Spacer po cmentarzu żydowskim w Białymstoku (8.04.2016)

O tym miejscu musiał powstać osobny wpis. Zresztą, według mnie każdy cmentarz żydowski zasługuje na oddzielny tekst. Polskie kirkuty kryją w sobie ogrom historii; są nie tylko świadectwem tego, że kiedyś, przed wielu laty w danym miejscu istniała gmina żydowska, to także pomniki cierpienia, bólu, smutku, pamięci.

Zwykle zaniedbane, zarośnięte, służące jako pastwiska lub wysypiska śmieci. „Słynące” z tego, że są miejscem spotkań bezdomnych, pijaków, młodzieży chcącej napić się lub zaćpać z dala od ludzkich spojrzeń. Często uważane są za tereny niebezpieczne, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach się nie zapuszcza.

Podobne historie słyszałam o białostockim cmentarzu przy ulicy Wschodniej. Naczytałam się, że chodzenie tam może skończyć się utratą telefonu lub nawet pobiciem. Sami wiecie, moi drodzy, że nigdy nie zaliczałam się do osób myślących w sposób zdroworozsądkowy. Już drugiego dnia pobytu w Białymstoku zdecydowałam się zaryzykować i udałam się na kirkut.

Garść faktów: cmentarz ten został założony pod koniec dziewiętnastego wieku*. Według Internetu ostatni pochówek odbył się tam w 1969 roku, co jest moim zdaniem prawdopodobne. Teren cmentarza otoczony jest murem (współdzielonym z cmentarzem farnym), weszłam tam przez otwartą bramę. Nie zapuszczałam się w najdalsze kąty, nie pozwolił mi na to brak czasu, także nie umiem Wam powiedzieć, jak wygląda sprawa ogrodzenia z innych stron, niemniej jednak mur od strony ulicy jest, do tego całkiem solidny. Inskrypcje na nagrobkach są wykonane w rozmaitych językach – po polsku, w jidysz, po rosyjsku, niemiecku i hebrajsku. Najczęściej (poza tymi ostatnimi) trafiałam na napisy rosyjskie.

Kirkut ten należy do jednych z największych w Polsce. I to akurat jest prawdą (możecie wierzyć Internetowi) – ogrom tego miejsca sprawił, że aż mnie zamurowało tuż po przejściu przez bramę. Wow. Od razu wiedziałam, że spędzę tam co najmniej godzinę. Możecie sobie wyobrazić, jak stoję przez chwilę, a potem puszczam się prawie galopem w kierunku najbliższych macew. 😉

Ohel. #bialystok #białystok #czechożydekpodróżuje #jewsinpoland #jewishcemetery #kirkut #jewishbialystok

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Cmentarz jest w stosunkowo dobrym stanie. Zawsze tłumaczę sobie, że mogło być gorzej. Nie zwiedziłam całości, ale nie znalazłam za dużo śmieci w tej części, którą zobaczyłam. Tylko część nagrobków jest przewrócona, nie widziałam oznak dewastacji pod postacią napisów, farby na macewach czy też namalowanych swastyk. Przy wejściu zobaczyłam sterty potłuczonych nagrobków, wyglądało to jak macewy z „odzysku”, czyli wyciągnięte z jakichś krawężników, pergoli czy innych tego typu rzeczy. Śmieci nie stwierdzono. 😉

W moich oczach ten cmentarz wyglądał po prostu jak zwykła, opuszczona, zapomniana przez Boga i ludzi nekropolia. Najbardziej obawiałam się spotkania z przedstawicielami lokalnego lumpenproletariatu, zdążyłam naczytać się o tym, jak to urządzają sobie picie pod przysłowiową chmurką. Tymczasem przez długi czas byłam na cmentarzu sama – dopiero po jakimś czasie dostrzegłam gdzieś w oddali człowieka wyglądającego na autochtona. Także i tym razem nie musiałam uciekać** 😉

Moją szczególną uwagę przykuły zdobienia (a konkretnie złocenia) na licznych nagrobkach. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy są oryginalne, czy to dzieło kogoś z dzisiejszych czasów, muszę za to przyznać, że jeszcze nigdy nie widziałam tak ładnie ozdobionych macew. To wielki plus tego cmentarza. Podobnie plusem jest ścieżka edukacyjna pod postacią kilkunastu tabliczek z tekstami po polsku i angielsku. Chodziłam od grobu do grobu i robiłam zdjęcia; nie mogłam się nadziwić, ze ktoś wpadł na pomysł opisania nie tylko grobu, ale także wybranego zagadnienia z kultury żydowskiej lub historii Białegostoku. Chapeau bas, jestem pod wielkim wrażeniem.

Powiem tak: warto zrobić sobie wycieczkę poza centrum i pospacerować po tym kirkucie. Jest przystępny dla zwiedzających, osoby kompletnie nieznające elementów kultury żydowskiej mogą podczas spaceru zapoznawać się z treścią napisów na tabliczkach… Wizyta tam to według mnie dobra lekcja historii, zarówno białostockich Żydów, jak i samego miasta.

Po obejrzeniu nekropolii przeszłam się do położone nieopodal cerkwi. Jest to nie byle jaka cerkiew! To kopia Hagii Sofii. Oczywiście, jak wszystkie świątynie, które chciałam zwiedzić, i ta była zamknięta na cztery spusty. Cóż, nie dane mi było widocznie zwiedzić jakąkolwiek inną białostocką świątynię.

Białostocka Hagia Sofia. #cerkiew #bialystok #białystok #czechożydekpodróżuje

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

*wszystkie informacje stricte historyczne pochodzą z portalu Wirtualny Sztetl, link do kompletnego opisu nekropolii znajdziecie tutaj.

**nie, żebym kiedykolwiek musiała, ale zawsze jestem przygotowana na taką okoliczność. Na wszelki wypadek.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże małe i duże, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s