Mariusz Surosz, „Ach, te Czeszki”

ach-te-czeszki-b-iext29428125 Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015
Liczba stron: 376
Źródło: prezent 🙂

Po książce o dramatycznym stuleciu przyszła pora na przyjrzenie się przedstawicielkom płci pięknej, których losy są nierozerwalnie związane z dawną Czechosłowacją oraz współczesnym Czechami.

Zachwycam się, ale mój zachwyt jest bardziej stonowany tym razem. Co nie znaczy, że Ach, te Czeszki są nie do zniesienia!

Przeczytałam Ach, te Czeszki zaraz po omawianych niedawno Pepikach. Przyznam się szczerze, nie mogłam się powstrzymać – dobrze się stało, że sięgnęłam po debiut Mariusza Surosza już po wydaniu „Czeszek” (na potrzeby tej notki będę używała naprzemiennie tytułu i słowa „Czeszki”). Czuję, że miałabym problemy z cierpliwością, innymi słowy – nie byłabym w stanie wytrzymać do premiery, co skończyłoby się męczeniem autora o chociaż jeden rozdział.

Tak wielki był bowiem mój zachwyt. #Czechożydekfanatyk

Po przeczytaniu ostatniego rozdziału i pobieżnemu przejrzeniu bibliografii zamknęłam rzeczone „Czeszki” z poczuciem nie tyle niedosytu, co braku. Nie wyprzedzajmy jednak faktów.

Ach, te Czeszki stanowią kontynuację Pepików. Pisze o tym sam autor. Zresztą, powołam się na jego słowa, które najlepiej oddają istotę tej książki:

Ach, te Czeszki! to kontynuacja wydanej w 2010 roku książki Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów. Swoiste jej dopełnienie. Punktem wyjścia każdego rozdziału jest kobieta, której losy mnie zafrapowały. Ale tak naprawdę jest to osiem szkiców o dziejach naszych pobratymców z południa. (str. 10)

Mając taką wiedzę mogłam czytać dalej ze spokojem. Cóż, gdyby to nie była kontynuacja, czytałabym to i tak, mimo wszystko miałam cichą nadzieję na coś w tym stylu.

O ile w przypadku Pepików nie umiałam zdobyć się na żadną krytykę (próbowałam, nie wychodziło), tak podczas czytania „Czeszek” raz na jakiś czas doświadczałam malutkich zgrzytów. Od razu zaznaczam, że to tylko moje wrażenia czytelnicze, nie musicie się z nimi zgadzać. Ba, jeśli się nie zgadzacie, tym chętniej z Wami podyskutuję, potrzebuję bowiem omówić z kimś kilka wątków. Piszcie.

Wielkim plusem tej książki jest rozrzut tematyczny. Bohaterki (w liczbie ośmiu) różnią się pod wieloma względami, łączy je właściwie tylko pochodzenie (a i to nie zawsze) oraz fakt, iż ich życia są w jakiś sposób związane z Czechami. Na początku Surosz prezentuje czytelnikom postać Adiny Mandlovej, aktorki oskarżanej o kolaborację z Niemcami (co może się kojarzyć z Lídą Baarovą, o której więcej przeczytacie w Gottlandzie), przechodząc stopniowo do innych, mniej oraz praktycznie nieznanych w Polsce życiorysów. Gdybym zapytała swoją matkę* o to, czy kojarzy Věrę Čáslavską, światowej sławy gimnastyczkę urodzoną w Czechosłowacji, być może pokiwałaby głową, natomiast w przypadku pozostałych kobiet reakcja byłaby zupełnie inna.

Z tymi kobiecymi biografiami jest jednak pewien drobny problem. Autor bowiem poprzez przeżycia jednostki chce przedstawić także pewien wycinek czeskiej bądź czechosłowackiej historii. O ile w Pepikach przechodzenie z historii narodu do historii omawianej postaci było płynne i niespecjalnie się je czuło, tak tutaj czułam pewne zaburzenia narracji, zdarzało się, że musiałam ponownie przeczytać dwa, trzy ostatnie akapity. Dodatkowo z rytmu czytania wytrącał mnie za każdym razem początek nowego rozdziału, nowej historii, mianowicie ze współczesności musiałam się cofać o kilkadziesiąt lat, potem znowu, znowu, znowu… To akurat nie jest winą autora, być może to moja osobista przypadłość, niemniej jednak nie odczuwałam aż tak wielkiej przyjemności z lektury, jak poprzednim razem.

Treściowo jest bez zarzutu. Wszystkie bohaterki są z krwi i kości, eseje Surosza nie stanowią ładnie napisanych laurek na ich cześć. Wspomniany już wcześniej rozrzut tematyczny pozwolił mi przyjrzeć się wątkom, które już skądś znam (vide tekst o Elżbiecie Rusnok, Polce z Czeskiego Cieszyna) albo o których wiedziałam tyle, co nic (gorąco polecam historię Miloslavy Žákovej, Czeszki urodzonej na Wołyniu). Autor w zgrabny sposób pokazuje, iż słowo „Czeszka” może być rozumiane na wiele sposobów. Podobnie, jak określenie „Pepik”.

Czesi to naród o bogatej historii, nie sposób temu zaprzeczyć. Dzieje samych kobiet potrafią być jednak o wiele bardziej zaskakujące. Nie tylko my, Polki, możemy się poszczycić nietuzinkowymi postaciami, możemy się wiele nauczyć od naszych południowych sąsiadek.

Mimo malutkich zgrzytów oceniam Ach, te Czeszki bardzo pozytywnie i czekam na kolejną książkę. Pytanie, kiedy się pojawi?

Chętnym zgłębienia innego tekstu na temat najnowszej książki Surosza polecam ten napisany przez Bernadettę Darską (klik).

PS Ach, te Czeszki mają na początku dedykację. Jej adresatem został nieżyjący już Václav Burian, człowiek wybitny, znawca czeskiej i polskiej literatury. Słyszałam o nim legendy. I na legendach, niestety, zostałam zmuszona poprzestać. Winne temu są okoliczności losu.

Piszę o tym, bo moim zdaniem warto tutaj wspomnieć o postaci Buriana.

*przywołuję postać mojej matki, ponieważ jest między nami pewna różnica wieku (ja mam lat prawie dwadzieścia pięć, mama co roku obchodzi osiemnaste urodziny), także niektóre fakty mogą być jej znane. Pozdrawiam mamę, jeśli czyta te słowa.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura o Czechach, wątek czeski, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s