Czechożydek na tropie – poszukiwanie żydowskich akcentów w Szkocji

Wiecie, że Szkocja była pomysłem Kuby. To On od urodzenia marzył o tym, by tam pojechać, zobaczyć zamki, wzgórza, krajobrazy. Mnie bardziej ciągnie na wschód, w kierunku Ukrainy, Litwy, Białorusi. Zgodziłam się jednak polecieć w podróż poślubną do Glasgow właśnie*, ponieważ chciałam zrealizować marzenie swojego męża.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spróbowała znaleźć śladów żydowskiej obecności. 😉 Jakub załamywał ręce wielokrotnie, zarzekał się, że nigdzie ze mną nie pójdzie, pytał, czy ja zawsze muszę szukać Żydów i czy nie mogę chociaż raz od nich odpocząć…

Chyba wiecie, jaka była moja odpowiedź. 😉


Powyższe zdjęcie jest efektem mojego przypadkowego znaleziska w Kelvingrove Art Gallery and Museum. W życiu bym nie przypuszczała, że wśród wszystkich znajdujących się tam ekspozycji znajdę taką o Żydach w Glasgow oraz o drugiej wojnie światowej.

Sytuacja w galerii wyglądała tak: Kuba w jednej chwili usłyszał moje pytanie Kubuś, czy tamto zdjęcie nie przedstawia przypadkiem Anny Frank?, w drugiej widział mnie obierającą azymut na gabloty z eksponatami. Śmiał się, że sam zdążył obejrzeć pół piętra, kiedy ja fotografowałam każdy przedmiot z osobna oraz czytałam wszystkie podpisy.

Ekspozycja nie jest wielka, zajmuje tylko trzy gabloty oraz jedno malutkie pomieszczenie. To moim zdaniem wystarczy do wprowadzenia zwiedzającego w tematykę Holokaustu oraz powojennej emigracji Żydów do Szkocji. Sama ze sporym zdumieniem czytałam wspomnienia pewnej czechosłowackiej Żydówki, których tekst umieszczony był na planszach wystawowych. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie czeskich ulotek, rysunków dzieci z getta w Terezinie… Mówiłam już, że Szkocja potrafi zaskoczyć?

Skoro już mówimy o Glasgow…

Czechożydek pod synagogą w Glasgow. 🙂 #czechożydek #jewsinscotland #cathrynekpodróżuje #scotland #Glasgow #szkocja

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Moi drodzy, powyżej macie zdjęcie jednej z trzech synagog w Glasgow, o których istnieniu mam jakieś pojęcie. Czemu tylko tej? Pozostałe znajdowały się poza naszym zasięgiem, niestety – były gdzieś na obrzeżach miasta, musielibyśmy przesiadać się sto razy i uważać, by nie zabłądzić. Gdybym była w Glasgow sama, pewnie bym się zdecydowała na takie szaleństwo, znam jednak swojego męża na tyle, by wiedzieć, że nie darowałby mi całodniowego rozbijania się po okolicy w celu odwiedzenia synagogi (co tego zwiedzania i tak nie miałam pewności, ponieważ jedna kongregacja nie odpisała na mojego maila w sprawie wizyty…).

To, co widzicie powyżej, to Garnethill Synagogue. Budynek zlokalizowany jest niedaleko Sauchiehall Street, głównego deptaka w Glasgow. Synagoga powstała pod koniec dziewiętnastego wieku i jest przepiękna! Niestety, nie udało mi się wejść do środka, wizyty można umówić przez telefon lub drogą mailową, na co nie bardzo miałam czas (a Kuba chęć). Doszłam do wniosku, że i tak muszę pojechać do Szkocji jeszcze raz, ponieważ nie dotarliśmy w końcu nad Loch Ness, także wizytę w synagodze mogę spokojnie odłożyć w czasie. Warto było jednak obejść te kilkanaście kroków od deptaka, ponieważ świątynia jest naprawdę bardzo ładna z zewnątrz.

Podobnie nie dostałam się do synagogi w Aberdeen. Pomimo mojego dobijania się do drzwi i dzwonienia nikt nie odpowiadał (ja to mam pecha), pozostało mi więc zrobić kilka zdjęć i ruszyć w kierunku plaży. Trzeba chyba skończyć z wbijaniem się do bóżnic bez wcześniejszej zapowiedzi lub umówionej wizyty, to już czwarta świątynia, do której mnie nie wpuszczono w tym roku.

Ta synagoga znajduje się przy Dee Street, niedaleko dworca autobusowego. Mieści się w zwykłej kamienicy, o wyjątkowym charakterze tego miejsca świadczą jedynie sfotografowana przeze mnie tabliczka oraz przybita do framugi drzwi mezuza.

Mało tych odkryć. Mogłam zrobić większy research i zmusić namówić Kubę na dalsze zwiedzanie. Wyszło, jak wyszło, ale i tak jestem zadowolona. Mam motywację do kolejnego wyjazdu! 🙂

Byliście, zwiedzaliście? Opowiedzcie mi o tym!

*nie tylko dlatego, że do tej pory nie dorobiłam się paszportu…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogogody, czechożydek, Podróże małe i duże, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s