„Warszawo ma…” Subiektywna trójka filmów o getcie warszawskim

Dzisiaj kilka słów na temat trzech filmów, których akcja rozgrywa się w getcie warszawskim. Wpis jest po części związany z wczorajszymi obchodami rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Zapytacie pewnie, w jaki sposób. Ano taki, że od kilku lat dwudziesty siódmy stycznia to Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Mogłabym teoretycznie napisać tekst o kilku filmach, których akcja dzieje się właśnie w Birkenau, niemniej jednak temat getta warszawskiego chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu i to właśnie na nim wolę się skupić.

Nie czuję się na siłach, by pisać oddzielne wpisy o wszystkich tych filmach, które oglądam podczas robienia na drutach. Co prawda popełniłam raz licencjat filmoznawczy, spróbowałam także napisać tekst o jednym filmie, ale czuję, że to nie to i że powinnam zostać przy książkach.

Niemniej jednak szkoda mi trochę nie wspominać o tym, co udało mi się obejrzeć. Dlatego raz na jakiś czas będą się pojawiać na blogu króciutkie subiektywne zestawienia. Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie.
Zacznijmy od filmu, o którym kiedyś pisałam na starym blogu, czyli od Korczaka Andrzeja Wajdy.

  • Korczak, reż. Andrzej Wajda (1990)

korczak_film

Chyba nie muszę nikomu przedstawiać postaci doktora Janusza Korczaka (Henryka Goldszmita), znanego przedwojennego pisarza i pedagoga. Postać Korczaka jest znana po dziś dzień, za moich czasów przerabiało się nawet książki jego autorstwa jako lektury szkolne. Najwięcej osób z mojego otoczenia kojarzy tego człowieka jako kogoś, kto zdecydował się towarzyszyć dzieciom ze swojego Domu Sierot w drodze do obozu zagłady w Treblince, wiedząc, że idzie na pewną śmierć.

Dzieło Wajdy powstało niedługo przed moim narodzeniem, ale nie dlatego zajmuje swoje miejsce na liście ulubionych filmów Czechożydka. Niewiele jest bowiem takich filmowych biografii, które od razu by mnie chwyciły za serce.

Nie o tym jednak miałam pisać. Według tego, co podaje Filmweb, Korczak był kręcony w Warszawie i Łodzi, w co jestem w stanie uwierzyć. Niewiele bowiem jest kamienic w stolicy, które mogłyby stanowić odpowiednie miejsce akcji. Film skupia się przede wszystkim na postaci Starego Doktora i jego podopiecznych, niewiele jest tam przestrzeni typowo warszawskich (poza cmentarzem żydowskim – chyba nawet wiem, w którym miejscu stali aktorzy!), niemniej jednak nie mam do czego się przyczepić.

Tym, co chcą lub zastanawiają się nad pisaniem pracy naukowej na temat getta warszawskiego podpowiem, iż Korczak jest filmem poruszającym tematykę dzieci w getcie – sierot, bezdomnych, tych, którzy nie mieli wielkich szans na przetrwanie. I chociaż podobno fragment z dziećmi niosącymi sztandar jest wymysłem i wcale tak nie było*, film moim zdaniem (na mój obecny stan wiedzy!) nie przekłamuje historii. O przykładzie zniekształcania faktów opowiem Wam niżej.

Korczak jest wart polecenia chociażby dlatego, iż nie jest przesycony brutalnością. Wiem, brzmi to dziwnie, ale osobiście jestem wdzięczna za to, że twórcy z Wajdą na czele odpuścili sobie pokazanie niektórych scen. Uprzedzam, trudno się jednak przy tym nie popłakać. Dość powiedzieć, że w moim rodzinnym domu, mimo, iż upłynęło tyle lat od premiery, do tej pory wspomina się dzieło Wajdy pozytywnie, aczkolwiek nie bez zadumy.

  • Ulica Graniczna, reż. Aleksander Ford (1948)

7349739.3

Ulica Graniczna… Film, który kojarzył mi się z prawdziwą ulicą Graniczną, znajdującą się niedaleko mojego warszawskiego domu. Myślałam, że dobrze skojarzyłam nazwę, okazało się jednak, iż miałam rację, ale nie do końca – ma ona bowiem jeszcze drugie znaczenie, bardziej symboliczne. Wydarzenia opisane w filmie mogły mieć miejsce także w innym większym mieście, tytułowa ulica Graniczna może być tak naprawdę każdą inną ulicą.

Film opowiada o mieszkańcach pewnej kamienicy, dorosłych i dzieciach. Wojna zmienia w ich życiu wszystko – rodzina małego Dawidka zostaje zmuszona do przeniesienia się do getta, rodzice Fredka podpisują volkslistę i zaczynają współpracować z hilterowcami, natomiast znany i szanowany doktor Białek usiłuje ukryć prawdę o swoim pochodzeniu, by chronić siebie i córkę.

Ulica Graniczna powstała niedługo po zakończeniu wojny, w 1948 roku. Doradcą była Rachela Auerbach, pisarka i historyk pochodzenia żydowskiego, która przebywała w getcie warszawskim (szczęśliwie udało jej się stamtąd w porę uciec). Generalnie to produkcje z tamtych czasów fascynują mnie pod względem swojej autentyczności – zarówno ekipa filmowa, jak i sami aktorzy mieli swoje doświadczenia wojenne, można było poprosić o konsultacje, w niektórych przypadkach sceny kręcono nie w studiu, a w prawdziwych plenerach (polecam film Wandy Jakubowskiej pt. Ostatni etap, kręcony w Birkenau).

