Tykocin – zamek, synagoga, bociany (9.04.2016)

Tykocin. Małe miasteczko na Podlasiu, które przyciągało mnie do siebie faktem posiadania dużej synagogi, muzeum żydowskiego, a także malutkiego cmentarza. To, że Tiktin (uwielbiam żydowską wersję nazwy miasta!) ma do zaoferowania o wiele więcej, jakoś mi umknęło. #jakzwykle

Opuściłam pełen atrakcji Białystok i wyruszyłam w nieznane, mając przy sobie trochę jedzenia oraz kilka słów spisanych na kartce. Słowa te usłyszałam od pani pracującej w informacji turystycznej, dotyczyły dojazdu i dojścia do synagogi. Poza tym byłam skazana na siebie.

Co mnie czekało w Tykocinie? Zobaczcie sami.

Synagoga w Tykocinie. Piękna! #tykocin #tiktin #czechożydekpodróżuje #jewsinpoland #synagogue #synagoga

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Już po drodze miałam okazję obserwować to, z czego Tykocin wraz z okolicami słyną – bociany. Pojedyncze ptaki, pary, czasem większe grupki, wow! Wiecie, kiedy ostatnio widziałam bociana na żywo? Dawno temu. Sama nie pamiętam. Widok bocianów budujących gniazda podniósł mnie na duchu, to oznaka tego, że wiosna chyba jednak w końcu przyszła 😉

Tuż po przyjeździe rozpoczęłam intensywne poszukiwania… kawy. Ha, myśleliście, że synagogi? Zostawiłam ją sobie na deser 😉 Moje kroki skierowały się najpierw do restauracji Alumnat. W tym miejscu pragnę podziękować przemiłej pani kelnerce, która nie zważała na mój strój menela podróżny, zapytała, czego potrzebuję i bardzo szybko przyniosła mi przepyszną kawę. 🙂

Dlaczego Wam o tym wszystkim piszę? Restauracja urzekła mnie nie tylko miłą obsługą. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po przełknięciu pierwszego łyka kawy usłyszałam dobiegające z kuchni Warszawo ma z Zakazanych Piosenek. To znak!, pomyślałam sobie. To niewątpliwie znak, że ta wyprawa będzie niezapomniana! Polecam Alumnat, spędziłam tam naprawdę przyjemne kilkanaście minut. 😉

Natchniona myślą o znaku ruszyłam w kierunku zamku. Zamek tykociński do wielkich nie należy, niemniej jednak było co oglądać. Polecam Wam wizytę w tym miejscu chociażby ze względu na to, że pracuje tam rewelacyjny przewodnik, który nie dość, że ma niesamowicie dużą wiedzę, to jeszcze jest dowcipny i dostosowuje się do osób, które oprowadza.

Niedaleko zamku płynie Narew. W drodze do miasteczka przystanęłam na moment na mostku i zaczęłam się zastanawiać, jak Tykocin wygląda w sezonie. Poza zabytkami oferuje także szereg innych atrakcji związanych z położeniem nad rzeką, można tam m.in. wypożyczyć rowery wodne.

Zamek. I to całkiem ładny. I przewodnik bardzo miły. #tykocin #tiktin #czechożydekpodróżuje #castle #zamek

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

W drodze z zamku do miasteczka zahaczyłam o kościół pw. Świętej Trójcy. Jest to świątynia późnobarokowa, ukończona w drugiej połowie osiemnastego wieku. Cóż mogę powiedzieć, czuć tam klimat minionych epok. Nie znam się zbyt dobrze na kościołach (a na takich cerkwiach to już w ogóle, byłam tylko w jednej), ale ten konkretny bardzo mi się podobał. Być może ze względu na to, że wymagał lekkiej renowacji, co dawało mu bardzo ciekawy charakter.

Podeszłam także do klasztoru Bernardynów, ale moje zwiedzanie ograniczyło się do zrobienia kilku zdjęć.

Narew. #tykocin #tiktin #czechożydekpodróżuje #narew #river

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Następnie pobiegłam ile sił w nogach skierowałam się w stronę Muzeum Kultury Żydowskiej, mieszczącego się w budynku po Małej Synagodze (zwanym też Domem Talmudycznym). By tam dotrzeć, musiałam ominąć Wielką Synagogę – dopiero wtedy zauważyłam, jak wielka jest ta bóżnica. Pohamowałam jednak swoje zapędy i poszłam wpierw do muzeum wypytać, jak właściwie wygląda zwiedzanie.

Otóż, moi drodzy, najlepszy kierunek zwiedzania jest następujący – wpierw Mała Synagoga, gdzie można nabyć drogą kupna bilety wstępu, dopiero potem Wielka Synagoga. Przy czym zaznaczam, że soboty są bezpłatne! Tak więc weszłam do Domu Talmudycznego, obeszłam wszystkie dostępne wystawy (najbardziej mnie zaintrygowała ta dotycząca ocalałych Żydów z okolic Tykocina), po czym skierowałam się w stronę Wielkiej Synagogi.

Gdybym miała powiedzieć, że Wielka Synagoga robi wrażenie, popełniłabym straszliwe niedopowiedzenie. To druga co do wielkości ocalała polska synagoga, do tego zachowały się w niej polichromie, zdobienia, bima… Chodziłam po sali modlitewnej oczarowana. Przed wejściem na salę otrzymałam audioprzewodnik – wspaniały wynalazek, ułatwiający indywidualne oglądanie zabytków (spotkałam się z nim jeszcze w Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego w Białymstoku). Treści czytane przez lektora są bardzo przystępne, ciekawe, pełne szczegółów (ale bez przesady), przewodnik jest idealny zarówno dla laików, jak i osób zgłębiających temat od dłuższego czasu.

