Zapomniane recenzje (5)

Niedługo czeka mnie przeprowadzka. Opuszczam warszawski Mirów na rzecz Służewca. Z okna będę miała widok na Mordor na Domaniewskiej, zagłębie korporacyjne, gdzie pracowałam jeszcze kilka miesięcy temu.

Powodów do przenosin mamy z Jakubem kilka, ale to nie temat na dzisiejszy wpis. Piszę Wam o tym, ponieważ w związku z przeprowadzką staram się zaprowadzić ład w swoim życiu, a co za tym idzie – w książkach, które posiadam. Na szczęście zaległości recenzyjne robią się coraz mniejsze, jak dobrze pójdzie, do momentu opuszczenia lokalu przy Grzybowskiej uda mi się napisać wszystko, to, co planowałam tutaj wrzucić.

Dzisiaj ostatni (miejmy nadzieję, że na długi czas) wpis z serii Zapomniane recenzje. Porozmawiamy sobie troszkę o dwóch polskich pisarzach żydowskiego pochodzenia, mianowicie Antonim Słonimskim oraz Julianie Stryjkowskim. 

Z twórczością Słonimskiego zetknęłam się w liceum. Chyba każdy, kto uczęszczał do liceum, chociaż raz w życiu usłyszał nazwisko tego pisarza, zwłaszcza przy omawianiu grupy poetyckiej Skamander. Długo nie wiedziałam, że Słonimski był polskim Żydem (złośliwych informuję, iż nie widziałam jego zdjęcia, także nic nie mogło mnie naprowadzić na właściwy trop). Zesztą, jak się okazuje w biografii, on niewątpliwie chciał być uznanym za polskiego, nie żydowskiego twórcę.

slonimski-heretyk-na-ambonie-b-iext8182800

Heretyka na ambonie znalazłam (a jakże) na wyprzedaży książek w Carrefourze. Śmieję się z przewrotności losu – kilka dni przed zakupem tej książki skończyłam czytać Ach, te Czeszki Mariusza Surosza. Obie pozycje pochodzą z serii Fortuna i Fatum wydawnictwa W.A.B.; tuż po skończeniu Czeszek wynotowałam sobie, jakie inne publikacje o tematyce czeskiej lub żydowskiej wyszły w ramach tego cyklu. Słonimski. Heretyk na ambonie był chyba drugim albo trzecim przepisanym tytułem… Strach mnie wpuszczać na jakiekolwiek wyprzedaże.

Joanna Kuciel-Frydryszak napisała naprawdę przyzwoitą biografię. Podczas lektury niejednokrotnie przenosiłam się wspomnieniami w czasy liceum, kiedy to odkryłam m.in. twórczość Tuwima, skierowaną bardziej ku dorosłym czytelnikom. Przypominałam sobie nazwiska, o których mówiła nam polonistka, ale przy okazji poszerzałam sobie wiedzę na ich temat. Dopiero ta biografia pozwoliła mi na inne spojrzenie na postać Słonimskiego – dostrzegłam w nim człowieka. Osobę, która miała skomplikowane życie uczuciowe, rozterki, konflikty z innymi ludźmi, która co i rusz musiała się bronić przed antysemickimi atakami… Słonimski był człowiekiem, który chciał być uznany za polskiego poetę. Co mu się w sumie udało – nie przypominam sobie, byśmy rozmawiali na lekcjach o jego pochodzeniu. Podobnie, jak o korzeniach Tuwima.

Czytało mi się to świetnie. Autorka ma lekkie, przyjemne pióro, opowiada o burzliwych losach Słonimskiego w sposób ciekawy, przystępny, pokazując, jak bardzo skomplikowaną osobowością był poeta i jak bardzo otaczająca go rzeczywistość wpływała na jego twórczość. Polecam, warto.

Wieczorny chillout. Z biografią Słonimskiego na kolanach. #czechożydek #słonimski #books #polishjews

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Historia mojego egzemplarza powieści pt. Juda Makabi teoretycznie nie wygląda na zbyt skomplikowaną, dla mnie jednak proces zgłębiania jej treści nie należał do najłatwiejszych. To odrzut biblioteczny, który uratowałam przed pójściem na makulaturę. Książka jest w niezbyt dobrym stanie, rozpada się (kiedy ja znajdę czas na poklejenie części własnej biblioteczki, nie wiem), nie byłam w stanie czytać jej w dojazdach. Rozkładałam ją sobie na stoliku i przekładałam kartki z jednego stosu na drugi, inaczej się nie dało.

dcb45bd96bd542c318da3a4aab43ad04e6c654d3Wstyd przyznać, ale nie przeczytałam do tej pory Austerii. Film, owszem, widziałam (tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Franciszek Pieczka wybitnym aktorem jest i basta), ale na tym się skończyło. W moim przypadku nieznajomość tej książki to już wstyd i hańba (zwłaszcza, że najczęściej właśnie o nią mnie pytacie). Na swoją obronę mam jednak to, że przeczytałam Judę Makabiego i że wreszcie mogę się wypowiedzieć na temat pisarstwa Stryjkowskiego. O jego życiu co nieco już wiem.

Juda Makabi to powieść o żydowskim powstaniu Makabeuszy (Machabeuszy) przeciwko Seleucydom. Napisana w stylu biblijnym, pełna szczegółów, równie dobrze mogłaby służyć jako zwykła opowieść ze Starego Testamentu, gdyby nie pewien istotny szczegół – okładka, którą możecie zobaczyć tuż obok.

Powstanie Makabeuszy spowodowało śmierć wielu żydowskich bojowników. Było zrywem narodowowyzwoleńczym, którego podłożem był ucisk hellenistycznej dynastii Seleucydów. Podczas czytania wiele razy zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo adekwatna do całości historii jest okładka, przedstawiająca pomnik Bohaterów Getta, znajdujący się na warszawskim Muranowie, niedaleko Muzeum Historii Żydów Polskich. O warszawskich powstańcach Stryjkowski nie wspomina w tekście wcale, czuć jednak powiązanie między jedną historią a drugą. Pierwsza wzmianka pojawia się w przemówieniu, które zostało dołączone do wydania jako zamiennik posłowia.

To niezwykła, niewielkich rozmiarów książeczka, której omawianie zakończę teraz, by niechcący nie zamieścić tutaj żadnych spoilerów. Zdecydowanie polecam.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura historyczna (o Żydach, diasporze, Izraelu), literatura polska o Żydach, literatura żydowska pisana po polsku, Poezja, wątek żydowski, Zapomniane recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s