Wątek żydowski: Andrzej W. Sawicki, „Nadzieja czerwona jak śnieg”

nadzieja_czerwona Agencja Wydawnicza RUNA, Warszawa 2011
Liczba stron: 528
Źródło: pożyczone

Że Polacy potrafią być odważni i waleczni, wiadomo nie od dziś. A jak z Żydami, chcącymi walczyć w słusznej sprawie?

Wpis dedykowany Kamilowi Pancewiczowi za bycie dwusetnym fanem bloga na Facebooku 🙂

Dzisiaj przyszedł czas na lekturę czysto patriotyczną. I fantastyczną.

*brawa dla Doroty za wielce błyskotliwy dobór słów*

Moi drodzy, przyszło mi się zmierzyć z tematyką, o której ostatnio słyszałam… w liceum. Moja wiedza na temat powstania styczniowego jest, prawdę mówiąc, nikła: ze szkoły pamiętam jedynie lekcje historii, panującą na nich nudę oraz fragment Nad Niemnem, kiedy to bohaterowie Orzeszkowej szli odwiedzić mogiły powstańców. Nauczyciele w moim liceum potrafili zabić każdy ciekawy temat, mało co porywało na ich lekcjach… Jedyne, co przykuło moją uwagę, to wyżej wspomniane Nad Niemnem. Tak, wiem, jestem dziwna, ale opisy przyrody jakoś mnie nie odrzuciły…

Czechożydkowe podejście do dzieł Orzeszkowej zostawmy na boku, przejdźmy do meritum. Oto, ja, Czechożydek, lat dwadzieścia cztery, sięgnęłam po coś związanego z powstaniem styczniowym. Po raz pierwszy od kilku lat.


Stanisław Witkiewicz, Ranny powstaniec

Podstawowe dane na temat powstania zna chyba każdy dorosły Polak. Wiecie, że miało ono miejsce w 1863 roku, trwało kilka miesięcy, zakończyło się klęską i tak dalej. Na lekcjach historii mówi się o dobrych Polakach i złych Moskalach, chcących stłamsić polskość i zrusyfikować, co popadnie. Gdzie w tym wszystkim jednak podziały się mniejszości, mieszkające przecież na terenach dawnej Rzeczypospolitej?

Andrzej W. Sawicki postanowił napisać powieść, w której do dwóch wspomnianych narodów dołączają (oprócz Kozaków, ale oddzielna kwestia) także Żydzi. Grupa wyobcowana, trzymająca się razem, a której przedstawiciele często żyli w strachu przed Polakami i ich antysemityzmem.

Co z tego wszystkiego wynikło, zapytacie? Całkiem ciekawa fikcja z powstaniem styczniowym na pierwszym planie.


Artur Grottger, cykl Polonia IV, Bitwa

Autor wpadł na niezwykle ciekawy pomysł i obdarzył część swoich bohaterów tzw. mutatio – mutacją, wywołującą nadprzyrodzone zdolności. Geneza całego tego zjawiska jest długa i kręta, nie chcę jej tutaj przywoływać, ponieważ obawiam się zdradzenia zbyt dużej części fabuły. Niemniej jednak tak się stało, że główną rolę grają w tej powieści właśnie ludzie dotknięci mutatio, zwani też z rosyjska oborotenami – między innymi człowiek potrafiący spowolnić czas kosztem odebrania części życia innych osób, szlachcianka silna jak tur, mogąca blokować moce swoich towarzyszy czy też dziewczę w męskim przebraniu, uwodzące swoim spojrzeniem. W dosłownym tych słów znaczeniu. Celem jednego z oborotenów, Jana Jemioły, jest zgromadzenie jak największej ilości odmieńców, by wykorzystać ich moce do pokonania wojsk wroga i wygrania powstania, a co za tym idzie – próby zdobycia niepodległości Polski.

Wątek żydowski w całości dotyczy postaci Wandy Szczurówny, córki szewca, której siła tkwiła w głosie. Kilkunastoletnia ruda Żydówka potrafiła powalić cały tłum ludzi jednym wrzaskiem o mocy tak potężnej, że często i śmiertelnej.