Rzucił mi się w oczy brak Tory w Aron ha-kodesz. Synagoga nie pełni już funkcji świątynnych, została przekształcona w muzeum, dlatego też prawdopodobnie nie znajdują się w niej zwoje Tory. Nie wiem, czy odbywają się tam okazjonalne nabożeństwa, zakładam, że nie.

W synagodze znajduje się także wystawa judaików, w wieży urządzono pokój rabina (do którego nie udało mi się wejść), zaś w babińcu rozstawiono wystawę dzieł Józefa Charytona, malarza tworzącego m.in. portrety Żydów. Było co oglądać.

Oczywiście, czymże by był wyjazd do Tykocina, gdyby nie obiad w lokalnej restauracji serwującej dania kuchni żydowskiej. Mój wybór padł na Tejszę, która mieści się w budynku Małej Synagogi. Jest to miejsce owiane już legendą, znane z naprawdę dobrego jedzenia. Ceny są tam nieduże, porcje spore (mają najlepszy kugel świata… Nie, wybaczcie, kugel robiony przez mojego ojca jest lepszy, ale ten z Tejszy też jest świetny), lepiej mieć przy sobie gotówkę. Podczas jedzenia obiadu miałam okazję posłuchać sobie lecącej w tle muzyki żydowskiej – była to muzyka z gatunku tej puszczanej na festiwalach nawiązujących do przedwojennej diaspory, nic współczesnego. Nie ma tragedii: wyszłam najedzona, wypoczęta, pełna sił potrzebnych do zwiedzenia ostatniego ważnego dla mnie miejsca – cmentarza żydowskiego.

Cmentarz żydowski w Tykocinie. #tykocin #tiktin #czechożydekpodróżuje #jewsinpoland #jewishcemetery #kirkut

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Kirkut w Tykocinie należy do najstarszych w Polsce. Odnalazłam go na mapach rozmieszczonych blisko tykocińskich zabytków, także nie musiałam nikogo pytać o drogę. Po dotarciu ujrzałam ogrodzenie wykonane częściowo z betonu i dziurawej siatki. Brama na cmentarz jest otwarta, ale niezbyt dobrze ją widać z daleka, łatwiej jest dostać się na teren nekropolii przez dziury w siatce…

Kirkut nie sprawia zbyt przyjemnego wrażenia. Zajmuje on powierzchnię nieco ponad dwóch hektarów, na których zachowało się (wg portalu Wirtualny Sztetl) około stu macew. Kamienie nagrobne są jednak ledwo widoczne spod rosnącej wszędzie trawy. Chodziłam od wzniesienia do wzniesienia w poszukiwaniu macew – niektóre było widać dobrze, inne mniej.

Zaskakujące, jak potrafi się potoczyć historia; synagoga oraz fragmenty dawnej dzielnicy żydowskiej w Tykocinie zachowały się w dobrym stanie, cmentarz zaś przedstawia sobą momentami obraz nędzy i rozpaczy. Z daleka nie różni się on niczym od pastwiska, w dodatku na niektórych drzewach rosnących na kirkucie gniazdują bociany. Nekropolia nie jest oznaczona w żaden sposób, chyba, że za oznaczenie weźmiemy połamaną tablicę znajdującą się na ogrodzeniu, nie wiem jednak, czy tablica była związana z cmentarzem, czy z czymś innym (widać ślad po niej, natomiast samej tabliczki nigdzie nie znalazłam). Nie dostrzegłam zbyt dużo śmieci, wynika to pewnie z regularnego czyszczenia tego terenu, ale to tylko moje przypuszczenia.

Zastanawiam się, z czego wynika taki a nie inny stan tego obiektu. Z braku pieniędzy? Z dewastacji? Może tydzień wcześniej coś tam stało, a kiedy ja przyjechałam, nie miałam już okazji tego zobaczyć? Po opuszczeniu cmentarza czułam lekki dysonans pomiędzy tym, co zobaczyłam wcześniej a tym, co ujrzałam przed chwilą.

Moje wnioski z wyprawy są następujące – warto wygospodarować kilka godzin i pojechać do Tykocina na wycieczkę. Mój pobyt tam trwał nieco ponad cztery godziny, w tym czasie zdążyłam zwiedzić większość zabytków i zjeść na spokojnie obiad. Dojazd jest bardzo prosty i niedrogi (jechałam Voyagerem, za bilet w jedną stronę zapłaciłam 5,50), wszystkie ważne miejsca są położone blisko siebie. Jedyne, do czego mogę mieć zarzuty, to stan cmentarza, ale wierzę, że ktoś kiedyś znajdzie pieniądze na godne upamiętnienie tego miejsca.

I na koniec zdjęcie lokalnej ciekawostki, czyli ławki z drewnianą figurą Żyda. 😉

Takiej figurki Żydka jeszcze nie widziałam. #tykocin #tiktin #czechożydekpodróżuje #jewsinpoland #regentrestaurant

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże małe i duże, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Tykocin – zamek, synagoga, bociany (9.04.2016)

  1. 5000lib pisze:

    Polecam i to jest polecenie w temacie płytę przemująco pięknie jazzującą Tykocin właśnie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s