Jaki był rok 2015?

Oj, działo się. Momentami aż za dużo!

Moi drodzy, zaczęłam rozmyślać nad tym wpisem już w październiku podczas podróży poślubnej do Szkocji. Wracanie pamięcią do tych wszystkich momentów, które w jakimś stopniu wpłynęły na moje funkcjonowanie dawało mi swoistą ulgę, ale także skłaniało do refleksji.

W moich wyobrażeniach rok 2015 miał wyglądać zupełnie inaczej. Tymczasem sprawy potoczyły się w niecodzienny i niespodziewany sposób… Spełniła się moja cicha nadzieja ze stycznia: wszystko to, w co się zaangażowałam, było ekscytujące. 🙂

Jako ilustracje niech posłużą moje ulubione zdjęcia, zrobione właśnie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

Czechożydek z pieniążkiem. Szkoci masowo gubią drobne. #Glasgow #czechożydek #scotland #cathrynekpodróżuje

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Rok 2015 to 62 przeczytane książki, w tym:

  • 8 komiksów/mang
  • 7 książkek czeskich/o tematyce czeskiej/jakkolwiek związanych z Czechami,
  • 23 książki żydowskie/o tematyce żydowskiej/jakkolwiek związane z Żydami,
  • 2 książki czechożydkowe.

Boże, jaki wstyd. Zeszłam poniżej stu książek… Zdaję sobie sprawę z tego, że i tak czytam więcej, niż statystyczny obywatel, niemniej jednak świadomość zaniedbania czytelniczego troszkę boli. Wszystko wskazuje na to, że moim głównym pożeraczem czasu stały się robótki ręczne – w chwilach stresu, nudy czy braku zajęcia wolałam chwycić za druty i włóczkę, niż za coś do czytania. Nieładnie, nieładnie. Obiecuję poprawę. Poprawa będzie się tyczyć zwłaszcza czeskich książek, bo te zaniedbałam. Jako świeżo upieczona magister bohemistyki mówię, że się wstydzę.

Przejdźmy do polecanek niezwiązanych z blogiem.  Nasunęły mi się tylko dwa tytuły, mianowicie Cmętarz zwieżąt Stephena Kinga (oj, przeżyłam tę książkę, nie umiem nie przejmować się krzywdą zwierząt) oraz Metro 2033 Glukhovskiego. Obie pozycje mają Czechożydkowy atest, można czytać, nie zawiedziecie się.

Niepolecanka będzie tym razem tylko jedna, mam na myśli Freud by płakał Ireny Karpy. Nie wniosło to za wiele do mojego życia, może tylko kilka cytatów. Jeżeli macie coś innego pod ręką, śmiało po to sięgnijcie.

Co do spraw bardziej prywatnych… Nie mogę nie napisać zupełnie nic w tym temacie. Działo się bardzo dużo, rok 2015 to dla mnie rok spod znaku szoku, niedowierzania, radości, szczęścia, głupawki, łez, no dosłownie wszystkiego.

W tamtym roku wymyśliłam sobie trzy cele, o których nie pisałam na blogu (chyba z roztrzepania, to nie było z premedytacją), udało mi się zrealizować wszystkie *fanfary*. Nie wiem, skąd wzięłam tyle siły i cierpliwości, by doprowadzić wszystko do szczęśliwego końca. Zresztą, poniżej znajdziecie szczegóły moich pomysłów:

  1. Wyszłam za mąż!!! Śmiem twierdzić, że Jakub i ja porwaliśmy się z motyką na słońce (i na największe świętości w naszym kraju), niemniej jednak Blogogody uważam za niezwykle cenne doświadczenie. Nie chcąc Was zanudzać i wydłużać tego wpisu, powiem tak: gdybym mogła cofnąć czas, dopracowałabym tylko kilka szczegółów, natomiast nie zmieniłabym przebiegu zdarzeń. Dowiedziałam się, kto jest po naszej stronie oraz kto umie wyrazić w kulturalny sposób swoją opinię na temat całego zajścia (w tym miejscu niżej podpisana Dorota Prószyńska dziękuje wszystkim tym, którzy krytykowali Blogogody, ale nie poniżali nas przy okazji. Jesteście wielcy!). Nie stałam się sławna, nie czuję się tak. Szukającym sensacji powiem, że po Blogogodach niewiele się zmieniło w moim życiu, dalej siedzę w mieszkanku przy Grzybowskiej, dziergam i oglądam filmy o Holokauście.
  2. Zmieniłam pracę! Opuściłam swoje call center dla pracy na Domaniewskiej, również związanej z językiem czeskim. Tak się składa, że niedługo opuszczę gościnny Mordor, będę szukać szczęścia gdzie indziej. Co z tego wyjdzie, nie wiem, mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że nie wyprowadzam się z Warszawy.
  3. Last but not least – zostałam panią magister!!! Sprawa świeża, bo sprzed świąt – dwudziestego drugiego grudnia wyszłam ze Znanej Warszawskiej Uczelni jako magister bohemistyki. Do tej pory w to nie wierzę, uwierzę chyba, jak odbiorę dyplom. Obrona była bardzo przyjemna, w świątecznych klimatach, miałam najlepszą komisję na świecie (pozdrawiam komisję, jeżeli czyta te słowa). Nawet własnym ślubem się tak nie przejmowałam, jak kwestią skończenia studiów.

