Odkryłam Henryka Grynberga! – Zapomniane recenzje (4)

Podczas studiów i niezliczonych godzin spędzonych na przeglądaniu książek w BUWie wielokrotnie słyszałam nazwisko Henryka Grynberga. Nigdy jednak nie udało mi się zmotywować do przeczytania chociaż jednej z jego książek. Trudno mi wytłumaczyć, dlaczego, a tym bardziej, co sprawiło, że zabrałam się za jego twórczość dopiero pod koniec pisania pracy magisterskiej.

Niewątpliwie jednym z ważnych impulsów był fakt upolowania Żydowskiej wojny i Zwycięstwa na wyprzedaży w Carrefourze (zaiste, ileż to razy zdarzyło mi się trafić na perełki podczas zwyczajnego nurkowania grzebania przeszukiwania zawartości pudeł z tanią książką). Wreszcie coś autorstwa Grynberga trafiło pod mój dach. Niedługo po zakupie przypomniałam sobie, że w domu rodziców gdzieś leży inna jego książka, znaleziona wśród odrzutów bibliotecznych.

Dlatego też dzisiaj czwarty wpis pokutny z serii Zapomniane recenzje poświęcę właśnie tym dwóm pozycjom. Obie przeczytałam w okolicach drukowania ostatecznej wersji magisterki, czyli już jakiś czas temu…

O Grynbergu napisano wiele. Na potrzeby tego wpisu postanowiłam sięgnąć po literaturę fachową – Anja Tippner we wstępie do swojego artykułu poświęconego Grynbergowi pisze o nim, że ten poświęcił wiele lat na obronę Zagłady jako zjawiska jedynego w swoim rodzaju, stając przeciwko tym, który traktują prześladowanie Polaków i polskich Żydów za jedno i to samo**. Trudno się temu dziwić – pisarz przeżył Holokaust jako mały chłopiec, w jego twórczości przewija się wiele wątków autobiograficznych.

Żydowska wojna i Zwycięstwo to jedne z najbardziej znanych powieści Grynberga. Pierwsza z nich opowiada o losach Żydów ukrywających się w czasie wojny zarówno po wsiach, jak i w miastach, druga natomiast dotyczy tego, co działo się z Żydami tuż po wojnie. Tutaj najbardziej widać wątki autobiograficzne – jako czytelniczka szybko zapomniałam o tym, że to, co trzymam w ręku, to fikcja literacka. Wczułam się w losy małego żydowskiego chłopca, który w czasie wojny stopniowo traci prawie całą rodzinę, w tym ojca i młodszego brata.

Co mnie najbardziej uderzyło – chłopiec, który w obu powieściach jest narratorem, to niebywale bystre dziecko. Widzi wszystko, odnotowuje każdy najmniejszy szczegół, uważnie przygląda się dorosłym i ich reakcjom na to, co mówią do nich inni ludzie. Ten chłopiec, najprawdopodobniej odznaczający się przy okazji masą cech samego autora (nietrudno się domyślić, że zarówno Żydowska wojna, jak i Zwycięstwo powstały w większości na podstawie doświadczeń samego Grynberga), pod wpływem tego, co przeżył w czasie wojny, staje się kimś w rodzaju małego dorosłego – niby zachowuje część cech dziecka, ale trauma wywarła na nim wpływ.

Oba teksty pokazują także inną, niezwykle ważną rzecz, której na przykład często brakuje mi w filmach – wojna nigdy nie jest czarno-biała. Nigdy. Nie ma ludzi stuprocentowo dobrych i złych. W każdym z nas tkwi zarówno dobro, jak i zło, co doskonale widać po dorosłych, którzy otaczają narratora. Trudno jest jednoznacznie ocenić ludzi, których powinno traktować się jak pokrzywdzonych, a którzy podczas wojny np. porzucili swoje dzieci, by samemu przeżyć.

Podczas czytania Zwycięstwa nasunęła mi się także inna myśl – co właściwie oznacza koniec wojny? Co oznaczał dla ludzi, którzy tę wojnę przeżyli, ale przy okazji potracili dorobek życia i bliskich? Czy to naprawdę było zwycięstwo?