 Jan Matejko, Polonia

Z rosnącą ciekawością śledziłam losy dziewczyny, która czuła się Polką i która pod wpływem impulsu postanowiła opuścić ojca i iść do powstania. Mimo swojego pochodzenia natychmiast została przyjęta w szeregi powstańców, stając się sanitariuszką i pomocnicą polowego lekarza. Raz na jakiś czas udawało jej się wykazać na polu bitwy, kiedy wymagała tego potrzeba lub kiedy życie bliskich Wandzie osób znajdowało się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Bohaterka czuła, że ludzie pamiętają o tym, skąd pochodzi i jakiego jest wyznania, nie spotykała się ona jednak z bardzo nasilonym antysemityzmem. Wywołało to u mnie nie radość, a lekki niepokój, niestety… Nie, żebym wymagała od autora nie wiadomo jakich rzeczy, niemniej jednak cały czas coś mi nie grało w tej opowieści.

Przede wszystkim – z tego, co wiem (jak się mylę, niech mnie ktoś natychmiast poprawi!!!), to Polacy nie przyjaźnili się z Żydami. Może zdarzały się sporadyczne przypadki, ale scena, kiedy to szlachcianka z dworku niedaleko domu rodzinnego Wandy decyduje się iść z nią do powstania, bo czuje się jej duchową siostrą jako kobieta i nieważne jest dla niej pochodzenie, nie bardzo do mnie przemawia. Owszem, ładnie to wygląda na papierze, ale czy tak mogło być w rzeczywistości?

Wanda mówiła po polsku jak Polka, co w tamtych czasach w przypadku Żydów było normalne i tego nie będę się czepiać. Dwujęzyczność nie była jednak specjalnością Polaków*, mało który z nich znał jidysz – prędzej podejrzewałabym szlachciców o znajomość pojedynczych słówek, przede wszystkim przekleństw. Moment, kiedy to Wanda wita jedną z bohaterek (Polkę!) zwrotem Wi gejtz?, czyli Jak leci?, a ta jej zaczyna opowiadać, co się z nią działo danego dnia, wprawił mnie w konsternację… Że co, że tamta ją zrozumiała od razu…?

Tego typu kwiatków jest dużo, dużo więcej. Wanda Szczurówna została przedstawiona w niestereotypowy i według mnie trochę nierealny sposób, bo jako pełnoprawny powstaniec, walczący w ramię w ramię z Polakami, którego odrębność kulturowa była szanowana. Nikt nie usiłował jej nawracać, nie czyniono jej żadnych docinków z powodu pochodzenia… Mało kto był do niej tak naprawdę uprzedzony.

To zbyt piękna wizja, by mogła być prawdziwa.


Michał Elwiro Andriolli, Walka powstańcza

Jeżeli chodzi o Nadzieję czerwoną jak śnieg** to nie mam wielkich zastrzeżeń. Czytało mi się to dobrze; na samą tematykę mutacji przymknęłam oko właściwie od razu, nie chcąc marnować godzin nad zastanawianiem się, czy ta teoria ma sens, czy nie, wolałam skupić się na tym, o czym dzisiaj piszę.

Polecam tę książkę przede wszystkim fanom fantastyki, którzy chcą zrobić sobie przerwę od sztandarowych dzieł tego gatunku i spojrzeć na fragment historii swojego narodu z trochę innej perspektywy.

Kamilu, bardzo Ci dziękuję za wybranie dla mnie takiej lektury, odprężyłam się przy niej 🙂

*oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że Polacy potrafili być wielojęzyczni – znali przede wszystkim francuski, niemiecki, rosyjski, czasem nawet i angielski, natomiast znajomość jidysz była czymś niezwykle rzadko spotykanym.

**swoją drogą tytuł bardzo mi się podoba, mimo, iż na pierwszy rzut oka wydaje się być nielogiczny. Jesteście ciekawi, skąd się wziął? To zapraszam do lektury. 🙂

Źródło obrazów: Wikipedia Commons

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura polska o Żydach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wątek żydowski: Andrzej W. Sawicki, „Nadzieja czerwona jak śnieg”

  1. Lolanta pisze:

    Strasznie to skomplikowane jak dla mnie :/ Postanie i mutacje… no nie wiem… jkoś tak przekombinowane się wydaje.

  2. A Żeromskiego w szkole nie było? U niego też sporo o powstaniu styczniowym 😉
    Jest wiele powieści innych, w wieku szczenięcym czytywałem namiętnie, dziś pewnie trudno dostępne, bo biblioteki miejskie pozbywają się starych książek i odnawiają księgozbiory. Zbeletryzowana historia ma u mnie wiele miejsca w sercu, więc chętnie przeczytam i tę książkę, jeśli tylko czas pozwoli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s