Kateřina Tučková, „Žítkovské bohyně”

JAZ4205b2_bohyne_x Nakladatelství Host, Brno 2012
Liczba stron: 456
Źródło: pożyczone

O magii, która może się objawiać na setki różnych sposobów i o której zdarza się nam zapomnieć w dzisiejszym świecie. Niezwykła powieść.

Dawno, dawno temu, będąc małym Czechożydkiem, pomagałam w bibliotece szkolnej. Wiecie, układałam książki na półkach, porządkowałam księgozbiór, robiłam gazetki ścienne i takie tam. To był piękny rok (który sprawił, że mi padło na mózg i nie miałam koleżanek)… Czemu Wam o tym piszę? Któregoś dnia podczas standardowego buszowania między regałami natrafiłam na książkę pod jakże interesującym tytułem Czarownice – dzieje procesów o czary*. Ja, dziesięcioletnia Dorota, podczas przerw i tych godzin, kiedy od ćwiczeń ratowało mnie zwolnienie z wfu, potajemnie podczytywałam o wiele za brutalne dzieło.

Zainteresowanie zakazaną lekturą nie przyniosło wielkich zmian w moim życiu, jednakże o tym tytule pamiętam do dziś. Tak mocno wbił mi się w pamięć, że kiedy tylko sięgnęłam po Žítkovské bohyňe, od razu mi się przypomniał.

Wokół omawianej dzisiaj powieści było głośno jeszcze na długo przed tym, nim została ona wyróżniona nagrodą Josefa Škvoreckiego. Co tu dużo mówić, podam przykład z życia: mój newsfeed na Facebooku niedługo po ukazaniu się tej książki w Polsce był przepełniony recenzjami, wrażeniami z lektury, rozmaitymi artykułami w różnych językach, a ich tematyką były boginie z Žítkovej. Myślałam, że coś mnie trafi, ponieważ moje wieczne roztargnienie i zapominalstwo skutecznie oddalały mnie od zapoznania się z tym tytułem (czyt. zapominałam to kupić). Poratowała mnie niezrównana Anna Militz, użyczając swój egzemplarz w oryginale. Militz, cześć Ci i chwała!

Już na wstępie autorka mnie kupiła – główna bohaterka nosi imię Dora**.  Dora jest etnologiem, pracuje na uniwersytecie i bada przypadek tzw. bogiń z Žítkovej – zielarek, akuszerek, mądrych bab, jak zwał, tak zwał. O boginiach krążyły rozmaite legendy: że potrafią uzdrawiać, przywracać płodność, pomagają pozbyć się niechcianej ciąży lub członka rodziny, że czarują pogodę i umieją rzeczy, o których się nikomu nawet nie śniło.

Dora ma to (nie)szczęście, że pochodzi z rodu bogiń. Sama nie umie uzdrawiać, nigdy się tego nie nauczyła, niemniej jednak jest tak przywiązana do rodzinnej historii, że poświęca spory kawał życia na jej badanie. W tym próbę odkrycia, co tak naprawdę stało się z jej ciotką Surmeną, jedną z najwybitniejszych bogiń, jakie Dora znała.

Z początku podchodziłam do tematu podejrzliwie, coś mi się nie podobało w założeniu… Nie umiem określić, co dokładnie. Już po paru stronach odrzuciłam wszelkie obawy i dałam się wciągnąć.

Nigdy się za specjalnie nie zajmowałam tematyką bogiń z Žítkovej, nie umiem wam opowiedzieć, które wydarzenia są oparte na faktach, a które autorka wymyśliła. Moim zdaniem nie ma to większego znaczenia. Tučková bowiem stworzyła powieść, która wciąga, nie daje o sobie zapomnieć, skłania do przemyśleń… Wieeeem, piszę banały, ale taka jest prawda. Zwłaszcza to ostatnie.

Mnie samą Žítkovské bohyňe zmusiły do zastanowienia się, jak bardzo zmienił się nasz świat na przestrzeni ostatnich stu lat. Tučková przedstawia nie tylko historię Dory, ale także jej przodkiń, opisuje ich życie, zmagania zarówno z współmieszkańcami swojej wsi, jak i własną rodziną czy nimi samymi. Bogiń nie zniszczyły polowania na czarownice, zmiany na tle religijnym, jakie miały miejsce na terenach Republiki Czeskiej, obie wojny światowe, udało się to dopiero komunistom. Jednak, gdybym zakończyła swój wywód teraz, byłby on zdecydowanie niepełny – czy boginie miałyby szansę przetrwać w dzisiejszych czasach, kiedy to postęp medycyny oraz wszechobecna elektronika odbiera nam możliwość rozumienia i odczuwania zjawiska zwanego magią?

Los brutalnie obszedł się z rodziną Dory oraz nią samą. Nie będę zdradzać za wiele, ale jedno mogę Wam powiedzieć – koleje tegoż losu są na tyle zaskakujące, że już chociażby dlatego warto sięgnąć po tę powieść.

Folklor nie jest mi bliski, przyznaję. Zakochałam się jednak w tej powieści. Podejrzewam, że część z Was również się zakocha. Polecam to każdemu, kto po przeczytaniu samego opisu z byle jakiego portalu literackiego stwierdzi, że to może być to przysłowiowe „coś”.

Na koniec zapodam Wam jeden z najpiękniejszych cytatów, na które natrafiłam od… nie pamiętam, kiedy. Nie będę go tłumaczyć, bo nie chcę go zniszczyć swoimi marnymi zdolnościami translatorskimi (wybaczcie, osoby nieczeskojęzyczne).

Ten vztah ji vysával leta. Bral jí chuť do života a bral jí úctu k sobě samé. Přála si snad tisíckrát, aby nebyl, aby neexistoval, a stalo se snad tisíckrát, že měla dojem, že ho utnula, že ho v sobě zadupala, že odumřel. Aby se pak vynořil s o to větší intenzitou, spalující její duši i tělo.

Tylko dorwę przekład, sprawdzę, jak to wygląda w polskiej wersji. Nie mogę się doczekać 😉 Polski przekład wyszedł nakładem wydawnictwa Afera, muszę przyznać, że wybór okładki jest naprawdę trafiony.

Tuckova_Katerina_Boginie_z_Zitkovej-248x391

*swoją drogą do dziś nie przeczytałam tej książki w całości… Chyba trzeba to nadrobić.

**tu następuje westchnięcie i wspomnienie czasów, kiedy nie lubiłam tej wersji swojego imienia, a teraz dałabym się pokroić za to, by się tak nazywać.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura czeska, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kateřina Tučková, „Žítkovské bohyně”

  1. JVjr pisze:

    Prosím, „bohyně” ( a „vztah”).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s