Co Wam mogę powiedzieć… Wzruszyło mnie to. Przemawia do mnie to, co znalazłam w opisie filmu na portalu FilmPolski.pl: Sam reżyser określił „Ulicę Graniczną” jako „film o małych ludziach na tle wielkiej epoki”. Na wojnie najbardziej cierpią właśnie dzieci, nierozumiejące często tego, co się wokół nich dzieje, tracące całe rodziny. Polecam, naprawdę warto to obejrzeć.

Jako ciekawostkę podam, iż film powstał przy współpracy bratniego narodu czechosłowackiego 😉 By nie szukać daleko – wystarczy przeczytać dokładnie napisy początkowe. Nie dość, że znajdziecie tam długą listę czeskich i słowackich nazwisk, to jeszcze po paru minutach pojawi się Wam wzmianka o tym, że film kręcono w praskim studiu Barrandov. Zapytacie zapewne, jak czescy czy słowaccy aktorzy mogliby zagrać w polskim filmie. Odpowiem: mogliby, odwrotnie też to zdaje egzamin. Zainteresowanych odsyłam do ekranizacji powieści Arnošta Lustiga pt. Dita Saxová, gdzie tytułową rolę zagrała Krystyna Mikołajewska.

  • Uprising, reż. Jon Avnet (2001)

Uprising

Haaaa, tu już jest gorzej 😉 Mniej zachwytów, a jeśli nawet miałam chwile, kiedy nie zwracałam uwagi na detale, to były to naprawdę ułamki sekundy.

Moi drodzy, Amerykanie postanowili zrobić film o powstaniu w getcie warszawskim. Jest to rzecz chwalebna, o tym powstaniu trzeba mówić, pamiętać, nauczać. Domyślacie się zapewne, iż czekało ich niełatwe zadanie. Zasiadłam do laptopa z zamiarem nieczepiania się i sprawdzania, co zostało odwzorowane, a co nie.

Dałam sobie spokój dość szybko i skupiłam się na seansie. Po jakichś piętnastu minutach chwyciłam za kawałek papieru i długopis, po czym zaczęłam notować. Nie, żeby moja wiedza była jakaś wybitna czy coś, ale na Boga jedynego, już po pierwszej dziwnej scenie zaczęłam się bać, co ja właściwie uczyniłam, włączając ten film.

Przede wszystkim – Mordechaj Anielewicz. Przywódca powstania w getcie. Zagrał go Hank Azaria, który nie był zły, ale miał inny, zasadniczy problem, czyli wiek. Anielewicz był w moim wieku, kiedy zginął w powstaniu, Azaria wyglądał na kogoś, kto za moment skończy czterdzieści lat. Właściwie większość aktorów, która grała bojowników z warszawskiego getta, była do swoich ról po prostu za stara. Jestem w stanie zrozumieć wiele rzeczy, ale nie to. Przecież wiek ludzi biorących udział w powstaniu w getcie jest jednym z najważniejszych elementów ich tragedii – to były młode osoby, które nie chciały zginąć w komorach gazowych. Inny przykład: Kazik Ratajzer nie miał dwudziestu lat w czasie, kiedy był w getcie. Grający go Stephen Moyer wyglądał na osobę sporo starszą.

Film nie był kręcony w Warszawie – Filmweb podaje Bratysławę i Innsbruck, co mnie nawet nie dziwi. Jestem w stanie to zrozumieć. Niemniej jednak cały czas miałam wrażenie, jakby akcja działa się w zupełnie innym mieście, które ma podobne nazwy ulic. Już chyba lepiej byłoby kręcić niektóre steny w studiu… Te budynki mi jakoś nie pasowały do tego, co widziałam na przedwojennych fotografiach…

By nie wydłużać mojego marudzenia, podam jeszcze jeden przykład momentu, kiedy złapałam się za głowę. Śmierć Stroopa, człowieka współodpowiedzialnego za likwidację warszawskiego getta, miała miejsce w więzieniu na Mokotowie. Stroop został osądzony, skazany i stracony niedługo po wojnie. Owszem, sposób wykonania egzekucji (powieszenie) się zgadza, natomiast w filmie powiedziano, że Stroop został powieszony na gruzach warszawskiego getta. Myślałby kto. W dodatku Jon Voight zagrał kogoś, kim Stroop nie był – filmowy generał wyglądał, jakby miał jakieś uczucia, podczas gdy Stroop był pod tak wielkim wpływem propagandy nazistowskiej, że to się w głowie nie mieści. Wystarczy poczytać Rozmowy z katem Moczarskiego.

Nie będę nawet wspominać o tym, że Polacy są ukazani w bardzo niekorzystnym świetle.

Generalnie to nie polecam, chyba, że chcecie zobaczyć Leelee Sobieski w roli Tosi Altman. Przyjemnie mi się ją oglądało.

***

To tyle na chwilę obecną. Napiszę kolejny taki wpis, jak tylko obejrzę wystarczającą ilość filmów. 😉

 

*Jeżeli interesuje Was ten temat, polecam zapytać mądrzejszych ode mnie. Przeczytałam ileś opracowań czy wspomnień o getcie warszawskim, każde źródło podaje nieco zniekształconą informację – według niektórych rzeczywiście tak było, inni twierdzą, że żadnego sztandaru nie było, a co poniektórzy nawet nie mogli widzieć Korczaka z dziećmi w drodze na Umschlagplatz.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii filmy, Literatura historyczna (o Żydach, diasporze, Izraelu), wątek żydowski, Żydzi w filmie polskim i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s