Wątek żydowski: Stefania Grodzieńska, „Urodził go ‚Niebieski Ptak'”

11914223_974516735941981_3319840719452730045_n Wydawnictwo Akapit Press, Łódź 2000
Liczba stron: 230
Źródło: z wymiany 🙂

Coś czuję, że zaczyna u mnie kiełkować zainteresowanie dwudziestoleciem międzywojennym. Przedstawiam Wam powieść nie tyle biograficzną, co napisaną z miłością i przyjaźnią o drugim człowieku, wybitnym konferansjerze międzywojnia.

Gdybym miała wymienić wszystkie swoje wymówki, które sprawiły, że do tej pory nie przeczytałam nic autorstwa Grodzieńskiej, starczyłoby tego na dwa albo i trzy wpisy. Ile razy mijałam jej książki w rozmaitych bibliotekach, mówiąc sobie Nie, nie tym razem, o, patrzcie, Szczygielski na półce… I w ten oto magiczny sposób zeszło się kilka lat, nim w sposób kompletnie niespodziewany w moim domu znalazło się Urodził go „Niebieski Ptak”.

O międzywojniu w Polsce wiem może troszkę więcej, niż statystyczny obywatel*, ale uwierzcie mi – niewiele więcej. Prędzej zasypię rozmówcę rozmaitymi żydowskimi ciekawostkami, niż konkretną wiedzą. Na szczęście do poszerzania horyzontów nieustannie inspiruje mnie Dorota z Rach Ciach, wielka fanka dwudziestolecia międzywojennego w ogóle, a co dopiero mówić o Polsce… 😉 Niemniej jednak za swój kamień milowy w dziedzinie poznawiania tego okresu uznaję właśnie omawianą dzisiaj książkę.

Gawęda (bo inaczej bym tego nie nazwała) Grodzieńskiej o Fryderyku Járosym nie zna żadnych granic. Ani obyczajowych, ani czasowych, ani kulturowych. To niezwykła opowieść o niezwykłym człowieku, kimś ponadczasowym, który właściwie zbiegiem okoliczności znalazł się w Polsce i uznał ją po pewnym czasie za swoją ojczyznę.

Jak wypowiedzieć się o Węgrze, który zamieszkał w Warszawie, nauczył się polskiego i dzięki któremu świat poznał wiele utalentowanych osób, m.in. Hankę Ordonówną czy Stefanię Grodzieńską właśnie? Járosy we wspomnieniach swej „szarpió” (z obowiązkowym akcentem na „o”) jawi mi się jako Bóg w ciele człowieka, osoba, co potrafiła wydobyć ze swoich artystów to, co najlepsze, dostrzec ich ukryte talenty…

Zastanawiacie się zapewne, czemu o tym wszystkim piszę. Wszakże miałam Wam przedstawić wątek żydowski, zawarty w tej troszkę szalonej i chaotycznej gawędzie, nie zaś rozwlekać się na zupełnie inne tematy…

Moi drodzy, podczas lektury zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy, o której sporo ludzi zapomina w dzisiejszych czasach. Przedwojenna Polska była Rzeczpospolitą wielu narodów. Dosłownie. Powiedzcie mi, gdzie indziej bowiem mogły przed drugą wojną światową powstać teatry, w których grali obok siebie rozmaici artyści – Polacy niekoniecznie urodzeni w ojczyźnie, Polacy żydowskiego pochodzenia, sami Żydzi… A dowodził nimi spolonizowany Węgier, słynny ze swojej specyficznej polszczyzny. Mówiąc o międzywojniu, absolutnie nie wolno zapominać o tym, że nie wszyscy mieszkańcy naszego pięknego kraju byli Polakami w naszym tego słowa znaczeniu. Wiecie, urodzonymi tutaj, z rodziców Polaków, mówiącymi od początku tylko po polsku.

Grodzieńska miała w moim odczuciu zamiar nie tyle przedstawienia sylwetki swojego mistrza i przyjaciela, co powrócenia po raz nie wiadomo który wspomnieniami do czasów, które minęły. Do tej międzynarodowej menażerii, grającej w teatrach rewiowych, mówiącej niekoniecznie dobrze po polsku. Menażerii, której ona i jej mąż Jerzy Jurandot byli przedstawicielami (obydwoje żydowskiego pochodzenia, proszę państwa, jakby ktoś nie wiedział).

Autorka niespecjalnie mówiła w swoim monologu o własnym pochodzeniu. Teoretycznie mogłabym odłożyć tę książkę na półkę i nie wspominać o niej wcale… Widzicie, nie mogę. Zbyt wiele razy tematyka żydowska się tutaj pojawia. Pochodzenie znajomych Stefanii i jej męża, pobyt w getcie (sam Járosy się tam nawet ukrywał!), horror czasów wojny, która pochłonęła życie wielu bliskich Grodzieńskiej osób… Mogła także pochłonąć Járosego.

Ta ciut szalona biografia przesycona jest żydowskością. Grodzieńską i jej mężem, ich rodzinami, przyjaciółmi, znajomymi… Wiele razy podczas lektury łezka kręciła mi się w oku, że nie dane mi było żyć w tak mieszanym środowisku. Chociaż z drugiej strony także nie umiem nie cieszyć się, że nigdy nie musiałam patrzeć na tragedie podobne do tych, którymi świadkami byli Járosy oraz Grodzieńska…

Kochani, warto przeczytać Urodził go „Niebieski Ptak” chociażby dla uroku lat międzywojnia, tych rewii, piosenek mających sens (nie to, co dzisiaj), początków polskiego kina, ale nie tylko. Dla mnie pozycja ta jest wprowadzeniem do większych badań nad Żydami w międzywojniu. Nie odpuszczę, nie po przeczytaniu tak dobrej książki!

Na poprawę humoru łapcie utwór, któy wygrzebałam jakiś czas temu na YouTube. Jest to piosenka Járosego, śpiewana wraz z Leną Żelichowską. Oj, wywołuje uśmiech praktycznie natychmiast 😉

*badań nie przeprowadzono, to tylko przejaw mojej czechożydkowej pychy. Cóż, każdy ma jakieś wady.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii pozostałe, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wątek żydowski: Stefania Grodzieńska, „Urodził go ‚Niebieski Ptak'”

  1. Grodzieńska o swoim pobycie w getcie nie chciała mówić i pisać, stąd te wszystkie przeskoki w „Niebieskim ptaku”, czemu trudno się dziwić. Przed śmiercią zainspirowała Marcina Szczygielskiego do napisania „Arki czasu”. Jej i Jurandota wspomnienia z tamtego okresu ukazały się całkiem niedawno. A jeśli nie dotarłaś, to polecam to wspomnienie: http://www.zchor.org/birenbaum/ney.htm
    A oczywiście biografia Jarosyego jest cudna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s