Stand by me :)

Stało się. Wyszłam za mąż!!!

Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Raz wyczekiwany, raz znienawidzony, musiał nadejść. Trzeci października 2015 roku. Dzień, kiedy to miałam zmienić nie tylko nazwisko, ale także – jakby nie było – część swojego życia.

Oj, to nie był zwyczajny czas. Przede wszystkim nie można tu mówić o utartym obrazie, kiedy to jako panna młoda siedzę w domu i denerwuję się wszystkim. Nerwy miały dopiero nadejść 😉

12132665_1092209517456209_276364727912911288_o (1)

Trzeci października zaczął się dla mnie dość wcześnie rano, bo w okolicach godziny siódmej. Opuściłam zaspanego Jakuba i… poszłam na kawę. Z innym mężczyzną. Innym niż mój narzeczony! *miejsce na hejt*

Możecie mnie odsądzać od czci i wiary, ale nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak bardzo była mi potrzebna ta kawa, połączona ze spacerem i streszczaniem wielu ważnych chwil. W tym miejscu podziękowania za wsparcie i najpiękniejsze życzenia na świecie należą się Mantasowi z Podróży Mantasa – kiedyś Ci się za to wszystko odwdzięczę, stary 😉

Wróciłam w samą porę, by przygotować się do bardzo ważnego etapu – metamorfozy. Za mój wygląd odpowiedzialne są Asia i Irma, które zrobiły ze mnie najprawdziwszą Pannę Młodą. Kuba siedział sobie z boku i tylko obserwował, jak to się przepoczwarzam 😉 W pewnym momencie karmił mnie nawet, bo nie mogłam wstać z krzesła…

Opłaciło się siedzieć grzecznie i słuchać poleceń fryzjerki i makijażystki. A także świadkowej, która do nas dołączyła po jakimś czasie. Dziewczyny, bez Was bym pewnie poległa i poszła do ślubu wyglądająca jak debil, a dzięki Wam na jeden dzień zostałam księżniczką 🙂

12109991_1092209670789527_9128391471209032618_o (1)

Dotarliśmy do Pałacu Ślubów na czas, w okolicach trzeciej. Nie było korków, opóźnień, nic się nie wydarzyło po drodze. Pozostałe do ceremonii piętnaście minut było najdłuższym kwadransem mojego życia – nerwy dawały już mocno o sobie znać, o Jezu, co to będzie, dlaczego to się nie zaczyna, coś jest nie tak, nieeeeeee!!! I tym podobne histerie.

Histerie skończyły się w momencie wkroczenia do sali, gdzie mieliśmy zmienić nasz stan cywilny i stać się pełnoprawną rodziną (Boże, jak to brzmi). Zabrzmiało Sunrise Sunset, grane na skrzypcach przez naszego dobrego kolegę Piotrka Gadzinę. Wiecie, jak bardzo musiałam się powstrzymywać od płaczu? 😉 Goście się nie krępowali i ocierali łzy otwarcie, słuchając w skupieniu, jak wypowiadamy słowa przysięgi.

Było dużo wzruszeń, ale także i śmiechu, ponieważ trafiliśmy na najlepszą możliwą urzędniczkę, po której widać było lata doświadczeń w udzielaniu ślubów. 😉

Po ceremonii i szeregu życzeń zapakowaliśmy się do naszego mercedesa i ruszyliśmy wraz ze świadkami w kierunku Marek.

12140901_1092209830789511_6456820930521518663_o

Obiad przerósł nasze oczekiwania. Wiecie, wybieraliśmy zastawę, dania, dodatki, ale nie do końca wiedzieliśmy, jak to wszystko będzie wyglądało razem jako gotowa aranżacja. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni, podobnie, jak nasi goście.

Te kilka godzin w IKEA upłynęło jak z bicza strzelił – pojedliśmy, biegaliśmy z Jakubem od jednego stołu do drugiego, rozmawiając z gośćmi, a także z osobami, które do nas podchodziły. Mimo początkowych obaw wszystko poszło jak z płatka. Jedyne, czego brakowało naszym bliskim, to pierwszego tańca, ale na ten przyjdzie jeszcze czas – dzisiaj, podczas imprezy dla znajomych, o której pewnie też napiszę kilka słów.

