Aberdeen, Granitowe Miasto (23.10.2015)

Na Aberdeeen uparłam się ja. Przede wszystkim podoba mi się nazwa tego miasta, byłam także ciekawa, co się w nim znajduje, jak wygląda. Powiedzieć, że jechałam w ciemno, to stanowczo za mało – jedyne, co wiedziałam o Aberdeen to fakt, iż jest nad morzem. I że ma synagogę 😉 #zwiedzanieczechożydka

Wiecie, czasami mam przeczucie, że w danym miejscu znajdę coś ciekawego. Nie wiem, skąd się to przeczucie bierze, dlaczego ciągnie mnie w tak nietypowe tereny (upierałam się m.in. na Cieszyn i Ostrawę, nie bardzo wiedząc, co tam właściwie jest). Cóż, w przypadku Aberdeen przeczucie trochę mnie zawiodło, ale konieć końców nie było tak źle.

Wbiliśmy się na przysłowiowy krzywy ryj Jakimś cudem dostaliśmy się do autobusu jadącego do Aberdeen wcześnie rano. Nie bądźcie nami, zaklepujcie miejsca w Citylink, by potem nie zostać z niczym. To kosztuje za dużo nerwów 😉

Z Glasgow do Aberdeen jedzie się cztery godziny bezpośrednio. Miasto przywitało nas… Wiatrem. Ostro wiejącym wiatrem. Matko jedyna, nasuwają mi się jedynie wulgaryzmy, kiedy wspominam ten wiatr. Nie dziwię się, byliśmy w końcu nad morzem, niemniej jednak wyjście z ciepłego autokaru na zimno wcale nie należy do przyjemności.

Generalnie zabudowa była szara. Wiem, bardzo błyskotliwe spostrzeżenie, ale taka jest prawda. Aberdeen nazywane jest Granitowym Miastem ze względu na to, iż głównym budulcem tam wykorzystywanym był swego czasu granit. Tyle Wikipedia, od siebie dodam, iż zabudowa niespecjalnie mnie powaliła, zlewała mi się w jedno. Dlatego też nie znajdziecie tutaj za dużo zdjęć z samego miasta. Według mnie większość budynków wyglądała tak, jak to, co stoi za pomnikiem ze zdjęcia powyżej. Żeby nie było – zdarzały się wyjątki!

Niemniej jednak Aberdeen zdołało mnie zaskoczyć czymś innym…

To, co przed chwilką widzieliście, jest zdjęciem lokalnego cmentarza. Podzielonego na dwie części ulicą. Jak żyję, nie widziałam nekropolii bez drzew, w dodatku tak dużej! Kiedy tylko doszliśmy do ogrodzenia, natychmiast zarządziłam, że tam wchodzimy – ja będę robić zdjęcia, a Kuba niech robi, co chce. 😉 Pomijam fakt, że znowu dostawałam kociokwiku i musiałam dla uspokojenia wypatrywać krzyży, by nie mylić napotykanych nagrobków z macewami* – tym razem moją uwagę przykuły rozmaite epitafia, opisujące zarówno samego zmarłego, jak i stosunek rodziny do jego osoby. Ale, ale, to temat na inną okazję, inny wpis.

Z cmentarza udaliśmy się na plażę, gdzie czekała mnie niespodzianka, a mianowicie dużo muszli!!! Zbierałam je jak szalona, przy okazji zalewając sobie buty wodą (siostro moja, zrozum, jak wielkie było poświęcenie z mojej strony, kiedy szukałam prezentów dla Ciebie!). Umorusana i poganiana przez śmiejącego się ze mnie męża ruszyłam na poszukiwania czegoś do jedzenia. Na mieście, oczywiście.

Gdyby ta restauracja serwująca polskie potrawy była otwarta, na pewno byśmy do niej wstąpili. Już z daleka wypatrzyliśmy swojsko brzmiącą nazwę, ale musieliśmy obejść się smakiem – Bigos otwierał się niedługo przed odjazdem ostatniego autokaru do Glasgow.

Udało nam się za to poczynić drobne zakupy. W lokalnym sklepie z komiksami Jakub zakupił tego oto Deadpoola, który okazał się być skarbonką. Mamy do czego wrzucać drobne, które przekażemy na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy! 🙂

Wpis może nie za bardzo przybliża Wam Aberdeen i lokalne atrakcje. Wierzę, że takowe są. Nie mieliśmy czasu na wstąpienie do muzeum, zrobiliśmy sobie tylko długo spacer po mieście, zahaczając o plażę, , cmentarz, synagogę i kościół z malutkim cmentarzykiem w samym centrum. Podejrzewam, że gdybyśmy mieli ze dwa, trzy dni, na pewno zwiedzilibyśmy wszystko, co się da. Jeżeli ktoś z Was kiedykolwiek zahaczy o Aberdeen, niech się podzieli swoimi wrażeniami. 🙂 Cieszę się, że tam byłam, nie uważam, że ten dzień był dla mnie stracony.

*Piszę ten wpis po Wszystkich Świętych, kiedy to udaliśmy się z Kubą na Stare Powązki, a także na cmentarz żydowski na Woli. Podczas spaceru po tym drugim mój własny mąż zaskoczył mnie stwierdzeniem: „Dorota, teraz to Ci się nie dziwię, żę tak reagowałaś w Szkocji na widok nagrobków”.

Zobacz także:

Glasgow jako destynacja podróży poślubnej. Dlaczego?

Nad pięknym szkockim jeziorem – Loch Lomond

Z wizytą w stolicy Szkocji – Edynburg

Co można zobaczyć w Fort William?

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogogody, Podróże małe i duże i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s