Co można zobaczyć w Fort William? (21.10.2015)

Pytanie z tytułu notki zadawałam sobie wielokrotnie jeszcze podczas pobytu w Polsce. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym mieście, nie wiedziałam, co się w nim tak właściwie znajduje i czemu tam ciągnie Kubę.

Pojechałam więc do Fort William, nie wiedząc absolutnie nic na temat tego miejsca. Raz na jakiś czas można sobie zrobić niespodziankę i wyruszyć gdzieś bez żadnego przygotowania ani zaplecza informacyjnego. 🙂

Pogodę mieliśmy prawie stereotypową – było chłodno, wietrznie (czasem aż za bardzo), z rzadka zza chmur wychylało się słońce. Dojechaliśmy w niecałe trzy godziny autobusem Citylinku do dworca w Fort William, mieliśmy okazję podziwiać po drodze rewelacyjny szkocki krajobraz – pagórki, wzgórza, wodospady, pasące się owce, strumienie, jeziora… Widzieliśmy sporo turystów zatrzymujących się na chwilę swoimi samochodami tylko po to, by zrobić kilka zdjęć. Wcale się im nie dziwię.

Wylądowaliśmy na dworcu i zrobiliśmy to, co zazwyczaj – wyjęliśmy mapę w celu zlokalizowania pierwszej atrakcji. Za taką uznaliśmy jezioro Loch Linnhe, znajdujące się kilkaset metrów dalej (nim jednak doszliśmy nad brzeg, sporo kluczyliśmy – zabudowa lokalnego uniwersytetu nie pomagała nam w wojażach, kto to widział budować budynki tuż nad wodą).  Jezioro jak jezioro, spodobał nam się za to brzeg, rosnące na nim drzewa oraz krzaki. Wiecie, spotkanie z przyrodą 🙂 Zwłaszcza, że niedaleko jeziora była całkiem przyjemna ścieżka.

Samotny wędrowiec Jakub patrzy na dalekie wzgórza. #pijarukoksu #cathrynekpodróżuje #szkocja #scotland #fortwilliam

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Później wyruszyliśmy na poszukiwania ruin zamku z trzynastego wieku, które są jedną z bardziej znanych atrakcji Fort William. Kuba coś jeszcze przebąkiwał o forcie, że chce tam iść, ale zamek okazał się być ważniejszym. I dobrze, bo w przeciwieństwie do niewielkich pozostałości po forcie (Jakub był zawiedziony) zamek okazał się być świetnym miejscem spotkania z historią. Jak nie jestem miłośniczką średniowiecza, tak tam mi się podobało.

W drodze do ruin zobaczyliśmy w oddali wyglądający na bardzo stary cmentarz, znajdujący się na… pastwisku. Jako miłośniczka cmentarzy (o czym jeszcze Wam opowiem we wpisie o Aberdeen) musiałam, no musiałam tam iść, nie wiedziałam jednak, z której strony jest wejście. Na to natknęliśmy się przypadkiem, kiedy szliśmy od lokalnej destylarni whisky w kierunku centrum miasta.

Do tej pory nie wiem, czemu teren tego cmentarza był jednocześnie pastwiskiem dla owiec, mimo, iż znajdowało się na nim kilka względnie nowych nagrobków. Czemu ta nekropolia była malutka, nieoznakowana… O jej istnieniu świadczyły tylko pomniki, nic więcej…

Poniżej macie nasze zdjęcie, zrobione na pastwisku (spory kawałek za ostatnimi grobami).

Państwo Prószyńscy. #pijarukoksu #czechożydek #fortwilliam #szkocja #scotland #cathrynekpodróżuje

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

A tu już zdjęcie jednego z grobów. Nie mogę się nadziwić.

Opuszczony cmentarz na pastwisku - takie rzeczy tylko w Szkocji. #scotland #szkocja #cathrynekpodróżuje #fortwilliam

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Po różnych perypetiach związanych z obieraniem azymutu i docieraniem do miasta (mapa jedno, oznaczenia po drodze drugie, nasze przyzwyczajenia dotyczące poruszania się po miastach trzecie) znaleźliśmy się w centrum. Pogoda zaczęła się coraz bardziej psuć, w dodatku zorientowaliśmy się, że właśnie zamknięto muzeum, do którego chcieliśmy się wybrać… Niezrażeni poszliśmy deptakiem, oglądając mijane witryny sklepowe i szukając jednocześnie miejsca, gdzie podają jedzenie. Ciepłe.

