Marcin Szczygielski, „Poczet królowych polskich”

99fd2f7aaa88d8d2ca0cf689cad18c38 Instytut wydawniczy Latarnik, Warszawa 2012
Liczba stron: 646
Źródło: BUW

Nieprzewidywalna i zaskakująca historia kilku pokoleń kobiet, oparta częściowo na biografii gwiazdy przedwojennego polskiego kina, Iny Benity. Zakochałam się! 🙂

Powieści Marcina Szczygielskiego są dla mnie lekiem na całe zło tego świata. Nic innego mnie tak nie uspokaja, jak zanurzenie się na godzinę lub dwie w świecie wykreowanym przez tego pisarza. Nawet, jeśli nie do końca podoba mi się główna oś fabularna (patrz: PL-Boy), prędzej czy później zaczytam się tak, że nie warto przywoływać mnie z powrotem do rzeczywistości. Po Poczet królowych polskich sięgnęłam pod wpływem emocji; zła i zmęczona poszłam do Biblioteki Uniwersyteckiej, by poprawiać drugi rozdział pracy magisterskiej. Udało mi się go skończyć, także w nagrodę wypożyczyłam sobie właśnie Poczet… oraz najnowszą powieść Szczygielskiego Sanato.

Oj, było warto udać się do biblioteki.

Historia zawarta w omawianej dziś powieści to kilkupokoleniowa saga o kobietach z tej samej rodziny. Nestorką nietypowego rodu jest literackie wcielenie Iny Benity, gwiazdy przedwojennego polskiego kina. Autor, opisując życie Iny Marr (czyli w/w wcielenia) oraz spokrewnionych z nią pozostałych bohaterek jednocześnie dokonuje analizy ubiegłego stulecia – czasu nielogicznego, gdzie często o karierze lub przeżyciu decydował ślepy traf lub nagle podjęta decyzja.

Moi drodzy, zakochałam się… Targałam ze sobą tę powieść wszędzie, gdzie się udawałam. Nie zabrałam jej jedynie wtedy, kiedy pojechałam na dwa dni do rodziców (miałam świadomość, że będę wracać z tobołami, nie chciałam dodatkowo obciążać kręgosłupa). Jak wielki był mój żal i tęsknota za doczytaną do połowy książką, nie macie pojęcia. Cały czas byłam myślami przy Inie, która jako młoda dziewczyna była zmuszona pojechać do ciotki do Wilna… Akurat wtedy byłam na etapie, kiedy Ina zmierza do obecnej stolicy Litwy, nie wiedząc, co ją tam czeka.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, z jak wielu elementów składa się Poczet królowych polskich. Już lektura dołączonego do powieści klucza była niezwykle interesująca – nazwiska, przedmioty, historie, aż dziw bierze, skąd Szczygielski to wszystko wziął. Najlepsze jest to, że dzięki zbieraniu anegdot i nazwisk ta książka nabrała wiarygodności i sprawiła, że niektóre wątki do tej pory bardzo dobrze pamiętam.

Przyglądałam się z wielką uwagą temu, jak autor pisze o świecie polskich Żydów, zniszczonym podczas drugiej wojny światowej. Moi drodzy… Chapeau bas. Nie znalazłam nic, do czego mogłabym się przyczepić – nieważne, że niektóre postaci żyły tak naprawdę w innych miastach, ta powieść nie miała przecież na celu przedstawienia realiów historycznych z dokładnością co do najdrobniejszych szczegółów. Nie dajmy się zwariować.

Pomysł na tę powieść można było w bardzo łatwy sposób zepsuć nieodpowiednim poukładaniem wątków, co na szczęście nie miało tutaj miejsca. Lekko zaburzona chronologia, odsłaniająca z biegiem czasu coraz więcej tajemnic wielokrotnie niszczyła moje ledwo co kiełkujące wyobrażenia dotyczące historii którejkolwiek z bohaterek. Wiecie, jak to jest – czytacie, zdążycie coś sobie wyobrazić, jesteście pewni swojej wizji, a tu nagle niespodzianka! Im bardziej byłam zaawansowana w lekturze, tym więcej moich wyobrażeń było równanych z ziemią, co paradoksalnie sprawiało mi przyjemność. Dawałam się zaskoczyć niezliczoną ilość razy, co nie było niemiłym doznaniem.

Gdzieś w okolicach zakończenia pojawiła mi się z tyłu głowy myśl, która nie daje mi spokoju nawet podczas pisania tego tekstu. Myśl owa dotyczy tożsamości. Szczygielski przedstawił coś niesamowitego – jak często ludzie o mieszanym pochodzeniu nie identyfikują się z którąkolwiek narodowością lub grupą etniczną, bo albo mają problem ze stwierdzeniem, co bardziej do nich pasuje, albo wiedzą, że dookreślenie swojej tożsamości może wiązać się z problemami lub nawet śmiercią.

Od momentu skończenia książki minęło kilka dni, a ja do tej pory nie wyszłam ze świata przedstawionego w Poczcie królowych polskich. Prawdę powiedział ten, który uznał omawianą powieść za najbardziej dojrzałe dzieło Szczygielskiego. Chapeau bas, panie Marcinie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura polska o Żydach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s