Podróżowanie weszło mi w krew i za nic nie umiem się bez niego obyć. Z przyczyn różnych musiałam odłożyć wojaże na parę miesięcy, by potem ruszyć z kopyta. Z nowych miast odwiedziłam kolejno Łódź, Štramberk, Ołomuniec, Kielce (mój faworyt!), w ramach podróży poślubnej zaliczyliśmy z Jakubem Glasgow, Edynburg, Aberdeen oraz okolice jeziora Loch Lomond. Za najważniejszy wyjazd uznaję jednak wizytę w byłym obozie koncentracyjnym Stutthof w Sztutowie – dała mi ona wiele do zrozumienia i przypomniała o tym, by czasem jednak odczuwać pokorę wobec rzeczywistości. Podróż poślubna poszerzyła moje horyzonty, poznałam nowy kraj, ale sami rozumiecie, że wyjazd do Stutthofu musiał mieć na mnie jakiś wpływ.

Skoro o podróżowaniu mowa: wymyśliłam akcję #Czechożydekpodróżuje, o jej szczegółach możecie poczytać tutaj. Nie wyobrażam już sobie życia bez jeżdżenia po świecie.

Napisałam także dwa teksty, które uznaję za najważniejsze w minionym roku: moje sposoby na samobójstwo oraz garść wynurzeń na temat Czechożydkowej wiary. Tego typu notki będą się pojawiały, ale nie za często, byście nie uciekli z krzykiem. Nadmiar prywaty szkodzi, wiem coś o tym.

Z najlepszą świadkową na świecie 🙂 #czechożydek #pięknaświadkowa #wedding #blogogody

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Jakie mam plany na rok 2016?

I tym razem wyznaczyłam sobie trzy cele. Pomijam istotne sprawy typu tatuaż – wiadomo, że na trzech się nie skończy, na jesieni dorobię się czwartego 😉

Pierwszy z punktów do odhaczenia na liście rzeczy do osiągnięcia to chyba nic zaskakującego – studia podyplomowe z zakresu historii i kultury Żydów w Polsce. Zbieram pieniądze, trzymajcie kciuki.

Drugi będzie realizacją mojego wielkiego marzenia – wyjazd do Izraela. Nie mam w planach obiektów związanych z chrześcijaństwem – ta podróż ma być przesycona żydowskością! Najbardziej, jak tylko się da. Nie wiem jeszcze, z kim pojadę, gdzie będę spać i za czyje pieniądze to będzie, jedno jest pewne. Tym razem nie mogę sobie odpuścić.

A trzeci cel… Zapewne zaskoczy wielu z Was. To skok ze spadochronem _^_ Zastanawiacie się, dlaczego? To efekt pewnej rozmowy i głupawki. Życie ma się tylko jedno, czemu więc nie skorzystać z tego, co nam oferuje…

I jeszcze jedno z moich licznych końcoworocznych przemyśleń. Zainspirowana tekstem Ilony z Chaty Wuja Freda postanowiłam uczynić styczeń miesiącem dokańczania. Przeczytam jeszcze raz książki, które miałam zrecenzować dawno temu, dokończę robótki, wysprzątam mieszkanie (sprzątam na raty od miesięcy). Tym bardziej trzymajcie kciuki.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii blog, Blogogody, czechożydek, pozostałe i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jaki był rok 2015?

  1. Fantastyczny wpis wspaniałej osoby! Jestem z Ciebie dumny 🙂 Liczę na następne podsumowanie za rok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s