Deptak sam w sobie przypadł mi do gustu – czułam się jak w jakiejś nadmorskiej miejscowości, w sezonie pełnej turystów. Fort William jest miastem turystycznym, w wielu miejscach można było wynająć pokoje, także przypuszczam, że w lecie (o ile pogoda na to pozwala) panuje tam całkiem spory tłok.

Samotny wędrowiec Jakub przemierza miasto. #pijarukoksu #scotland #szkocja #fortwilliam #cathrynekpodróżuje

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Na koniec poszliśmy do lokalnego centrum handlowego – o ile można tak nazwać budynek z marketem i małym barem szybkiej obsługi. Podczas robienia drobnych zakupów urządziliśmy sobie małą wycieczkę po sklepie, szukaliśmy lokalnych specjałów i produktów niedostępnych w Polsce. Możecie sobie wyobrazić nasze zdziwienie, kiedy w dziale Eastern European znaleźliśmy samo polskie jedzenie… Gorące kubki, paszteciki, nawet makaron wadowicki o.O

Polecam Fort William jako miejsce na weekendowy, spokojny wypad. Może to, co napisałam, nie brzmi zbyt zachęcająco, ale dobrze się tam bawiłam. Podejrzewam, że przy słonecznej pogodzie jest to idealne miejsce na jednodniowe wyrwanie się z wielkiego miasta.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogogody, Podróże małe i duże i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Co można zobaczyć w Fort William? (21.10.2015)

  1. Rayvert pisze:

    Hmmm… jest rok 2015, a Wy robicie wrazenie jakby to byla pierwsza Wasza podroz zagraniczna…
    Hallo ???! ;-))
    Ladne fotki szkockiej przyrody. Nic nie wspominacie o rodakach z malej ani duzej litery haha w miastach ,moze na szczescie nie bylo takowych.
    O Fort William czytalem jeszcze jak mieszkalem w Angli, ze ktoregos roku „lato trwalo tam jeden dzien”…

    Pozdrowienia dla sympatycznych blogerow, aha :

    PS Wlasnie przeczytalem reportaz z Waszego slubu w Duzym Formacie, no i dlatego czytam Twego bloga.
    Troche nie rozumiem calego zamieszania…
    Przeciez to Wasza sprawa gdzie slub bierzecie,
    taki warszawski lans to nie dlatego ze chcieliscie jeno ze tylko taki wybor byl…domyslam sie.
    Dosrali Wam nieco w tym artykule, co moim zdaniem nie jest na miejscu.
    Sa opinie ze to makdonaldyzacja umyslu zeby sie zgodzic na takie cos, ze brak gustu, ze obciach,
    ze to ze tamto…osobiscie uwazam ze to Wasza sprawa, ucieszylo jakies weganskie danie w menu,
    no nie rozumiem jak mozna sie czepiac az tak,
    gdyby ktos slub bral na cmentarzu, na miejscu katastrofy, w rzezni czy agencji toffarzyskiej czy podobnie negatywnym miejscu : to rozumiem dosrania i hejty,
    ale w Waszym przypadku „maly trojkacik z ikeja” mnie nie szokuje hehe 😉
    Mieliscie swoje 5 minut medialne, ciekawe : co bedzie dalej ?
    Oby bardziej oryginalnie.

    Pozdrawiam serrrdecznie, oryginalniej i zycze szczescia w malzenstwie, zyciu i tak dalej.

    • czechozydek pisze:

      Hej,
      to nie była nasza pierwsza podróż zagraniczna, Kuba ze mną trochę jeździł po Czechach. To był pierwszy tak długi pobyt poza granicami naszego pięknego kraju 😉
      Skoro o tym mowa – rodacy na wyspach to oddzielny temat, którego nie zamierzam poruszać, bo to temat nie na tego bloga.
      Dziękuję za miłe słowa – wspominam obiad dla rodziny bardzo pozytywnie, wegańskie danie mnie też ucieszyło (bo było odmianą, goście chętnie się częstowali). Co będzie dalej, czas pokaże.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s