Nadzieja najpiękniejszym słowem.

DeathtoStock_NotStock5

Nie czuję się dobrym człowiekiem.

Okoliczności losu sprawiły, że stałam się zła. Już od maleńkości to zło we mnie tkwiło, dawało o sobie znać. Czasem tylko pod postacią myśli, ale – w miarę tego, jak dorastałam – coraz częściej myśli przeradzały się w czyny.

Nie zliczę, ilu osobom zrobiłam krzywdę, często nawet o tym nie wiedząc. Ilu ludzi doprowadziłam do płaczu, wściekłości, ile relacji popsułam, albo chcąc zrobić coś dobrze, albo świadomie psując komuś humor. Nie mam pojęcia, ile razy nastąpiła sytuacja, kiedy ktoś miał do mnie uargumentowane pretensje, a ja kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi. Przyznaję się do socjalnego upośledzenia. W jednej chwili chcę być z ludźmi, w drugiej uciekam od nich, nie odzywam się, zamykam się w domu i nie daję znaku życia.

Mimo wszelkich starań, moich prób zmieniania się na siłę, zapobiegania własnym błędom, zło pozostało. Jest ze mną cały czas i prawdopodobnie nigdy się go nie pozbędę. Panuję nad tym, zazwyczaj. Życie ze mną nie należy do łatwych, zbyt często bowiem zamieniam się w egoistkę, dążącą do zrealizowania swoich potrzeb bez oglądania się na innych. A czy przy tym idę po trupach, to nie wiem, nie widzę tego. Zwykle orientuję się za późno.

Życie na szczęście oszczędziło mnie pod względem wpadnięcia w złe towarzystwo. To mi się nigdy na dobre nie udało. Jeszcze w szkole ludzie opuszczający zajęcia i powoli uzależniający się od używek nie mieli o czym ze mną rozmawiać, wydawałam im się albo nudna, albo nienormalna. Nie mogłam do nich przynależeć, ale tych lepszych od siebie, którzy chcieli spędzać ze mną czas, krzywdziłam straszliwie.

Dzisiaj, mimo mówienia wprost Śmiem twierdzić, że jestem złym człowiekiem, ludzie rzadko kiedy odwracają się ode mnie czy też nie chcą ze mną rozmawiać. Wszyscy dorośliśmy, w mniejszym lub większym stopniu.

Ucywilizowałam się. Nie znormalniałam, bo normalna nigdy nie będę.

***

Niedługo po powrocie ze Szkocji wyszłam pobiegać. Standardową trasą, przez Ogród Saski. Zrobić kółko i wrócić do domu. Kondycję miałam zerową, nie spodziewałam się, że zmotywuję się jeszcze do biegu, zwłaszcza po trzecim tatuażu. Pogoda dopisała, słoneczko świeciło, biegało mi się świetnie.

I tak sobie truchtałam przez ten Ogród Saski, patrząc, jak wiatr sprawia, że opadłe liście wirują nad alejkami. Dobiegłam do Zachęty i wtedy jakby mnie olśniło.

Nie jestem sama. Są wokół mnie przyjaciele, którym może nie zawsze podoba się to, co robię, ale akceptują mnie taką, jaką jestem. Zdając sobie sprawę z tego, że mam w sobie destrukcyjną siłę. Często wiedząc, że mogę im niechcący zrobić krzywdę. I mimo tego, iż ich wszystkich w jakiś sposób ostrzegłam, nie chcą odejść.

Jednej rzeczy chyba tylko nie są świadomi. Że mówiąc mi, iż nie pozwolą mi się stoczyć, trzymają mnie przy równowadze psychicznej. Że będąc przy mnie dają mi poczucie, że komuś na mnie zależy.

Pomagają mi być lepszym człowiekiem. Nie dobrym, ale lepszym, niż jestem zazwyczaj.

I czasem czuję, że może być lepiej. I chce mi się starać, mieć nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Chce mi się żyć. Bo mam dla kogo.

Źródło zdjęcia: Death to Stock

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii czechożydek i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s