392203_big

Zresztą, podobne przemyślenia pojawiały się w mojej głowie podczas czytania Szkiców rodzinnych  – zbioru opowiadań o tematyce zwykle żydowskiej, czasem okołoholokaustowej. Przyznam się szczerze – nie pamiętam, kiedy ostatnio miała miejsce w moim życiu sytuacja, że nie byłam w stanie napisać o danej książce nawet krótkiej opinii na Lubimy Czytać. Zwyczajnie nie byłam w stanie. Zbyt wiele myśli kłębi mi się w głowie, przymierzanie do pisania zwykle kończyło się fiaskiem.

Ta niepozorna książeczka, wyciągnięta iks lat temu z pudła z odrzutami bibliotecznymi, dała mi do myślenia. Tak bardzo, że myślałam nad sformułowaniem chociażby kilku zdań o niej przez parę miesięcy.

Szkice rodzinne to przegląd rozmaitych postaci żydowskich – ocalałych, zaginionych, zamordowanych. Tych, co nigdy nie wrócili po tym, jak zostali zapakowani do pociągów i wyjechali na Wschód, ale także tych, którym jakimś cudem udało się powrócić. Mimo, iż często nie mieli do czego. To opowieści o martwych i żyjących, emigrantach i ludzi wrośniętych w ziemię, którą przyszło im zamieszkać. Nieważne pochodzenie (no chyba, że ktoś jest Niemcem), język, którym się ludzie posługują, nieważne wykształcenie. Niby te wszystkie opowiadania są oddzielnymi opowieściami (tylko jedno jest kontynuacją tego, co zostało zawarte w Żydowskiej wojnie i Zwycięstwie), ale zawsze coś je łączy.

Szczególnie podobały mi się dwa opowiadania – Ojczyzna (o Biumku, handlarzu bydłem, a tak naprawdę symbolu przedsiębiorczości) oraz Szkic węgierski. To drugie to moje największe zaskoczenie, ponieważ traktuje o słowackich Żydach. Tego bym się nie spodziewała po polskim pisarzu. Nie, żeby to było niemożliwe, ale… No nie spodziewałabym się.

Doceniam Żydowską wojnę i Zwycięstwo, niemniej jednak Szkice rodzinne zajęły szczególne miejsce w moim sercu. Niemniej jednak jeżeli zaciekawiły Was moje chaotyczne przemyślenia, to polecam sięgnąć po wszystko.

Na koniec łapcie jeden z piękniejszych cytatów. O tym, jak bohater jednego z opowiadań stoi nad grobem ojca, którego w czasie wojny zamordował jeden z mieszkańców wsi, gdzie ten się ukrywał. Dla Waszej informacji – to wątek autobiograficzny. Abram Grynberg, ojciec Henryka, zakończył życie właśnie w taki sposób.

Co ciekawsze, Grynberg odnalazł grób swojego ojca. I go zabrał. Na cmentarz żydowski na warszawskiej Woli. Ach, ileż podobnych historii skrywa ta nekropolia…

Przyrzekam ci, że po raz drugi tutaj nie umrzesz i nie będziesz po raz drugi tu pochowany, bo ja nie chcę tutaj umrzeć. Zabieram cię, wyjeżdżamy. Teraz będzie nam lekko. (s. 144)

*którego nie należy mylić z Mikołajem Grynbergiem. Jego książki także są warte uwagi, jakby to kogoś ciekawiło.

**Cytat jest tłumaczeniem, artykuł w języku czeskim znajdziecie tutaj: Vzpomínka, svědectví a kritika. Henryk Grynberg a šoa, [w:] Holokaust – Šoa – Zagłada v české, slovenské a polské literatuře, red. Jiří Holý, Univerzita Karlova v Praze, Praha 2007.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura o Holokauście, literatura polska o Żydach, literatura żydowska pisana po polsku, wątek czeski, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s