nie powiem: Żegnaj. Wolę powiedzieć: Do zobaczenia po tamtej stronie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii pozostałe i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „„And then he greeted Death as an old friend…”

  1. Lolanta pisze:

    Ja się poczułam jakbym straciła przyjaciela, ale głupio mi było się przyznać się do tego. Nie przypuszczałam, że aż tak mnie uderzy śmierć obcego przecież człowieka. Ale czy rzeczywiście obcego? Przecież jego książki towarzyszyły mi przez tyle lat, i dzięki nim udało mi się trochę go poznać. Wieczór wcześniej wrzuciłam na fejsa cytat z książki, którą akurat czytałam, a o śmierci dowiedziałam się w połowie „Dogdera”. Próbowałam czytać jeszcze później, wieczorem… ale dziwnie mi było i odłożyłam.

  2. Darek pisze:

    Mam już swoje lata, a ciągle dziwnie się czuję odkurzając dywan.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s