Łukasz Baksik, „Macewy codziennego użytku”

Macewy_foto Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012
Liczba stron: 144
Źródło: BUW

Garść sposobów na wykorzystanie żydowskich nagrobków, stworzonych przez Polaków. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto myśli, że jego rodacy byli tylko bohaterami lub niewinnymi ofiarami w czasie wojny. I po niej.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale lubię odwiedzać cmentarze. Dla mnie wszelakie miejsca pochówku stanowią idealne źródło informacji o okolicy, w której się znajdują. Wiele osób z mojego otoczenia (w tym własny osobisty narzeczony) nie potrafią zrozumieć, czemu mam pociąg do zabytkowych nekropolii, czemu w momentach silnej złości wolę iść na spacer po Starych Powązkach albo dlaczego w ramach okienka na studiach wolę pojechać robić zdjęcia na cmentarzu karaimskim niż iść połazić po Złotych Tarasach.

Wbrew temu, co się może niektórym nasuwać na myśl, nie zmarli są dla mnie najważniejsi. W sensie ich towarzystwo 😉 Przede wszystkim cisza (oraz bardzo często towarzyszący jej szum drzew) uspokajają mnie prawie natychmiast. A poza tym fascynuje mnie sposób upamiętniania tych, którzy już odeszli. Sztuka sepulkralna, zdjęcia zmarłych, to, co odwiedzający zostawiają na grobach… Chyba powinnam była wybrać się na inne studia 😉

Moim największym zainteresowaniem cieszą się stare cmentarze wszelkich wyznań oraz wszystkie żydowskie. Te ostatnie najbardziej. Spotykałam się z kirkutami, które są w bardzo dobrym stanie; wiecie, oczyszczone ze śmieci, bez poprzewracanych nagrobków, nadające się do zwiedzania i reprezentowania swojej okolicy jako coś, co trzeba koniecznie zobaczyć. Bądźmy jednak szczerzy: więcej jest takich, które przedstawiają sobą niezwykle ponury i smutny zarazem obrazek. Zniszczone, zaśmiecone, stanowiące miejsce spotkań lokalnych wielbicieli tanich alkoholi oraz osób wyprowadzających psy na spacer. Często takie miejsca odznaczają się małą lub wręcz znikomą ilością nagrobków.

Nasuwa się następujące pytanie: co się z tymi macewami stało?

Odpowiedzi jest mnóstwo. Nie wszystkie są zawarte w książce Łukasza Baksika, co nie wynika z niedbalstwa, a po prostu z olbrzymiej skali zjawiska wykradania nagrobków z opuszczonych kirkutów. Autor albumu Macewy codziennego użytku wspomina m.in. o kołach szlifierskich, płytach chodnikowych, chrześcijańskich nagrobkach czy fragmentach ogrodzeń, które powstały w całych lub potłuczonych kamieni zabranych z żydowskich grobów. Ja z kolei wielokrotnie słyszałam o krawężnikach, fundamentach, stopniach do obory lub wychodka… Sami widzicie, z takiej macewy można zrobić wiele rzeczy. Polska myśl techniczna znana jest na całym świecie, prawda?

Tematyka tych najbardziej zniszczonych cmentarzy jest mi bardzo bliska chociażby z tego względu, że przez wiele lat sama mieszkałam koło kirkutu. Ogołoconego z kamieni. Kirkutu, o którego istnieniu wiedzieli wszyscy, ba, przyjeżdżały tam swego czasu nawet wycieczki pod opieką fascynatów lokalnej historii.

Musiałam sięgnąć po Macewy codziennego użytku z kilku powodów: po pierwsze jest to książka, wokół której swego czasu było bardzo głośno, w sumie się nie dziwię. Baksik i jego zdjęcia w moim odczuciu stanowią pierwszy przypadek mówienia głośno o tym, że Polacy kradli i – nadal kradną! – nagrobki z żydowskich cmentarzy i przerabiali je na to, co akurat było im potrzebne. Od koła szlifierskiego do żarna (o zgrozo).