Pomysł na obiad w IKEA był ryzykowny, nie znam niczego, co miałoby podobny wymiar i odbyło się w naszym pięknym kraju. Jeżeli Wy coś znacie, to napiszcie, chętnie się dowiem. Wracając – baliśmy się, jak to będzie wyglądało, czy przebieg nie zostanie zakłócony… Obyło się bez problemów, a późniejszym marudzeniem ludzi, którzy nawet nie byli na miejscu, nie przejmowaliśmy się wcale.

Od momentu ukazania się pierwszego postu na Blogogodowym landing page’u przez Internet przetoczyła się fala hejtu i ogólnego niezadowolenia z powodu naruszenia przez nas sacrum, którym jest ślub i wszystkie związane z nim sprawy. Począwszy od złośliwych artykułów, przez morze komentarzy, a skończywszy na tekście z Dużego Formatu, co do którego myśleliśmy, że będzie wyglądał zupełnie inaczej (nie ma sensu już tego roztrząsać, wyszło, jak wyszło). Posądza się nas o, kolokwialnie rzecz ujmując, sprzedanie się, sprzedanie swojego ślubu i „wesela”, komercjalizację ślubu i odarcie z intymnej otoczki.

Sama ceremonia w Pałacu Ślubów miała charakter intymny. Byliśmy my, urzędniczka, nasi goście, skrzypek. Wszystko odbyło się tak, jak chcieliśmy. A reszta? Niech każdy myśli, co chce. Od siebie mogę dodać, że żaden hejt, żaden wpis na nasz temat nie odbierze nam tego, co przeżyliśmy – tego, że mieliśmy naprawdę fajny, ciekawy ślub. Bo jak śpiewa Barbra Streisand:

There are certain things that once you have
No man can take away-
No wave can wash away-
No wind can blow away-
And now they’re about to be mine!

I na tym zakończę swoje dywagacje. 🙂 W imieniu swoim i Jakuba dziękuję za wszystkie życzenia, ale także za słowa krytyki, które świadczyły o wielkiej kulturze osób je wypowiadających.

Przed nami wspomniana impreza, potem jeden dzień pracy i podróż poślubna! 🙂

Dotarliśmy do IKEA, jest świetnie! #Blogogody

A post shared by Jakub Prószyński (@jakub_proszynski) on

Fotografie są autorstwa Agnieszki Wanat, naczelnej fotografki polskiej blogosfery. Ostatnie zdjęcie pochodzi z Instagramu Jakuba 😉

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogogody, czechożydek i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Stand by me :)

  1. Lolanta pisze:

    Chyba nie ma co strzępić już języka, że tradycyjne śluby też są odarte z intymności? Bo chajtanie się w towarzystwie gości, z których większość albo się ledwo zna, albo nawet nigdy nie widziało, a trzeba było zaprosić, bo to przecież ciocia/wujek/kuzyn/ktokolwiek i TAK WYPADA.

    Macie u mnie wielkiego plusa, za to, że doprowadziliście sprawę do końca (nie w sensie, że ślub, tylko o jego formę mi chodzi ;)), mimo hejtu, jaki pojawił się na kilka tygodni przed ślubem. Bo nie ma nic zabawniejszego, jak spieprzyć Państwu Młodym czas oczekiwania do jednego z ważniejszych dni w życiu. Czy my naprawdę musimy się wszyscy gryźć nawzajem?

    • czechozydek pisze:

      Wiesz, wychodzę z założenia, że w każdym człowieku jest zło. To zło ma wiele twarzy i wyłazi na wiele różnych sposobów – niektórzy robią innym fizyczną krzywdę, piją, znęcają się, terroryzują, obgadują, kaleczą swoje ciało… A niektórzy wolą przemoc słowną i hejt. Nie mówię, że dzieje się nam krzywda, chociaż nigdy nie chciałabym usłyszeć, że jesteśmy podludźmi, że się sprzedaliśmy, że uprawiamy współczesną formę prostytucji. Widzę po prostu, że zło nagromadzone w ludziach miało okazję wyjść właśnie teraz.
      Cieszę się, że nas wspierasz, że powiedziałaś tyle ciepłych słów. Są one dla nas o wiele ważniejsze niż jacyś hejterzy, których nigdy na oczy nie widzieliśmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s