Z innej beczki: Małgorzata Halber, „Najgorszy człowiek na świecie”

Halber_Najgorszyczlowieknaswiecie_500pcx Wydawnictwo Znak literanova, Kraków 2015
Liczba stron: 352
Źródło: pożyczone

Chciałabym móc Wam opowiedzieć o tej książce jak o baśni, która jest tylko fikcją. Niestety – jak się zapewne domyślacie – nie jest to możliwe.

Dzisiaj o powieści, którą bardzo chciałam przeczytać, ale też jednocześnie się jej bałam.

Wieść o tym, że wydawnictwo Znak ma zamiar wydać książkę o alkoholizmie wywołała u mnie dreszcze. Z lekkim dystansem obserwowałam, co się działo po premierze Najgorszego człowieka na świecie. Patrzyłam, jak coraz więcej moich znajomych zapoznaje się z tym tytułem, jak reagują. Słyszałam zewsząd opinie, które mogę podsumować pewnym zasłyszanym zdaniem: Dobra, ale bardzo mocna.

Sama zdecydowałam się zabrać za tę powieść dopiero po jakimś czasie. Nie, żeby szum medialny ucichł, ten jakoś mi nie przeszkadzał. Wiecie, wychodziłam z założenia, że odbiór książki to sprawa indywidualna i nieważne, czy jest szum wokół niej, czy nie. Moja motywacja do odłożenia lektury w czasie była następująca:

Bałam się, że przez dwa tygodnie po skończeniu tego będę leżeć zwinięta w kłębek i nie będzie ze mną kontaktu.

Tymczasem stało się inaczej. Łyknęłam treść w niecałe dwa dni. Przez większość czasu nie byłam ani zdziwiona, ani przerażona, stwierdziłam wręcz, że zawartość spływa po mnie jak po kaczce. Historia Krystyny, osoby pracującej w telewizji, a jednocześnie alkoholiczki pijącej od czternastego roku życia owszem, jest przerażająca, ale nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, jak się spodziewałam.

Za to ostatnie dwadzieścia, trzydzieści stron całkowicie zmieniło obraz tej powieści w mojej głowie.

Z przyczyn różnych temat uzależnienia od alkoholu jest mi bliski. Ba, jest bliski prawdopodobnie większości mieszkańców tego kraju. Stereotypowy obraz alkoholika każdy z nas spotyka przynajmniej raz w tygodniu – mam na myśli przysłowiowego wielbiciela tanich alkoholi, stojącego pod lokalnym sklepem lub jadącego komunikacją miejską pod wpływem. Przypadki dobrze wyglądającej – nawiązując do słów Halber – alkoholiczki w zielonych baletkach są przyjmowane (odwołuję się do własnych obserwacji) ze zdziwieniem i niedowierzaniem. Jak to, tak dobrze wygląda, a pije. Ubzdurała sobie. Lubi się zabawić i nagle wymyśla alkoholizm. Odnoszę jednak wrażenie, że to się stopniowo zmienia. Być może dlatego, że w naszym narodzie rozwija się powolutku świadomość tego, iż alkoholizm może się przytrafić nie tylko tym, co stoją pod sklepem i mędrkują o tym, jaki to ten świat jest zły.

Obserwowałam boom na tę powieść z dystansem, ale też lekkim zainteresowaniem. Ciekawiła mnie opinia szczególnie tych znajomych, którzy nie mają alkoholików w rodzinie i którym poruszany dziś temat znany jest z literatury lub filmu. Ogólne wrażenie opisałam Wam powyżej, natomiast zauważyłam także, iż niektóre osoby z mojego otoczenia ucieszyły się, że tego typu powieść wyszła. Pokazała im ona bowiem to, co już powiedziałam w poprzednim akapicie – posunę się wręcz do stwierdzenia, że odczarowała ona trochę zjawisko uzależnienia od alkoholu.

W dodatku autorka podkreśliła też to, iż w przypadku popadnięcia w alkoholizm nie ma mowy o happy endzie. To nie jest choroba, z której się wychodzi. Alkoholik pozostanie alkoholikiem do końca życia, nawet, jak będzie trzeźwy przez iks lat. Uzależnienie nie jest chorobą sensu stricto, ale można je leczyć, by uzależniony mógł ponownie funkcjonować w społeczeństwie i wieść w miarę normalne życie. Niezwykle ważnym fragmentem dla mnie były początki terapii Krystyny, pokazanie ich ze szczegółami.

Tego typu powieści są potrzebne. Moim zdaniem pokazywanie w literaturze czy filmie przykładów pijaczków leżących pod płotem we własnych wymiocinach, paradoksalnie, nie pomoże zrozumieć podłoża zjawiska alkoholizmu. Do takich widoków zdążyliśmy się już przyzwyczaić i przestaliśmy na nie reagować. Większy szok daje pokazanie takiej Krystyny, jej drogi do trzeźwości, wzlotów i upadków. Tego, jak uważa się za najgorszego człowieka na świecie, mimo, iż nie ma ku temu podstaw.

I za to Pani dziękuję, Pani Małgorzato.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii E-booki, pozostałe, Z innej beczki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Z innej beczki: Małgorzata Halber, „Najgorszy człowiek na świecie”

  1. Lolanta pisze:

    Dobrze powiedziane, że ta książka trochę „odczarowuje” alkoholizm jako chorobę pijaczków spod monopola. Takie publikacje są potrzebne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s