Po drugie album ten nie stanowi formy oskarżenia narodu polskiego o bezczeszczenie żydowskich cmentarzy. Zdaję sobie sprawę z tego, że pisząc o przerabianiu nagrobków na płyty chodnikowe łatwo można napisać słowa typu Oskarżam Was, Polacy, o… (wstawcie, co chcecie). To po prostu zbiór fotografii, uporządkowany według określonych reguł, poprzedzony krótkimi tekstami osób zajmujących się tematyką żydowską. Oskarżenie nie jest nigdzie napisane. Wystarczy tylko spojrzeć na sfotografowane macewy.

Po trzecie… A, co ja się będę produkować, macie fragment wywiadu, który z autorem przeprowadziła Agnieszka Kowalska:

Trzy godziny później, gdy wyjeżdżaliśmy z Kazimierza, zobaczyliśmy leżący pod płotem jakiegoś gospodarstwa bardzo podobny kamień. I już wiedzieliśmy, co to jest. Kolega mówi: „Bierzemy i wiejemy”. Ja na to: „Nie, trzeba elegancko zapytać, kupić”. W domu zastaliśmy osiemnastolatkę. Zapytaliśmy, czy potrzebne jej to koło, bo zakładamy knajpę, która się Młyn nazywa, i szukamy dekoracji. Nie wiedziała, co nam daje. Puściliśmy się biegiem, wrzuciliśmy ten ważący czterdzieści, pięćdziesiąt kilogramów toczak i chodu. I tak to się zaczęło. (s. 17)

Zdjęcia zawarte w albumie dają do myślenia. Pomyślicie zapewne, że gadam, co mi przyjdzie do głowy, byleby tylko zachęcić Was do czytania. I tu Was zaskoczę, bo wypróbowałam działanie Macew… na otoczeniu. Czytałam to podczas jazdy metrem na trasie Świętokrzyska-Młociny-Świętokrzyska, miny współpasażerów były nie do podrobienia.

Oraz pokazałam tę książkę rodzonej matce. Nie przebrnęła nawet przez dziesięć fotografii.

Każdy Polak musi to przeczytać. I zapoznać się ze zdjęciami. Każdy. Nieważne, skąd pochodzi, czy ma średnie czy wyższe wykształcenie i czy kiedykolwiek widział na oczy żydowski nagrobek.

Musi to przeczytać, by nigdy jemu ani jego dzieciom bzdury pod tytułem szukania budulca na cmentarzach nie strzeliły do głowy.

PS Bardzo mnie cieszy działanie tych, którzy odkrywają na swoich posesjach czy działkach rekreacyjnych fragmenty nagrobków i oddają je gminie żydowskiej lub sami zawożą na miejsce, skąd zostały one skradzione przed laty. Z zapartym tchem śledzę wszystkie historie o powrotach macew na bródnowski kirkut, który (miejmy nadzieję) szybko zostanie udostępniony zwiedzającym. Coś w tym naszym narodzie zaczyna się powolutku zmieniać. Czyżbyśmy dorośli?

Zobacz także:

Spacer po cmentarzu żydowskim na Woli

Spacer po cmentarzu żydowskim na Olszanach (Praga)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura historyczna (o Żydach, diasporze, Izraelu), literatura o Holokauście, literatura polska o Żydach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Łukasz Baksik, „Macewy codziennego użytku”

  1. Lolanta pisze:

    Rzeczywiście niezbyt popularne masz hobby, ale skoro Tobie to sprawia przyjemność 🙂 Jeśli Cię to martwi, to Ania Ahlborn za dzieciaka uwielbiała siedzieć na przydomowym cmentarzu i rozdzielać bukiety, tak by było sprawiedliwie, żeby wszyscy dostali po równo 😉 A teraz jest znaną pisarką 🙂
    A złodzieje, niestety zawsze się znajdą 😦 I masz rację, o tym trzeba mówić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s